Aston Martin zapowiadał, że Grand Prix Kanady może być dla zespołu krokiem w stronę poprawy, ale weekend w Montrealu znów przyniósł więcej pytań niż odpowiedzi. Fernando Alonso nie ukończył rywalizacji, a powód jego wycofania nie dotyczył awarii silnika ani klasycznego błędu strategicznego. Tym razem problemem okazało się rozwiązanie, które miało pomagać, a zaczęło przeszkadzać kierowcy w walce na torze.
Aston Martin znów rozczarował w Formule 1
Aston Martin od początku sezonu próbuje udowodnić, że odważny kierunek rozwoju bolidu AMR26 ma sens. Zespół z Silverstone postawił na ambitne pomysły aerodynamiczne i liczył, że właśnie w nich znajdzie przewagę nad częścią stawki. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza. Konstrukcja nie daje stabilnych osiągów, jednostka napędowa wyraźnie odstaje od najlepszych, a dodatkowe problemy techniczne sprawiają, że każdy weekend staje się walką nie tylko z rywalami, lecz także z ograniczeniami auta.
Wcześniej zespół mierzył się między innymi z wibracjami, które miały negatywnie wpływać na baterie. W Kanadzie na pierwszy plan wyszedł jednak inny temat. Aston Martin zastosował w tym sezonie nietypową pozycję kierowcy w kokpicie. Zawodnicy są mocniej odchyleni niż w standardowych rozwiązaniach, co miało pomóc w obniżeniu środka ciężkości i ograniczeniu zaburzeń przepływu powietrza wokół kasku. W teorii brzmi to jak pomysł zgodny z filozofią szukania zysków w detalach. W praktyce okazało się, że dla Alonso rozwiązanie stało się poważnym problemem.
Dlaczego Fernando Alonso wycofał się z wyścigu?
Hiszpan już podczas weekendu w Montrealu sygnalizował, że nie czuje się dobrze w kokpicie. Z jednej strony przyznawał, że samochód dawał mu nieco więcej pewności niż w poprzednich rundach i pozwalał mocniej naciskać. Z drugiej strony od początku Grand Prix Kanady zgłaszał uwagi dotyczące pozycji za kierownicą. Prosił zespół o korekty, bo obecne ustawienie nie dawało mu odpowiedniego komfortu podczas jazdy.
Aston Martin próbował reagować i wprowadzać zmiany, ale nie udało się rozwiązać problemu w stopniu, który pozwoliłby Alonso normalnie rywalizować. Dwukrotny mistrz świata ostatecznie przedwcześnie zakończył wyścig, gdy stało się jasne, że nie ma realnych szans na walkę o wyższe pozycje ani punkty. Nie była to więc typowa sytuacja, w której zawodnik odpada po kontakcie, usterce czy błędzie zespołu przy pit stopie. Decydujący okazał się dyskomfort wynikający z koncepcji kokpitu.
Odważny pomysł Neweya nie przyniósł efektu?
Za kierunkiem rozwoju Astona Martina stoi między innymi Adrian Newey, znany z projektowania ekstremalnych, ale skutecznych konstrukcji. Jego bolidy przez lata zdobywały mistrzowskie tytuły, dlatego w Silverstone liczono, że podobna śmiałość techniczna pomoże zespołowi zrobić duży skok. Problem polega na tym, że innowacyjne rozwiązanie musi działać nie tylko w tunelu aerodynamicznym i symulacjach, lecz także w warunkach wyścigowych, z kierowcą, który przez kilkadziesiąt okrążeń musi panować nad samochodem przy dużych przeciążeniach.
Przypadek Alonso pokazuje, że granica między zyskiem aerodynamicznym a stratą po stronie kierowcy bywa bardzo cienka. Jeśli zawodnik nie ma właściwej pozycji w kokpicie, traci precyzję, pewność i możliwość regularnego atakowania limitu. W Formule 1 takie detale mogą decydować o kilku dziesiątych sekundy, ale też o tym, czy kierowca jest w stanie dokończyć wyścig na odpowiednim poziomie. Aston Martin chciał poprawić przepływ powietrza i obniżyć środek ciężkości, lecz w Kanadzie zapłacił za to sportową cenę.
Czy przerwa przed GP Monako pomoże Astonowi Martinowi?
Przed kolejną rundą zespół ma dwa tygodnie na analizę i poprawki. To ważny moment, bo Grand Prix Monako wymaga od kierowcy szczególnego zaufania do samochodu. Na ulicznym torze nie ma miejsca na niepewność, niewygodę ani kompromisy, które ograniczają precyzję prowadzenia. Jeśli Aston Martin nie poprawi pozycji Alonso w kokpicie, trudno będzie oczekiwać wyraźnego przełomu, nawet jeśli samochód pokaże nieco lepszy potencjał.
W Kanadzie pojawiły się pojedyncze sygnały poprawy. Alonso w kwalifikacjach do sprintu, mimo przygody w pierwszej części, zdołał awansować do SQ2, co można było uznać za mały krok naprzód. Tyle że przy obecnej skali strat Aston Martin potrzebuje czegoś więcej niż drobnych pozytywów. Zespół musi znaleźć równowagę między agresywną koncepcją techniczną a realnymi potrzebami kierowców. Bez tego nawet najbardziej efektowne pomysły będą wyglądały lepiej na papierze niż w wynikach.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY