Iga Świątek wróciła do gry w Dosze w sposób, który od razu przypomniał kibicom, dlaczego korty w Katarze tak często stają się dla niej idealnym miejscem na mocny start sezonu. Liderka rozstawienia nie dała się wciągnąć w dłuższe przestoje, a choć w drugim secie pojawiła się chwila niepewności, Polka szybko odzyskała kontrolę i zamknęła mecz z Janice Tjen wynikiem 6:0, 6:3.
WTA Doha 2026: pewny powrót Świątek po przerwie
Po Australian Open, zakończonym na etapie ćwierćfinału, Świątek zrobiła krótką pauzę i dopiero w Dosze wróciła do rywalizacji. Trudno o lepsze miejsce na taki restart – Polka ma w stolicy Kataru świetne wspomnienia i przez kilka sezonów potrafiła budować tu serię zwycięstw, która ugruntowała jej pozycję w światowej czołówce. Tegoroczny turniej rozpoczęła jako „jedynka”, a w pierwszej rundzie nie musiała wychodzić na kort.
W swoim pierwszym meczu trafiła na Janice Tjen, zawodniczkę, która w ostatnich miesiącach zebrała sporo uwagi i dostała przepustkę do turnieju od organizatorów. Indonezyjka miała za sobą bardzo mocne wejście w imprezę, bo w poprzednim spotkaniu rozbiła wyżej notowaną rywalkę, oddając jej tylko gema. To zapowiadało wyzwanie – nie tyle w sensie faworytki meczu, bo nią była Świątek, ile w kontekście potencjalnej „nieprzewidywalności” stylu Tjen.
Pierwszy set 6:0: dominacja od pierwszej piłki
Świątek zaczęła od spokojnego utrzymania serwisu, a już po chwili podkręciła tempo przy podaniu przeciwniczki. Szybko pojawiło się przełamanie i natychmiastowy sygnał, że Polka zamierza rozstrzygnąć sprawę bez zbędnych komplikacji. Jej gra była uporządkowana: mocny return, kontrola wymian i systematyczne wypychanie rywalki poza komfortowe strefy kortu.
Tjen nie potrafiła złapać rytmu. Nawet gdy w jednym z gemów wybroniła się przed utratą podania, kolejne punkty znów układały się pod dyktando Polki. Świątek trzymała intensywność, była cierpliwa w budowaniu przewagi i konsekwentna w domykaniu akcji. Efekt? Trzy przełamania, pełna kontrola przebiegu wydarzeń i set wygrany 6:0 w zaledwie kilkadziesiąt minut.
Druga partia 6:3: chwilowy zgrzyt i szybka odpowiedź
Początek drugiego seta przyniósł niespodziankę. Świątek dopuściła się kilku błędów i straciła podanie, co natychmiast ożywiło Indonezyjkę. Tjen wyczuła moment, zaczęła grać odważniej i przez chwilę wyglądało to tak, jakby spotkanie mogło wejść w bardziej wyrównany tor.
Polka zareagowała jednak tak, jak robią to zawodniczki z najwyższej półki: błyskawicznie odrobiła stratę, uspokoiła rękę przy serwisie i zaczęła ponownie porządkować grę. Kolejne gemy przyniosły wymiany przełamań i fragment, w którym obie tenisistki miały kłopot z utrzymaniem podania. Tjen pokazała charakterystyczny, energiczny styl, potrafiła zaskoczyć zmianą tempa i kierunku uderzeń, a Świątek – mimo przewagi w jakości – co jakiś czas dokładała niepotrzebne pomyłki.
Kluczowy moment meczu: przełamanie w ósmym gemie
Najwięcej emocji przyniósł ósmy gem drugiej odsłony. Tjen walczyła o utrzymanie serwisu i miała swoje szanse, ale Świątek podniosła poziom w najważniejszych wymianach. Polka wypracowała przewagę returnem, dopięła przełamanie i tym samym ustawiła końcówkę seta pod siebie. Chwilę później pewnie utrzymała podanie, doprowadzając do sytuacji, w której rywalka musiała grać pod presją wyniku.
Świątek nie wypuściła już tej okazji. Zamykała akcje bardziej zdecydowanie, lepiej wybierała momenty na przyspieszenie i dowiozła zwycięstwo 6:3, kończąc mecz w dwóch setach.
Następna rywalka i cel na turniej
Wygrana na otwarcie to dla Świątek nie tylko awans, ale też sygnał, że po przerwie wciąż potrafi szybko wejść na wysoki poziom. W kolejnej rundzie Polka zagra o miejsce w ćwierćfinale, a jej następną rywalką będzie Daria Kasatkina. To już inny typ wyzwania: dużo taktyki, zmiany rytmu i konieczność cierpliwego budowania przewagi. Jeśli Świątek utrzyma intensywność z pierwszego seta i ograniczy przestoje z drugiej partii, będzie miała mocne argumenty, by iść w Dosze naprawdę daleko.