Hubert Hurkacz znalazł się w trudnym momencie sezonu i zdecydował się na ruch, którego mało kto mógł się spodziewać. Po serii niepowodzeń polski tenisista schodzi szczebel niżej, by poszukać przełamania w turnieju rangi Challenger w Cap Cana. To jednak nie jedyny element tej historii, który przyciąga uwagę, bo równie zaskakująco wygląda obsada rywalizacji deblowej.
Ostatnie tygodnie nie układały się po myśli najlepszego polskiego tenisisty. Hurkacz zanotował pięć kolejnych porażek, a jego forma wyraźnie odbiegała od oczekiwań, jakie zwykle towarzyszą zawodnikowi tej klasy. Lepsi od niego okazali się Ethan Quinn, Martin Damm, Alexander Bublik, Jakub Menšík oraz Aleksandar Kovacević, co tylko podkreśla skalę problemów, z jakimi musi się obecnie mierzyć.
Hubert Hurkacz wraca do Challengera po latach
W tej sytuacji Polak postanowił poszukać rytmu meczowego i pewności siebie w turnieju niższej rangi. Wybór padł na zawody Challenger w Cap Cana, co samo w sobie jest wydarzeniem nietypowym, bo Hurkacz od dawna nie pojawiał się na tym poziomie rozgrywek. To wyraźny sygnał, że priorytetem stało się odzyskanie stabilności i odbudowanie sportowej pewności.
Powrót do challengera oznacza dla niego pierwszy taki start od wielu lat. Ostatni raz występował na tym szczeblu w 2019 roku w Poznaniu, dlatego obecna decyzja pokazuje, że sztab i sam zawodnik szukają każdej możliwej drogi do odwrócenia niekorzystnego trendu. Czasem właśnie taki krok w tył może pomóc później zrobić dwa kroki do przodu.
Nietypowy debel Hurkacza w Cap Cana
Już wcześniej było wiadomo, że w Dominikanie Hurkacz nie ograniczy się wyłącznie do gry pojedynczej. Zgłosił się także do rywalizacji deblowej, ale przez pewien czas nie było jasne, z kim stworzy parę. To budziło zainteresowanie, bo przy takim nazwisku każdy wybór partnera natychmiast staje się tematem do dyskusji.
Ostatecznie okazało się, że Polak postawił na rozwiązanie absolutnie wyjątkowe. Jego partnerem w deblu został Mateusz Terczyński, czyli jeden z członków sztabu szkoleniowego i zarazem osoba od lat bardzo bliska Hurkaczowi. Taki układ nie zdarza się często w profesjonalnym tenisie i sprawia, że występ Polaka w Cap Cana nabiera dodatkowego wymiaru.
Mateusz Terczyński nie tylko w sztabie Hurkacza
Terczyński pełni ważną rolę w zespole Hurkacza. Współtworzy jego zaplecze treningowe razem z Nicolasem Massú oraz Ivanem Lendlem, odpowiadając między innymi za wsparcie w codziennej pracy i zadania sparingowe. Dobrze zna styl gry Polaka, jego potrzeby i sposób funkcjonowania w turniejowej rzeczywistości, dlatego wspólny start można odbierać nie tylko jako ciekawostkę, ale też element szerszego planu.
Dla samego Terczyńskiego będzie to powrót do oficjalnej rywalizacji po dłuższej przerwie. Ostatni raz pojawił się w turniejowym meczu dwa lata temu, również w Poznaniu. Teraz otrzymał szansę, by wejść na kort u boku swojego podopiecznego i wesprzeć go już nie tylko podczas treningów, lecz także bezpośrednio w meczu.
Z kim zagrają Hurkacz i Terczyński?
W pierwszej rundzie debla polsko-polski duet szkoleniowo-zawodniczy zmierzy się z Danielem Cukiermanem oraz Treyem Hilderbrandem. To spotkanie od razu wzbudziło zainteresowanie, bo trudno przejść obojętnie obok sytuacji, w której tenisista z czołówki decyduje się na występ w challengerze i to jeszcze w parze ze swoim trenerem.
Dla Hurkacza ten turniej może mieć znaczenie większe, niż wskazywałaby sama ranga zawodów. W Cap Cana nie chodzi wyłącznie o wynik, ale również o odzyskanie swobody, odbudowanie zaufania do własnej gry i złapanie pozytywnego impulsu przed kolejnymi startami. Jeśli ten niecodzienny pomysł zadziała, może się okazać, że właśnie w mniej oczywistym miejscu rozpocznie się jego powrót na właściwe tory.