Robert Ruchała liczył w Las Vegas na przełamanie i pierwsze zwycięstwo w UFC, ale z klatki schodził po raz drugi pokonany. Tym razem lepszy okazał się Jose Delano, który przez większość walki zachowywał więcej spokoju, częściej trafiał i skutecznie kontrolował przebieg pojedynku. Dla polskiego zawodnika to bolesny wynik, bo porażka nie przyszła po jednym błędzie, lecz po walce, w której rywal po prostu narzucił korzystniejsze warunki.
Od pierwszych sekund było widać, że Ruchała nie zamierza czekać. Polak szybko zajął środek klatki i próbował budować przewagę aktywnością. Na początku chętnie korzystał z kopnięć, chcąc zaznaczyć swoją obecność i wybić przeciwnika z rytmu. Delano odpowiedział jednak bardzo pewnie. Brazylijczyk dobrze pracował w stójce, zmieniał ustawienie i od początku szukał miejsca na dynamiczne kombinacje.
Tempo walki od razu było wysokie. Ruchała nacierał i próbował iść do przodu, ale jego przeciwnik wyglądał na bardzo dobrze przygotowanego na taki scenariusz. Delano nie dawał się zamknąć, umiejętnie kontrował i potrafił wykorzystać momenty, w których Polak odsłaniał się przy wejściach. Gdy pod koniec rundy walka przeniosła się do klinczu, również tam więcej konkretów pokazał Brazylijczyk, który trafiał mocniej i czyściej.
Jose Delano lepiej odnalazł się w stójce
Druga odsłona rozpoczęła się w podobnym tonie. Ruchała znów próbował przejąć inicjatywę i narzucić presję, ale Delano nie miał problemu z odpowiadaniem celnymi seriami. Szczególnie groźna była jego lewa ręka, która regularnie dochodziła do głowy Polaka. Z czasem przewaga Brazylijczyka w wymianach zaczęła być coraz bardziej widoczna.
Niepokój mógł budzić również wygląd Ruchały w dalszej części pojedynku. Na jego twarzy było widać skutki przyjmowanych ciosów, a intensywność z pierwszej rundy najwyraźniej kosztowała go sporo sił. Delano sprawiał wrażenie zawodnika bardziej poukładanego i oszczędniejszego w ruchach, dzięki czemu łatwiej utrzymywał kontrolę nad walką. Polak wciąż próbował odwrócić losy starcia, ale coraz częściej to on musiał reagować na działania przeciwnika.
Punkt karny przesądził o losach pojedynku
Przed trzecią rundą sytuacja była dla Ruchały jasna: trzeba było ruszyć odważnie i szukać rozwiązania, które pozwoli wrócić do walki o zwycięstwo. Polak rzeczywiście zaczął aktywnie i w finałowej odsłonie pojedynek momentami był bardziej wyrównany. Widać było, że chce przejąć inicjatywę i zepchnąć rywala do defensywy.
Kluczowy moment nadszedł jednak na około dwie i pół minuty przed końcem. Ruchała zamknął Delano przy siatce i próbował przejść do obalenia. W odpowiedzi Brazylijczyk podjął próbę rzutu przez biodro, a w trakcie tej akcji Polak złapał się siatki. Sędzia natychmiast to zauważył i zdecydował o odjęciu punktu. W praktyce była to bardzo poważna kara, która niemal całkowicie odebrała Ruchale szansę na korzystny werdykt.
Od tego momentu sytuacja zrobiła się jeszcze trudniejsza. Delano nie pozwolił sobie zrobić krzywdy w końcówce i nadal walczył tak, jak przez wcześniejsze minuty — spokojnie, skutecznie i z większą liczbą celnych trafień. Polak próbował odwrócić obraz walki, ale nie zdołał już zbudować przewagi, która mogłaby zmienić ocenę sędziów.
Robert Ruchała nadal czeka na pierwszą wygraną w UFC
Po ostatnim gongu wynik wydawał się właściwie przesądzony. Dwóch sędziów oceniło walkę 29:27, a trzeci widział jeszcze większą przewagę i punktował 30:26. Werdykt tylko potwierdził to, co było widać w klatce: Delano był zawodnikiem skuteczniejszym, lepiej punktującym i pewniejszym na przestrzeni całego starcia.
Dla Ruchały to druga porażka w drugim występie pod szyldem UFC, a więc początek przygody z największą organizacją MMA na świecie układa się bardzo trudno. Tym bardziej bolesne może być to, że nie chodziło o jedną przypadkową akcję, lecz o walkę, w której rywal konsekwentnie realizował swój plan. Teraz przed Polakiem ważny moment, bo kolejne występy pokażą, czy zdoła odpowiedzieć na te problemy i wejść na poziom, który pozwoli mu skutecznie rywalizować w UFC.