Bartosz Zmarzlik potwierdził, że nawet w tak mocno obsadzonym turnieju trudno znaleźć na niego sposób. 52. Memoriał Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego w Częstochowie zakończył się triumfem mistrza świata, ale droga do zwycięstwa wcale nie była spacerem. O końcowym sukcesie zdecydował dopiero bieg dodatkowy, w którym Polak raz jeszcze pokazał klasę i nie zostawił rywalom złudzeń.
Niedzielne zawody od początku zapowiadały się znakomicie, bo na liście startowej nie brakowało uznanych nazwisk. W gronie głównych kandydatów do wygranej od razu wymieniano Zmarzlika, choć pierwsza seria pokazała, że w Częstochowie nie będzie mowy o łatwym marszu po triumf. Już na otwarcie lepszy od niego okazał się Rohan Tungate, który wysłał wyraźny sygnał, że zamierza włączyć się do walki o najwyższe miejsca.
Zmarzlik ruszył po zwycięstwo, ale rywale długo trzymali tempo
Pierwsza część rywalizacji należała również do Krzysztofa Buczkowskiego, Jakuba Miśkowiaka oraz Timo Lahtiego, którzy także sięgnęli po wygrane. To właśnie w czwartym biegu doszło jednak do najgroźniejszego zdarzenia całego turnieju. Robert Chmiel i Sebastian Szostak zaliczyli bardzo niebezpieczny upadek, po którym nowy zawodnik częstochowskiej drużyny został przetransportowany karetką do szpitala. Wstępne informacje mówiły o podejrzeniu urazu dolnego odcinka kręgosłupa.
Po wznowieniu ścigania tempo rywalizacji znów było bardzo wysokie. W drugiej serii Zmarzlik wrócił już na swój poziom i pewnie wygrał bieg z dużą przewagą nad Jasonem Doylem. Nadal świetnie prezentowali się jednak zawodnicy gospodarzy. Tungate utrzymywał równą formę, a Miśkowiak potwierdził ambicje do walki o końcowy sukces, pokonując Australijczyka w bezpośrednim starciu. Po dwóch seriach w ścisłej czołówce znajdował się także Buczkowski.
Walka o czołowe miejsca trzymała w napięciu do końca
Im dalej w zawody, tym wyraźniej było widać, że o podium może rozstrzygnąć się dopiero w końcówce. Nie wszyscy faworyci wytrzymali jednak tempo. Słabiej od oczekiwań prezentowali się Jaimon Lidsey i Daniel Bewley. Zwłaszcza postawa Brytyjczyka mogła zaskakiwać, bo choć regularnie punktował, na torze długo nie potrafił pokazać pełni możliwości.
Po trzeciej serii sytuacja w tabeli robiła się coraz ciekawsza. Miśkowiak i Buczkowski wciąż pozostawali niepokonani, a Doyle po zwycięstwie w czternastym biegu mocno zbliżył się do czołówki. Kluczowy okazał się jednak szesnasty wyścig, w którym pod taśmą stanęli Miśkowiak, Zmarzlik i Buczkowski. Znakomicie ruszył zawodnik Włókniarza, ale mistrz świata przeprowadził zdecydowany atak i odebrał mu prowadzenie. Dzięki temu przed ostatnią serią aż trzech zawodników miało po 11 punktów: Zmarzlik, Miśkowiak i Tungate.
Bieg dodatkowy przesądził o triumfie mistrza świata
W końcówce presję najlepiej wytrzymali ci, którzy od początku jechali najrówniej. Miśkowiak zrobił swoje w osiemnastym biegu, pokonując Doyle’a i Kacpra Worynę. Chwilę później zwycięstwa dopisali również Zmarzlik i Tungate, co oznaczało, że o triumfie w Memoriale zdecyduje dodatkowa gonitwa.
W niej najlepiej spod taśmy wyszedł Miśkowiak, ale to nie wystarczyło, by utrzymać za sobą Zmarzlika. Lider Motoru Lublin bardzo szybko nabrał ogromnej prędkości, wyprzedził rywala i odjechał po zwycięstwo. Właśnie w takim stylu przypieczętował triumf w 52. Memoriale Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego. Drugie miejsce przypadło Miśkowiakowi, a trzecie Tungate’owi.
Wyniki 52. Memoriału Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego
-
- Bartosz Zmarzlik – 14 + 3
-
- Jakub Miśkowiak – 14 + 2
-
- Rohan Tungate – 14 + 1
-
- Krzysztof Buczkowski – 12
-
- Jason Doyle – 11
-
- Daniel Bewley – 9
-
- Kacper Woryna – 8
-
- Luke Becker – 7
-
- Szymon Woźniak – 7
-
- Mads Hansen – 5
-
- Jaimon Lidsey – 5
-
- Timo Lahti – 4
-
- Szymon Ludwiczak – 4
-
- Robert Chmiel – 4
-
- Alan Ciurzyński – 2
-
- Franciszek Karczewski – 0
-
- Paweł Caban – 0
-
- Sebastian Szostak – 0
Turniej w Częstochowie dostarczył więc wszystkiego, czego kibice mogli oczekiwać od takiego ścigania: mocnej obsady, walki do ostatnich wyścigów i finału godnego rangi imprezy. Ostatecznie najwięcej powodów do zadowolenia miał Zmarzlik, który nawet jeśli nie od początku dominował, to w decydującym momencie znów okazał się najlepszy.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY