Hubert Hurkacz był o krok od ważnego zwycięstwa w Monte Carlo, ale po ponad trzech godzinach walki musiał pogodzić się z bolesną porażką. Polak rozpoczął mecz z Valentinem Vacherotem bardzo nerwowo, później zdołał odwrócić losy pierwszego seta i długo utrzymywał się w grze o ćwierćfinał, jednak w decydującej partii zabrakło mu chłodnej głowy w kluczowych momentach. To spotkanie miało kilka zwrotów akcji, sporo niewykorzystanych okazji i finał, który z perspektywy polskiego tenisisty musi wyjątkowo boleć.
Mecz 1/8 finału turnieju ATP 1000 w Monte Carlo od początku nie układał się po myśli Hurkacza. Już na starcie stracił podanie, a Vacherot bardzo szybko zbudował sobie wyraźną przewagę. Monakijczyk był pewniejszy w wymianach, lepiej wszedł w rytm spotkania i bezlitośnie wykorzystywał błędy po stronie Polaka. W pewnym momencie prowadził już 4:0 i wydawało się, że pierwszy set może błyskawicznie wymknąć się Hubertowi z rąk.
Polak zdołał jednak wrócić do gry. Stopniowo poprawił serwis, zaczął częściej punktować rywala i wreszcie przełamał przeciwnika. Z biegiem czasu to właśnie on przejął inicjatywę, odrabiając straty i doprowadzając do tie-breaka. W nim zachował więcej precyzji i po 69 minutach zamknął pierwszą partię, obejmując prowadzenie w całym meczu.
Hurkacz dobrze odpowiedział po fatalnym początku
Po krótkiej przerwie można było odnieść wrażenie, że wygrany set ustawi dalszy przebieg spotkania. Początek drugiej partii dawał nawet podstawy do optymizmu, bo Hurkacz szybko wypracował sobie break pointy. Nie potrafił jednak ich wykorzystać, a z czasem inicjatywa znów zaczęła przechodzić na stronę rywala. Vacherot coraz pewniej czuł się przy własnym podaniu i nie pozwalał Polakowi narzucić dogodnego tempa.
Kluczowy moment przyszedł przy stanie 2:2. Hurkacz stracił wtedy serwis, a przeciwnik nie wypuścił już tej przewagi z rąk. Monakijczyk grał odważnie, dobrze bronił i skutecznie neutralizował mocne strony Polaka. Ostatecznie druga odsłona zakończyła się wynikiem 6:3 i do wyłonienia ćwierćfinalisty potrzebny był trzeci set.
Decydujący set miał dramatyczny przebieg
W ostatniej partii długo nie było przełamań, choć napięcie rosło z każdym gemem. Hurkacz potrafił pomagać sobie serwisem, regularnie dokładał asy i przez pewien czas utrzymywał równowagę. Nie brakowało też dobrych zagrań z obu stron, bo mecz obfitował w efektowne wymiany, skróty i akcje przy siatce. Problem w tym, że Polak coraz częściej oddawał punkty zbyt łatwo, popełniając niewymuszone błędy w momentach, w których trzeba było zagrać bardziej zdecydowanie.
Przełamanie przyszło przy stanie 3:3. Hurkacz długo się bronił i obronił kilka break pointów, ale za kolejnym razem Vacherot dopiął swego. Od tego momentu Polak musiał już gonić wynik. Udało mu się jeszcze utrzymać własne podanie i przedłużyć emocje, ale presja była coraz większa, a rywal znajdował odpowiedzi niemal na każdą próbę odrobienia strat.
Niewykorzystane szanse zabolały najbardziej
Najwięcej żalu Hubert może mieć o końcówkę spotkania. Przy stanie 5:4 dla Vacherota pojawiła się realna okazja, by wrócić jeszcze do seta. Polak miał szansę zbudować korzystny wynik w gemie, lecz nie wykorzystał ważnego woleja. Później błędy przeciwnika dały mu break pointy, ale żadnego z nich nie udało się zamienić na przełamanie. Vacherot zdołał wyjść z opresji, a po chwili sam dostał meczbola.
Tym razem rywal nie wypuścił okazji z rąk. Po 174 minutach gry zamknął spotkanie i awansował do ćwierćfinału, a Hurkacz musiał przełknąć bardzo przykrą porażkę. Ostatecznie Polak przegrał 7:6, 3:6, 4:6, choć ten mecz mógł potoczyć się inaczej, gdyby w decydujących fragmentach zachował więcej dokładności. To spotkanie pokazało, że potrafi wracać do gry nawet z trudnego położenia, ale też przypomniało, jak brutalny potrafi być tenis na najwyższym poziomie, gdy o wszystkim decydują pojedyncze piłki.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY