Halowe mistrzostwa świata w Toruniu to dla polskiej lekkoatletyki moment wyjątkowy. Od piątku do niedzieli oczy kibiców będą zwrócone na Kujawsko-Pomorską Arenę, gdzie 32 reprezentantów gospodarzy spróbuje przełożyć obiecujące wyniki z całego sezonu na medale, finały i rekordy. Wokół tej imprezy nie krąży już tylko ostrożna wiara w przyzwoity występ. Tym razem naprawdę można mówić o dużych nadziejach, a nawet o szansie na jeden z najlepszych polskich występów w historii halowego czempionatu.
Polską ekipę tworzy 17 kobiet i 15 mężczyzn. To kadra, w której nie brakuje zawodników mogących realnie myśleć o podium, ale też takich, którzy mogą sprawić niespodziankę i wejść do ścisłej czołówki świata. Prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Sebastian Chmara podkreślał, że start u siebie może pomóc w osiągnięciu wartościowych rezultatów, a lista nazwisk rzeczywiście daje podstawy, by patrzeć na te mistrzostwa z większym optymizmem niż w ostatnich sezonach.
Polacy jadą na HMŚ w Toruniu z realnymi szansami na medale
W gronie największych gwiazd reprezentacji znajdują się Pia Skrzyszowska i Jakub Szymański w biegach przez płotki, Maria Żodzik w skoku wzwyż oraz Natalia Bukowiecka na 400 metrów. To właśnie wokół tych nazwisk koncentruje się dziś najwięcej oczekiwań. Szymański jest jednym z liderów światowych list na 60 metrów przez płotki po kapitalnym biegu i rekordzie Polski na poziomie 7,37. Jego pozycja w stawce jest na tyle mocna, że trudno nie traktować go jako jednego z najpoważniejszych kandydatów do medalu.
Bardzo mocno wygląda też Skrzyszowska, która w tym roku ustępowała tylko jednej rywalce, a przed rokiem do podium zabrakło jej dosłownie ułamka sekundy. W przypadku Bukowieckiej nie trzeba zresztą nikogo przekonywać, że na wielkiej imprezie potrafi wejść na najwyższy poziom. Brąz olimpijski z Paryża tylko potwierdził, że to zawodniczka stworzona do najważniejszych startów. W czołówce światowych zestawień są także Mateusz Kołodziejski i Maria Żodzik w skoku wzwyż, a także Paulina Ligarska w pięcioboju.
Nadzieje są większe niż w ostatnich latach
Jeszcze niedawno o polskiej lekkoatletyce częściej mówiło się przez pryzmat kryzysu i spadku znaczenia na największych imprezach. Igrzyska w Paryżu zakończyły się tylko jednym medalem, a stadionowe mistrzostwa świata w Tokio udało się uratować dopiero dzięki srebru Marii Żodzik. Sam dorobek medalowy był więc skromny, choć wyniki punktowe i miejsca w czołowej ósemce wyglądały już znacznie lepiej, niż sugerowałyby same krążki.
Właśnie dlatego Toruń budzi tyle emocji. Halowa odmiana mistrzostw świata od dawna nie zapowiadała się dla Polski tak obiecująco. Światowe listy, choć nigdy nie są gwarancją sukcesu, tym razem naprawdę przemawiają na korzyść Biało-Czerwonych. To oczywiście nadal tylko liczby, a medale zdobywa się w konkretnej hali, pod konkretną presją, ale dawno nie było sytuacji, w której tylu Polaków przed startem imprezy zajmowało tak wysokie miejsca w światowej hierarchii.
Kto jeszcze może błysnąć na mistrzostwach świata?
Poza najbardziej oczywistymi kandydatami do podium warto uważnie śledzić kilka kolejnych nazwisk. Maciej Wyderka imponuje na 800 metrów i już pokazał, że potrafi biegać szybciej niż przez lata wynosił halowy rekord Polski. Klaudia Kazimierska rozwija się błyskawicznie i na 1500 metrów może włączyć się do walki z teoretycznie mocniejszymi rywalkami. Ewa Swoboda to z kolei zawodniczka, której potencjał na wielkich imprezach zawsze każe zostawić miejsce na scenariusz bardzo pozytywny.
Interesująco wygląda również sytuacja Anny Matuszewicz, która wynikiem 6,77 poprawiła wieloletni halowy rekord Polski w skoku w dal. Do tego dochodzą Adrianna Sułek-Schubert i Paulina Ligarska w pięcioboju, a także nasze sztafety 4×400 metrów. Szczególnie żeńska ekipa może być bardzo mocnym punktem reprezentacji, zwłaszcza jeśli wesprze ją Bukowiecka. Wiele emocji może wywołać też mikst, choć tu sporo będzie zależało od zestawienia składu i tego, jak ułożą się starty indywidualne.
Historia pokazuje, że rekordowy wynik nie jest niemożliwy
W dziejach polskiej lekkoatletyki dwa razy zdarzyło się, że reprezentacja wracała z halowych mistrzostw świata z pięcioma medalami. Taki dorobek udało się osiągnąć w 1999 roku w Maebashi i w 2018 roku w Birmingham. Powtórzenie tego wyniku w Toruniu byłoby czymś znakomitym i na pewno trzeba byłoby je uznać za rezultat wybitny.
Nie jest to jednak wizja całkowicie oderwana od rzeczywistości. Oczywiście pięć medali pozostaje wariantem bardzo optymistycznym, ale tym razem można o nim wspominać bez poczucia przesady. Start przed własną publicznością, znajomość hali i korzystny moment sezonu sprawiają, że polska kadra ma argumenty, by powalczyć o więcej niż jeden czy dwa krążki. Były prezes PZLA Jerzy Skucha oceniał nawet, że realny jest dorobek trzech medali, wskazując między innymi na Szymańskiego, wieloboistki, Żodzik, Wyderkę, Bukowiecką i sztafetę mieszaną.
HMŚ Toruń 2026. Kiedy odbędą się zawody?
Mistrzostwa potrwają od 20 do 22 marca, czyli od piątku do niedzieli. To 21. edycja halowego czempionatu globu, a Polska już raz była gospodarzem tej imprezy. W 2014 roku zawody odbyły się w Sopocie i wtedy Biało-Czerwoni wywalczyli trzy medale. Złoto zdobyła Kamila Lićwinko w skoku wzwyż, a srebra na 800 metrów dołożyli Adam Kszczot i Angelika Cichocka.
Tym razem gospodarzem będzie Toruń, a więc obiekt dobrze znany polskim lekkoatletom. Właśnie ten atut często przewija się w wypowiedziach zawodników. Dobrze znane warunki, własna publiczność i brak konieczności dalekich podróży mogą mieć znaczenie szczególnie w konkurencjach, gdzie o miejscach decydują setne sekundy albo jeden udany skok.
Gdzie oglądać HMŚ w Toruniu? Transmisje w TVP Sport i TVP 2
Bardzo ważną informacją dla kibiców jest to, że całe mistrzostwa będzie można śledzić na antenach Telewizji Polskiej. Wszystkie sesje w całości będą dostępne na stronie tvpsport.pl, w aplikacji mobilnej, w smart TV oraz przez HbbTV. Sesje poranne pokaże TVP Sport, natomiast sesje wieczorne będą transmitowane w TVP 2 lub w TVP Sport. Dzięki temu kibice dostaną pełny dostęp zarówno do eliminacji, jak i do finałów.
Transmisje skomentują dwa duety: Przemysław Babiarz i Sebastian Chmara oraz Marek Rudziński i Szymon Borczuch. Na miejscu pracować będą również dziennikarze Aleksander Dzięciołowski i Michał Chmielewski, a grono ekspertów uzupełnią Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Piotr Małachowski. Dla widzów oznacza to, że mistrzostwa otrzymają szeroką i profesjonalną oprawę, adekwatną do rangi imprezy.
Toruń może być dla Polski przełomem
Najciekawsze w tych mistrzostwach jest to, że po raz pierwszy od dawna polska lekkoatletyka nie jedzie na wielką imprezę wyłącznie z nadzieją na pojedynczy błysk. Tym razem tych potencjalnych punktów zapalnych jest znacznie więcej. Mamy zawodników z bardzo wysokimi miejscami na światowych listach, mamy medalistów wielkich imprez, mamy liderów reprezentacji i mamy też grupę sportowców, którzy mogą wyskoczyć ponad oczekiwania.
Dlatego Toruń zapowiada się nie tylko jako ważne wydarzenie dla kibiców, ale też jako prawdziwy test obecnej kondycji polskiej lekkoatletyki. Jeśli ten weekend ułoży się dobrze, rozmowa o kryzysie może wreszcie ustąpić miejsca opowieści o odbudowie i nowej fali sukcesów. A to byłaby dla gospodarzy wartość nie mniejsza niż same medale.