W Innsbrucku Biało-Czerwoni dostali sygnał, że coś drgnęło — komplet awansów do konkursu brzmiał jak wreszcie dobra wiadomość. Tyle że na Bergisel nawet „pozytyw” potrafi mieć gorzki posmak. Kwalifikacje przyniosły Polsce nie tylko nazwiska na liście startowej, ale też potwierdziły, jak daleko kadrze do stabilności, gdy warunki i szczegóły sprzętowe zaczynają rozdawać karty.
Turniej Czterech Skoczni w Innsbrucku: Austria wita chaosem
Po niemieckich zawodach 74. Turnieju Czterech Skoczni rywalizacja przeniosła się do Austrii. Sobotni program w Innsbrucku obejmował dwa treningi i kwalifikacje do niedzielnego konkursu. Od początku było jasne, że to nie będzie spokojny dzień: wiatr mieszał w wynikach, a wielu skoczków bardziej walczyło o przetrwanie serii niż o efektowną odległość.
Treningi Polaków: błyski Tomasiaka, reszta w cieniu
W polskim obozie trudno było o entuzjazm po treningach. Najlepiej wyglądał Kacper Tomasiak — w pierwszej serii kręcił się w okolicach czołówki, a w drugiej zameldował się nawet w pierwszej dziesiątce. Poza nim obraz był raczej surowy: brak regularnych skoków na poziomie TOP 30 i kolejne próby, które nie budowały pewności na konkurs.
W składzie doszło też do zmiany: Dawid Kubacki zastąpił Piotra Żyłę. Dla byłego zwycięzcy turnieju sobotnie skakanie miało jeden cel — odbudować się względem treningów i nie komplikować sobie kwalifikacji.
Kwalifikacje TCS: awans jest, ale wyników nie da się „pudrować”
W kwalifikacjach Kubacki zrobił to, co było konieczne: poprawił się i dołożył skok, który pozwolił mu spokojnie wejść do konkursu, choć bez fajerwerków. Chwilę później swoje zadanie wykonali też Maciej Kot oraz Paweł Wąsek, a Kamil Stoch znów wylądował w okolicach trzeciej dziesiątki — przy sprzyjającej rekompensacie za wiatr, ale wciąż bez przełomu, na który wielu czeka.
Tomasiak ponownie okazał się najlepszym z Polaków. Miał moment, w którym wyglądało, że odleci bardzo daleko, jednak w końcówce zabrakło mu noszenia. Mimo to jego wynik dał solidne miejsce w kwalifikacjach i podtrzymał opinię, że to on jest dziś najpewniejszym punktem polskiej ekipy w turniejowej układance.
Austriacki pokaz siły: Hoerl na czele, gospodarze dominują
Na tle mieszanki warunków i nierównej dyspozycji wielu ekip gospodarze wyglądali jak drużyna z innej półki. Austriacy obsadzili czołówkę kwalifikacji, a najlepszy okazał się Jan Hoerl. Za nim ustawili się kolejni reprezentanci gospodarzy, co tylko podkręciło atmosferę przed niedzielnym konkursem: w Innsbrucku to Austria rozdaje karty.
Kapryśna aura uderzyła też w tych, którzy dotąd byli filarami sezonu. Domen Prevc, lider klasyfikacji turnieju i Pucharu Świata, w kwalifikacjach nie poradził sobie tak, jak oczekiwano — skończył dopiero w okolicach trzeciej dziesiątki. To kolejny dowód, że na Bergisel nawet najmocniejsi mogą nagle stracić przewagę, jeśli trafią na gorszy podmuch.
Dyskwalifikacja Pawła Wąska: fluor przekreśla start
Największy cios przyszedł jednak po wszystkim. Po kwalifikacjach Paweł Wąsek został zdyskwalifikowany ze względu na naruszenie przepisów dotyczących smaru na nartach — wykryto w nim fluor, czyli składnik zakazany w skokach narciarskich. W praktyce oznacza to, że choć Polska „awansowała w komplecie”, w konkursie realnie wystąpi w okrojonym składzie.
Niedzielny start w Innsbrucku zapowiada się więc jako sprawdzian: czy Biało-Czerwoni zdołają wycisnąć z tego dnia coś więcej niż sam udział — i czy Tomasiak utrzyma rolę lidera, gdy turniej wchodzi w fazę, w której liczą się nie obietnice, a konkret.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY