Hit Bundesligi dostarczył emocji, których nie powstydziłby się nawet finał wielkiego turnieju. W starciu Bayeru Leverkusen z Bayernem Monachium działo się właściwie wszystko: szybki gol, brutalny faul, dwie czerwone kartki po stronie gości, wyrównanie w osłabieniu i dramatyczna końcówka z nieuznanym trafieniem. Ostatecznie monachijczycy uratowali remis 1:1, choć przez fragment meczu bronili się w zaledwie dziewięciu.
Od pierwszych minut było widać, że zespół z Monachium czeka wyjątkowo trudne zadanie. Bayer Leverkusen wszedł w spotkanie bardzo agresywnie, narzucił wysokie tempo i szybko zmusił rywali do defensywy. Taki początek przyniósł efekt już w szóstej minucie, kiedy gospodarze objęli prowadzenie po trafieniu Aleixa Garcíi. Bayern od początku musiał więc odrabiać straty, a to tylko zwiększyło presję na drużynie Vincenta Kompany’ego.
Goście długo nie potrafili odpowiedzieć w przekonujący sposób. Leverkusen kontrolowało przebieg gry, a problemy Bayernu nie ograniczały się wyłącznie do niekorzystnego wyniku. Przed przerwą sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej skomplikowana, i to z winy jednego z piłkarzy mistrzów Niemiec.
Bayer Leverkusen – Bayern Monachium: czerwone kartki i wielkie emocje
Tuż przed zejściem do szatni Nicolas Jackson kompletnie stracił panowanie nad sobą. Senegalczyk, który po raz trzeci z rzędu znalazł się w wyjściowym składzie kosztem Harry’ego Kane’a, brutalnie zaatakował Martina Terriera w środkowej strefie boiska. Arbiter nie miał wątpliwości i natychmiast sięgnął po czerwoną kartkę. Dodatkowo dla Bayeru sytuacja wyglądała jeszcze poważniej, bo faul zakończył się przedwczesnym zejściem z murawy także po stronie gospodarzy.
Wydawało się, że Bayern w dziesiątkę będzie miał ogromny problem, by wrócić do meczu. Tymczasem po zmianie stron drużyna z Monachium pokazała sporo determinacji. Mimo osłabienia potrafiła przetrwać napór rywala i w odpowiednim momencie zadać cios. W 69. minucie do wyrównania doprowadził Luis Díaz, który wykorzystał jedną z nielicznych okazji i przywrócił swojej drużynie nadzieję na korzystny wynik.
Bayern Monachium uratował remis w dziewiątkę
Na tym jednak szaleństwo się nie skończyło. Radość Bayernu po golu wyrównującym nie trwała długo, bo również Díaz nie dotrwał do końca spotkania. W końcówce regulaminowego czasu gry Kolumbijczyk obejrzał drugą żółtą kartkę za symulowanie, a w konsekwencji musiał opuścić boisko. To oznaczało, że Bayern stanął przed koniecznością bronienia remisu 1:1 już nie w dziesięciu, lecz w dziewięciu zawodników.
W takich okolicznościach Bayer Leverkusen rzucił się do ataku, próbując wykorzystać podwójną przewagę liczebną. Gospodarze byli o krok od zwycięstwa, a końcówka zamieniła się w oblężenie pola karnego monachijczyków. Piłkarze Vincenta Kompany’ego bronili się desperacko, momentami z dużą dozą szczęścia, ale zdołali utrzymać wynik do ostatnich sekund.
Kontrowersyjna końcówka hitu Bundesligi
Największy dramat rozegrał się już w doliczonym czasie gry. W 93. minucie Bayer trafił do siatki i wydawało się, że przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ostatecznie jednak gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej, co tylko podkręciło temperaturę wokół całego meczu. Dla Bayernu był to moment ogromnej ulgi, bo w samej końcówce balansował na granicy porażki.
Remis w takich okolicznościach można uznać z perspektywy Bayernu za wynik uratowany siłą charakteru, ale trudno uciec od wrażenia, że zespół sam wpędził się w ogromne kłopoty. Dwie czerwone kartki, nerwowość i indywidualne błędy niemal kosztowały go porażkę. Szczególnie mocno pod lupą znajdzie się Jackson, którego nieodpowiedzialne zachowanie może mieć poważne konsekwencje dla jego pozycji w drużynie. W tak wielkim meczu zamiast pomóc zespołowi, stał się jednym z symboli chaosu, który omal nie pogrążył Bayernu w Leverkusen.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY