Torreense dokonało czegoś, co przed pierwszym gwizdkiem wydawało się niemal nierealne. Drugoligowy zespół pokonał Sporting w finale Pucharu Portugalii, choć rywal miał po swojej stronie większe doświadczenie, mocniejszą kadrę i status zdecydowanego faworyta. O wszystkim przesądziła dogrywka, rzut karny i czerwona kartka dla drużyny z Lizbony.
Torreense zaskoczyło Sporting już na początku
Sporting przystępował do finału jako wicemistrz Portugalii i zespół, od którego oczekiwano zdobycia trofeum. Różnica między finalistami była oczywista, bo Torreense na co dzień występuje na drugim poziomie rozgrywkowym. Dodatkowo drużyna musi jeszcze walczyć w barażach o awans do elity, więc terminarz końcówki sezonu jest dla niej wyjątkowo wymagający.
Mecz zaczął się jednak w sposób wymarzony dla outsidera. Już w 4. minucie Torreense objęło prowadzenie po trafieniu Kevina Zohiego. Szybki gol ustawił finał i sprawił, że Sporting musiał od razu ruszyć do odrabiania strat. Lizbończycy próbowali odpowiadać, ale długo brakowało im precyzji w ostatniej fazie akcji.
Sporting długo nie potrafił złamać rywala
W pierwszej połowie zawodnicy Sportingu mieli problem ze stworzeniem naprawdę klarownych okazji. Geni Catamo, Luis Suarez i Francisco Trincao szukali strzałów, lecz najczęściej uderzali niecelnie albo podejmowali decyzje zbyt późno. Lucas Paes nie miał łatwego meczu, ale do przerwy musiał interweniować tylko przy dwóch celnych próbach.
Torreense grało odważnie, ale przede wszystkim bardzo zdyscyplinowanie. Drugoligowiec nie ograniczył się do rozpaczliwej obrony wyniku. Zespół umiejętnie wybijał Sporting z rytmu, zamykał przestrzeń przed polem karnym i zmuszał faworyta do ataków, które nie przynosiły oczekiwanego efektu.
Gol Suareza dał Sportingowi nadzieję
Po przerwie Sporting podkręcił tempo. W 54. minucie nacisk przyniósł efekt, gdy Luis Suarez wykorzystał podanie Maxiego Araujo i doprowadził do remisu. Wydawało się wtedy, że faworyt odzyskał kontrolę nad finałem i może pójść za ciosem.
Niedługo później Sporting rzeczywiście trafił do siatki po akcji Catamo, ale bramka nie została uznana z powodu spalonego. Ten moment miał duże znaczenie, bo Torreense przetrwało najtrudniejszy fragment i znów zaczęło wierzyć, że sensacja jest możliwa. Trener lizbończyków próbował jeszcze wzmocnić zespół zmianami, wprowadzając między innymi Luisa Guilherme i Ousmane’a Diomande.
Dogrywka zdecydowała o sensacji
Końcówka regulaminowego czasu była bardzo nerwowa. Sporting szukał zwycięskiego gola, ale akcja Trincao i Guilherme z 84. minuty nie przyniosła powodzenia. Torreense również miało swoją szansę. W 90. minucie Simoes mógł zadać cios przed dogrywką, lecz uderzył obok słupka.
Skoro podstawowy czas gry zakończył się remisem 1:1, finalistów czekało dodatkowe 30 minut. Kluczowy moment nadszedł w 109. minucie. Araujo sfaulował rywala w sytuacji grożącej utratą bramki, przez co Sporting został ukarany rzutem karnym i czerwoną kartką. Stopira wytrzymał presję i zamienił jedenastkę na gola.
Puchar Portugalii dla drugoligowca
Sporting nie zdołał już odpowiedzieć. Grając w osłabieniu, miał coraz mniej czasu i coraz mniej argumentów, a Torreense broniło wyniku z ogromną determinacją. Końcowy gwizdek oznaczał jedną z największych sensacji sezonu w europejskiej piłce.
Torreense wygrało 2:1 i sięgnęło po Puchar Portugalii, choć przed finałem niewielu dawało mu realne szanse. Teraz drużyna może cieszyć się historycznym sukcesem, ale nie ma wiele czasu na świętowanie. Przed nią rewanż barażowy z Casa Pią o miejsce w portugalskiej ekstraklasie. Pierwszy mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a decydujące starcie zaplanowano na 28 maja o godzinie 21:00.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY