Hubert Hurkacz był o krok od zwycięstwa w Rotterdamie, miał mecz na rakiecie i serwował po awans. Wystarczyło domknąć jednego gema, ale zamiast spokojnego finiszu przyszła seria błędów, która wywróciła spotkanie do góry nogami. Polak wypuścił prowadzenie, a Aleksander Bublik wykorzystał moment słabości rywala i odwrócił losy pojedynku już w pierwszej rundzie turnieju.
Hurkacz – Bublik w Rotterdamie: mecz bez przełamań i długie czekanie na zwrot
Od początku było jasne, że będzie to pojedynek dwóch serwisów. Obaj tenisiści utrzymywali podania, a okazji dla returnujących było jak na lekarstwo. Hurkacz wprawdzie doczekał się jednej szansy na przełamanie w pierwszym secie, ale nie potrafił jej zamienić na punkt, dlatego wszystko zmierzało w kierunku tie-breaka.
I rzeczywiście – przez 12 gemów nie doszło do przełamania. Set był momentami monotonny, oparty na schemacie „podanie i kontrola”, ale w tie-breaku Polak wszedł na wyższy bieg. Szybko zbudował przewagę, odskoczył na 4:0 i nie oddał już inicjatywy, wygrywając rozstrzygającą rozgrywkę 7:2 i obejmując prowadzenie w meczu.
Drugi set: Hurkacz miał break pointy, ale nie potrafił dobić rywala
Początek drugiej partii znów przyniósł sygnały, że Hurkacz może pójść za ciosem. Już w pierwszych gemach pojawiły się piłki na przełamanie, jednak Bublik zdołał się wybronić i wrócić do rytmu serwisowego.
W dalszej części seta obraz meczu długo się nie zmieniał: gem za gem, coraz częściej gra na przewagi, ale bez konkretu przy okazjach, które – w takim spotkaniu – trzeba wykorzystywać natychmiast. Hurkacz miał kolejne break pointy przy prowadzeniu 3:2, lecz znów zabrakło kropki nad i.
Serwował po mecz i rozsypał się: kluczowy moment przy stanie 5:4
Przełom przyszedł w gemie na 5:4 dla Hurkacza. Po ponad półtorej godzinie gry Polak wreszcie odebrał rywalowi podanie, zyskując idealną sytuację: przerwa, a po niej serwis na zamknięcie spotkania.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co trudno było przewidzieć po tak stabilnym, serwisowym meczu. Hurkacz oddał gema przy własnym podaniu, popełniając serię podwójnych błędów serwisowych. Z przewagi i kontroli nie zostało nic, a Bublik natychmiast poczuł, że dostał tlen.
Tie-break drugiego seta: Bublik zdominował i doprowadził do trzeciej partii
Po straconym gemie mentalna przewaga przeszła na stronę rywala. Drugi set zakończył się tie-breakiem, ale tym razem to Bublik rozdawał karty. Hurkacz przegrał go bardzo wyraźnie 1:7, co jeszcze mocniej podkreśliło, jak szybko potrafi zmienić się dynamika meczu, gdy pojawia się jeden „czarny” gem. Decydująca partia znów wyglądała jak marsz w stronę kolejnego tie-breaka. Serwisy działały, punktów przy returnie było niewiele, a każdy gem miał charakter „obowiązkowego” utrzymania podania.
Bublik postanowił jednak przerwać ten scenariusz w ostatnim możliwym momencie. Przy stanie 6:5 znalazł sposób na przełamanie i zrobił dokładnie to, czego Hurkacz nie potrafił dowieźć wcześniej: wykorzystał okazję, gdy pojawiła się na horyzoncie. Po przełamaniu Bublik podawał na wygraną. Ostatecznie Hurkacz przegrał 6:7 (2), 7:6 (1), 7:5, odpadając w pierwszej rundzie ATP Rotterdam mimo tego, że był o krok od zamknięcia meczu w dwóch setach.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY