W Rakowie ten ruch miał być szybkim zastrzykiem jakości w ataku, a skończył się jak klasyczna transferowa pomyłka: dużo nadziei, mało minut i zero konkretów pod bramką. Imad Rondić jest już jedną nogą poza Częstochową, a kierunek wygląda jednoznacznie — 2. Bundesliga i Preussen Münster, gdzie ma dostać nowy start bez presji „zbawcy”.
Rondić w Rakowie: pół roku, które nie zadziałało
Przygoda Imada Rondicia pod Jasną Górą dobiega końca i trudno ją ocenić inaczej niż jako nieudany epizod. Raków sprowadzał Bośniaka z myślą o realnym wsparciu linii ataku, ale z czasem stało się jasne, że ten projekt nie zaskoczył ani sportowo, ani mentalnie.
Najbardziej bezlitosne są liczby. Rondić pojawiał się na boisku w wielu spotkaniach, ale w łącznym rozrachunku spędził na murawie niewiele ponad 400 minut. Dla napastnika to zwykle moment, w którym albo zaczyna „łapać” rytm i daje choćby jeden przełom, albo na stałe ląduje w roli rezerwowego. W jego przypadku wydarzyło się to drugie — bez bramek i bez sygnału, że zaraz coś „odpali”.
Dlaczego Raków chce zakończyć temat już teraz
W teorii wypożyczenie miało trwać do końca sezonu 2025/26, a Raków miał też możliwość wykupu zawodnika. Jednak w praktyce klub nie ma powodów, by w tę stronę iść. Jeśli napastnik nie daje liczb, nie zmienia meczów po wejściu z ławki i nie wygrywa rywalizacji o pierwszy skład, staje się obciążeniem kadrowym — zajmuje miejsce i budżet, a trener ma związane ręce.
W pewnym momencie problemem zrobiło się nawet nie to, że Raków chciał rozstać się z piłkarzem, tylko że trudno było znaleźć chętnych. Rondić wypadł z obiegu, stał się „piątym kołem u wozu” i dopiero teraz temat nabiera tempa, bo pojawiła się konkretna opcja z Niemiec.
Preussen Münster: nowy kierunek i realna szansa na minuty
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że Rondić przeniesie się do 2. Bundesligi, a konkretnie do Preussen Münster. Rozmowy mają dotyczyć transferu czasowego do końca sezonu, bez opcji wykupu. Dla wszystkich stron to rozwiązanie logiczne.
Raków pozbywa się zawodnika, który nie wnosił oczekiwanej wartości. FC Köln — jako klub macierzysty — zyskuje szansę, że napastnik zacznie regularnie grać i odzyska pewność siebie. A Preussen Münster dostaje piłkarza „na tu i teraz”, bez ryzyka długiego zobowiązania. W sytuacji drużyny walczącej o spokojniejsze miejsce w tabeli każdy napastnik, który może dać choćby kilka ważnych punktów, jest wart sprawdzenia.
Jak ma wyglądać operacja formalnie: trzy kluby i jeden ruch po drodze
Żeby ten transfer doszedł do skutku, trzeba wykonać dwa kroki. Najpierw niezbędne jest skrócenie obecnego wypożyczenia Rondicia do Rakowa. Dopiero potem można dopiąć kolejne wypożyczenie, tym razem do Preussen Münster. Właśnie dlatego w tle pojawiają się negocjacje na linii Raków – FC Köln – nowy klub z Niemiec.
To typowy manewr w zimowym oknie: minimalizuje straty, porządkuje kadrę i pozwala zawodnikowi wrócić do gry w warunkach, które mogą mu bardziej sprzyjać.
Co ten transfer mówi o Rakowie?
Ta historia jest też małą lekcją o budowie kadry. Raków od lat działa ambitnie i odważnie, ale nawet najlepiej poukładany klub miewa ruchy, które nie wypalają. Rondić nie stał się rozwiązaniem problemów w ataku, a raczej kolejną układanką do ułożenia — zwłaszcza gdy sezon wchodzi w decydującą fazę.
Jeśli przeprowadzka do 2. Bundesligi zostanie sfinalizowana, Raków zamknie temat szybko i bez zbędnego przeciągania. A Rondić dostanie coś, czego w Częstochowie nie miał: nowy kontekst, nowe oczekiwania i, być może, wreszcie regularne minuty.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY