AKTUALNOśCI

Oficjalnie: ewentualnie odwołane wyścigi F1 na Bliskim Wchodzie nie będą zastępowane!

Formuła 1 może wkrótce stanąć przed scenariuszem, który jeszcze niedawno wydawał się mało prawdopodobny. Jeśli napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie doprowadzi do odwołania wyścigów w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej, mistrzostwa nie zamierzają na siłę łatać kalendarza. To oznaczałoby nie tylko pusty kwiecień bez Grand Prix, ale też ważny sygnał, że tym razem priorytetem nie są widowisko i biznes za wszelką cenę, lecz logistyka, bezpieczeństwo i chłodna kalkulacja.

W padoku coraz wyraźniej słychać, że wariant z rezygnacją z dwóch kwietniowych rund jest traktowany bardzo poważnie. Chodzi o zawody zaplanowane na 12 i 19 kwietnia, czyli Grand Prix Bahrajnu oraz Grand Prix Arabii Saudyjskiej. Gdyby oba wydarzenia wypadły z terminarza, po Grand Prix Japonii nastąpiłaby długa przerwa aż do początku maja.

F1 może zostać bez wyścigów w kwietniu

Taki rozwój sytuacji byłby dla całej serii wyjątkowo kłopotliwy pod względem wizerunkowym, bo Formuła 1 przyzwyczaiła kibiców do niemal nieprzerwanego rytmu rywalizacji. Brak choćby jednego wyścigu przez cały miesiąc oznaczałby wyhamowanie sezonu już na jego starcie. Mimo to wszystko wskazuje na to, że organizatorzy nie zamierzają podejmować nerwowych decyzji tylko po to, by utrzymać ciągłość kalendarza.

Powód jest prosty: obecne realia nie pozwalają na łatwe przesuwanie rund w dalszą część roku. Harmonogram mistrzostw jest już mocno napięty, a wolnych terminów praktycznie nie ma. Do tego dochodzą zobowiązania wobec innych promotorów, którzy od dawna mają zarezerwowane swoje miejsca w sezonie. W efekcie nawet jeśli Bahrajn i Arabia Saudyjska wypadną z kalendarza, ich miejsce najpewniej pozostanie puste.

Dlaczego Formuła 1 nie chce szukać zastępstwa

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że najprostszym rozwiązaniem byłoby szybkie przeniesienie rywalizacji do Europy. W grze pojawiały się przecież obiekty, które mają doświadczenie w organizacji Grand Prix i mogłyby w teorii wejść do kalendarza awaryjnie. Problem polega jednak na tym, że taka operacja wymagałaby działania w ogromnym pośpiechu, a to oznaczałoby organizacyjny chaos i ograniczone zyski.

Z perspektywy władz F1 nie jest to szczególnie atrakcyjny układ. Tory gotowe pomóc w awaryjnej sytuacji nie zamierzają płacić pełnych stawek za prawa do organizacji wyścigu, skoro miałyby zaledwie chwilę na przygotowanie imprezy i sprzedaż biletów. Innymi słowy, Formuła 1 mogłaby uratować kalendarz, ale finansowo niewiele by na tym zyskała. A skoro sezon i tak pozostałby wystarczająco długi, presja na ratowanie każdej daty wyraźnie maleje.

Bliski Wschód kluczowy dla kalendarza i finansów F1

W grę wchodzą jednak nie tylko sprawy organizacyjne. Bahrajn i Arabia Saudyjska należą do gospodarzy, którzy bardzo dużo płacą za obecność w kalendarzu mistrzostw. Utrata obu rund oznaczałaby zauważalny ubytek przychodów, a to w naturalny sposób odbiłoby się na całym finansowym bilansie sezonu. Mniejsze wpływy dla Formuły 1 to także mniej pieniędzy do podziału dla zespołów.

Jednocześnie sama seria nie znajduje się dziś pod ścianą. Nawet bez tych dwóch wyścigów liczba rund pozostałaby na tyle duża, by nie zachwiać fundamentami całego sezonu. To zasadnicza różnica względem nadzwyczajnych sytuacji z poprzednich lat, kiedy trzeba było improwizować i za wszelką cenę utrzymywać minimalną liczbę zawodów. Teraz taka presja jest zdecydowanie mniejsza.

Bezpieczeństwo ważniejsze niż pośpiech

Nieprzypadkowo w całej sprawie tak często wraca temat ostrożności. Władze światowego motorsportu wysyłają sygnał, że nadrzędne znaczenie mają bezpieczeństwo i dobrostan osób pracujących przy mistrzostwach. Chodzi nie tylko o kierowców, ale o cały ogromny personel techniczny, logistyczny i organizacyjny, bez którego weekend wyścigowy po prostu nie może się odbyć.

Dlatego decyzja nie musi zapaść natychmiast. Wszystko wskazuje na to, że Formuła 1 będzie czekać możliwie długo, obserwując rozwój sytuacji i licząc na uspokojenie konfliktu. Dopiero gdy nadejdzie moment, w którym trzeba będzie rozpocząć transport sprzętu na Bliski Wschód, dalsze zwlekanie przestanie mieć sens. Wtedy trzeba będzie wybrać między realizacją planu a całkowitym skreśleniem obu rund.

Miesiąc przerwy zamiast awaryjnego planu

To prowadzi do wniosku, który jeszcze niedawno mógł wydawać się zaskakujący: najbardziej realnym planem awaryjnym wcale nie jest nowy wyścig, lecz… brak wyścigu. Jeśli nie dojdzie do poprawy sytuacji, Formuła 1 prawdopodobnie zaakceptuje dłuższą przerwę w kalendarzu i wróci do ścigania dopiero przy kolejnej zaplanowanej rundzie.

Dla kibiców byłoby to rozczarowanie, ale z punktu widzenia władz serii może okazać się rozwiązaniem najbardziej rozsądnym. Czasem większą dojrzałość pokazuje się nie wtedy, gdy za wszelką cenę szuka się zastępstwa, lecz wtedy, gdy potrafi się odpuścić. I właśnie na taki scenariusz wygląda dziś najbardziej prawdopodobny kierunek działań Formuły 1.

Twój typ na ten mecz?

Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.

PRZEJDŹ DO OFERTY
PODOBNE WPISY