FC Porto fatalnie weszło w rewanż z Nottingham Forest i już w pierwszych minutach mocno skomplikowało sobie walkę o półfinał Ligi Europy. Najpierw z boiska wyleciał Jan Bednarek, a chwilę później gospodarze wykorzystali przewagę liczebną i objęli prowadzenie. Początek spotkania ułożył się dla portugalskiego zespołu w najgorszy możliwy sposób, a odrobienie strat stało się błyskawicznie znacznie trudniejsze.
Przed rewanżem sprawa awansu pozostawała otwarta. Pierwsze spotkanie rozegrane w Portugalii zakończyło się remisem 1:1, dlatego żadna ze stron nie mogła mówić o wyraźnej przewadze. O tym, kto zamelduje się w półfinale, miał zdecydować dopiero mecz na City Ground.
Jan Bednarek osłabił FC Porto już na początku meczu
Rzeczywistość bardzo szybko zaczęła jednak sprzyjać drużynie z Anglii. Goście od pierwszych minut mieli ogromne problemy, a kluczowy moment nadszedł już w 8. minucie. Wtedy Jan Bednarek dopuścił się ostrego przewinienia na Chrisie Woodzie.
Sędzia początkowo nie zakończył tej akcji w najostrzejszy sposób, ale po analizie VAR zmienił decyzję i pokazał Polakowi czerwoną kartkę. Dla FC Porto był to potężny cios, bo zespół stracił ważnego defensora praktycznie na starcie meczu i od tej chwili musiał radzić sobie w osłabieniu.
Nottingham Forest szybko wykorzystało przewagę
Gospodarze nie potrzebowali wiele czasu, by przełożyć przewagę jednego zawodnika na boiskowe konkrety. Zaledwie cztery minuty po wykluczeniu Bednarka piłkarze Nottingham Forest znaleźli drogę do siatki i objęli prowadzenie.
Autorem pierwszego gola został Morgan Gibbs-White, który wykorzystał moment dezorganizacji w szeregach rywali. To trafienie sprawiło, że sytuacja FC Porto zrobiła się wyjątkowo trudna. Drużyna nie tylko musiała odrabiać straty, ale też robić to, grając w dziesiątkę.
FC Porto stanęło przed bardzo trudnym zadaniem
Tak zły początek sprawił, że portugalski zespół bardzo szybko oddalił się od awansu. Rewanż, który przed pierwszym gwizdkiem zapowiadał się na wyrównane i otwarte widowisko, błyskawicznie zaczął układać się pod dyktando przedstawiciela Premier League.
Dla ekipy prowadzonej przez Francesco Fariolego oznaczało to konieczność gonienia wyniku w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Gra w osłabieniu przeciwko rywalowi, który złapał wiatr w żagle już w pierwszym kwadransie, stawiała FC Porto w bardzo niewygodnym położeniu. Wszystko wskazywało na to, że droga do półfinału zrobiła się dla tego zespołu znacznie bardziej wyboista, niż można było zakładać jeszcze przed rozpoczęciem spotkania.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY