AKTUALNOśCI

Oficjalnie: Luke Littler obronił tytuł mistrza świata!

Miało być starcie dwóch młodych wilków, które rozpali Alexandra Palace do czerwoności. Zamiast thrillera dostaliśmy demonstrację siły – i jasny komunikat, kto dziś wyznacza standardy w PDC. Luke Littler obronił tytuł mistrza świata w darcie, a finał z Gianem van Veenem zakończył się wynikiem, który nie zostawia miejsca na interpretacje: 7:1.

Finał MŚ w darcie w Alexandra Palace: najmłodsi, ale gotowi na wielką scenę

Ten mecz już przed pierwszą lotką był wydarzeniem. W 33-letniej historii mistrzostw świata PDC nie oglądano wcześniej tak młodego finału: 19-latek kontra 23-latek. Brzmiało to jak zwiastun nowej epoki, w której świeżość, tempo i brak kompleksów mają zastąpić stare hierarchie.

Obaj finaliści prezentowali formę godną najważniejszego wieczoru sezonu, ale do decydującego starcia docierali innymi ścieżkami. Littler w półfinale szybko ugasił emocje – po wpadce w pierwszym secie przejął kontrolę i wygrał kolejnych sześć, kończąc mecz bez długiego przeciągania. Van Veen musiał natomiast przejść przez bardziej wyboistą drogę: w spotkaniu z Garym Andersonem uciekł na 4:1, potem musiał zatrzymać pościg rywala (4:3), aż wreszcie dopiął awans spokojem w kluczowych momentach.

Początek finału: van Veen pokazał pazur, Littler szukał rytmu

Pierwsze dwa sety rozgrywały się na pełnym dystansie pięciu legów. Holender wszedł w mecz z rozmachem, zamykając jedno z podejść efektownym checkoutem 116 i utrzymując własne legi pod presją. Był moment, w którym mógł zrobić jeszcze większy krok: Littler nie wykorzystał finiszu z 81 punktów, a van Veen chwilę wcześniej minimalnie przestrzelił środek przy próbie zejścia ze 170. Takie detale potrafią ważyć tonę.

W drugiej odsłonie Littler stopniowo podkręcał tempo. Zaczął punktować ciężej, dokładał wysokie zamknięcia, a do tego wyglądał, jakby z każdą serią lotek robił się pewniejszy. Van Veen miał okazję, by uderzyć w porę – przy jednym z legów zabrakło mu trafienia w D8 na wygranie seta. Od tego miejsca zaczęło być widać, że faworyt łapie wiatr w żagle.

Big fish i lawina: jak finał wymknął się Holendrowi

Trzeci set przyniósł przełamanie, którego van Veen nie zdołał już odrobić. Littler domknął partię ostatnią lotką… i była to lotka na „big fisha”, czyli 170. Taki cios działa nie tylko na wynik, ale i na głowę. Kolejne fragmenty wyglądały podobnie: Anglik świetnie otwierał legi, a Holender regularnie „mijał się” minimalnie z tym, co wcześniej w turnieju wchodziło mu seryjnie. Najbardziej bolesne były sytuacje, gdy van Veen pierwszy dostawał szansę na zamknięcie, ale jej nie wykorzystywał – a Littler drugich zaproszeń już nie wysyłał.

Najwięcej zamieszania pojawiło się nie w tarczy, a obok niej. W jednym z setów zawodnikom przeszkodziła… osa, co wymusiło krótką przerwę. Littler wrócił jednak do gry bez utraty rytmu – jakby nawet takie przerywniki były elementem planu, a nie problemem.

Egzekucja w końcówce: 147 na tytuł mistrza świata

W ostatnim secie van Veen urwał jeszcze jednego lega, ale puenta należała do obrońcy tytułu. Littler domknął mecz i całe mistrzostwa finiszem 147, przypieczętowując triumf w stylu, który idealnie pasował do przebiegu finału: pewnie, szybko i bez cienia wahania.

Wynik 7:1 mówi wszystko – Littler nie tylko obronił koronę, ale zrobił to tak, jak robią to dominatorzy. A van Veen? Przegrał wysoko, lecz sam finał w tak młodym składzie to sygnał, że o przyszłość tej dyscypliny PDC może być spokojne.

Twój typ na ten mecz?

Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.

PRZEJDŹ DO OFERTY
PODOBNE WPISY