Julian Alvarez znów rozpala transferową wyobraźnię – i to mocniej, niż mogłoby się wydawać po jego przeprowadzce do Madrytu. Argentyńczyk dopiero co zbudował pozycję lidera ofensywy Atletico, a już wraca temat wielkiego powrotu do Premier League. W tle pojawiają się dwa potężne kierunki: Barcelona, która szuka następcy Roberta Lewandowskiego, oraz Arsenal, który ma mieć atut, jakiego konkurencja może mu zazdrościć.
Julian Alvarez na radarze gigantów: Premier League czy Barcelona?
Zainteresowanie wokół 25-letniego napastnika rośnie z tygodnia na tydzień. Choć Alvarez dopiero latem 2024 roku przeniósł się z Manchesteru City do Atletico Madryt za 75 mln euro, w Hiszpanii bardzo szybko udowodnił, że nie jest „kolejnym transferem”, tylko zawodnikiem, na którym da się oprzeć cały atak. W klubie Diego Simeone stał się jedną z kluczowych postaci ofensywy i twarzą drużyny w meczach, w których potrzeba jakości z przodu.
Właśnie dlatego coraz więcej klubów miałoby chętnie zobaczyć go u siebie. W medialnych spekulacjach regularnie przewija się Barcelona, bo Katalończycy rozglądają się za nazwiskiem, które mogłoby docelowo przejąć rolę numeru dziewięć po Robertcie Lewandowskim. Problem w tym, że taki ruch wymagałby dużej operacji finansowej, a to przy ewentualnych negocjacjach może stać się dla Barçy największą przeszkodą.
Liczby, które robią wrażenie: bramki i asysty w Atletico
W Madrycie Alvarez błyskawicznie zaczął dostarczać konkrety. Do tej pory w barwach Atletico zagrał w 85 spotkaniach, w których zanotował 40 bramek i 13 asyst. To statystyki, które w topowym klubie LaLigi nie biorą się z przypadku – zwłaszcza w systemie Simeone, gdzie od napastnika wymaga się nie tylko finalizacji, ale też pracy bez piłki, pressingu i utrzymywania intensywności przez całe spotkanie.
Takie liczby automatycznie podbijają cenę i sprawiają, że rozmowy o transferze przestają być luźną plotką, a zaczynają wyglądać jak realny scenariusz na letnie okno.
Klauzula, oczekiwania i kwota „ponad 100 milionów”: ile może kosztować Alvarez?
Wątek cenowy jest tutaj kluczowy. W przestrzeni medialnej przewija się informacja o gigantycznej klauzuli odstępnego wpisanej w kontrakt Argentyńczyka – tak wysokiej, że w praktyce ma ona bardziej odstraszać niż realnie wyznaczać warunki transakcji. Równolegle mówi się jednak, że jeśli Atletico miałoby latem rozważyć sprzedaż, oczekiwałoby kwoty przekraczającej 100 mln euro.
To ważny szczegół: przy takich pieniądzach na stole w grę wchodzą tylko najbogatsze marki, a negocjacje rzadko kończą się szybko. Atletico nie ma presji, by sprzedawać, a Alvarez jest dla nich sportowo bezcenny. Jeśli więc rozmowy w ogóle ruszą, to raczej na warunkach „Rojiblancos”.
Arsenal ma przewagę? Kluczowe nazwisko w tle transferu
W tym wyścigu wyróżnia się Arsenal. „Kanonierzy” mają szukać napastnika, który podniósłby sufit drużyny i dodał jej skuteczności w najważniejszych momentach sezonu. I tutaj pojawia się element, który może pomóc Londyńczykom: Andrea Berta, obecny dyrektor Arsenalu, przez wiele lat pracował w Atletico i doskonale zna sposób funkcjonowania klubu z Metropolitano. Co więcej, to on miał wcześniej odegrać istotną rolę przy sprowadzeniu Alvareza do Madrytu.
Taka relacja nie gwarantuje transferu, ale potrafi ułatwić rozmowy, przyspieszyć kontakt między stronami i sprawić, że jedna oferta szybciej trafi na „właściwe biurko”.
Priorytetem końcówka sezonu Atletico
Na razie napastnik może skupić się na dokończeniu sezonu w Hiszpanii. Atletico walczy o jak najlepszą pozycję w lidze i zajmuje czwarte miejsce, tracąc osiem punktów do Barcelony. Dopiero po zakończeniu rozgrywek temat transferu może nabrać realnego tempa – zwłaszcza jeśli na stole pojawią się konkretne kwoty, a zainteresowane kluby zdecydują, czy wchodzą w licytację na warunkach Atletico.
Przy takiej formie i takich liczbach Alvarez nie będzie narzekał na brak ofert – pytanie brzmi tylko, kto okaże się najbardziej zdeterminowany, by doprowadzić sprawę do końca.