To miał być ruch, który da napastnikowi regularne minuty i odbuduje jego pewność siebie, a klubom — konkretne korzyści sportowe. Zamiast tego historia Imada Rondicia w Rakowie Częstochowa zakończyła się szybciej, niż zakładano. Teraz Bośniak wraca do Niemiec, ale nie po to, by walczyć o skład w FC Köln, tylko by jeszcze raz spróbować udowodnić swoją wartość na zapleczu Bundesligi.
Koniec wypożyczenia w Rakowie Częstochowa
We wtorek oficjalnie zamknięto temat pobytu Imada Rondicia w Rakowie. Napastnik nie znalazł się nawet w planach na przygotowania — nie poleciał z zespołem na zgrupowanie w Turcji, co w praktyce było jasnym sygnałem, że strony zmierzają do rozstania. Chwilę później stało się to formalnością: wypożyczenie zostało skrócone, a zawodnik opuścił Częstochowę.
Dla Rakowa to zamknięcie epizodu, który nie przyniósł spodziewanego efektu. Dla samego piłkarza — kolejny moment, w którym musi szukać miejsca, gdzie dostanie zaufanie i czas na boisku.
Jak Rondić trafił do Niemiec i dlaczego zabrakło miejsca w elicie
Rondić wylądował w FC Köln zimą poprzedniego roku po udanym okresie w Widzewie Łódź. W Niemczech dołożył swoją cegiełkę do awansu klubu, ale szybko okazało się, że na najwyższym poziomie hierarchia w ataku jest dla niego zbyt trudna do przeskoczenia. W takich sytuacjach standardowym rozwiązaniem jest wypożyczenie — po to, by zawodnik grał, a nie tylko trenował.
Wybór padł na Raków, który potrzebował opcji w ofensywie i mógł zapewnić mu rywalizację na wysokim poziomie. Plan wyglądał logicznie, ale boisko zweryfikowało go bezlitośnie.
Statystyki w Rakowie: dużo wejść, mało konkretów
W barwach “Medalików” Bośniak zanotował 18 występów, jednak najczęściej zaczynał na ławce i wchodził w trakcie spotkań. To utrudnia napastnikowi złapanie rytmu, ale z drugiej strony — od zawodnika na tej pozycji oczekuje się choćby pojedynczych momentów, które przechylają szalę. Tymczasem Rondić nie zdobył ani jednej bramki, a przy ograniczonych minutach i konkurencji w składzie jego pozycja w zespole słabła z tygodnia na tydzień.
W efekcie wypożyczenie, które miało pomóc wszystkim stronom, zaczęło wyglądać jak układ bez wyraźnych korzyści sportowych.
Nowy kierunek: Preußen Münster i druga próba w 2. Bundeslidze
Po skróceniu pobytu w Polsce Rondić wrócił do FC Köln tylko formalnie — po czym został wypożyczony do Preußen Münster na kolejne pół roku. To oznacza, że ponownie zagra na poziomie 2. Bundesligi, gdzie ma większą szansę na regularne występy niż w zespole z aspiracjami w elicie.
W komunikacie klubu z Kolonii jasno zasugerowano, że polski etap nie potoczył się zgodnie z oczekiwaniami, a teraz priorytetem ma być gra i branie odpowiedzialności na boisku. W praktyce: mniej siedzenia na ławce, więcej minut i odbudowa roli napastnika, który realnie wpływa na wyniki.
Sytuacja Münster i presja od pierwszego meczu
Nowy klub Rondicia nie jest w komfortowej sytuacji. Preußen Münster walczy o utrzymanie na zapleczu Bundesligi, a margines błędu jest niewielki. Zespół plasuje się tuż nad strefą spadkową, mając taki sam dorobek punktowy jak rywal znajdujący się już pod kreską. To środowisko, w którym napastnik może szybko stać się kluczowy — bo w walce o byt gole i asysty ważą podwójnie.
Dla Rondicia to jednocześnie szansa i wyzwanie: jeśli zacznie regularnie grać i da liczby, odzyska wiarygodność. Jeśli nie — kolejne miesiące mogą tylko pogłębić wrażenie, że utknął między poziomami i potrzebuje zupełnie innego resetu. Najbliższe pół roku zapowiada się jako test “być albo nie być” dla jego pozycji w niemieckim futbolu. W Rakowie zabrakło minut i bramek, teraz dostaje okazję w zespole, który potrzebuje konkretów natychmiast. Jeśli ją wykorzysta, może jeszcze wrócić na radar FC Köln lub otworzyć sobie inne drzwi w Niemczech. Jeśli nie — jego kariera znów może skręcić w stronę kolejnej ligi i kolejnego wypożyczenia.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY