Mateusz Masternak jechał do Londynu po wynik, który miał otworzyć mu drogę do największych walk w kategorii junior ciężkiej. Zamiast sportowego przełomu przyszło jednak bolesne zderzenie z rzeczywistością. Polak nie potrafił narzucić swoich warunków, był wyraźnie wolniejszy od rywala i praktycznie przez cały pojedynek musiał gonić wydarzenia. To miał być ważny krok w stronę mistrzostwa świata, a skończyło się na bardzo wyraźnej porażce, która może mocno skomplikować jego dalsze plany.
Występ Masternaka budził duże emocje nie tylko ze względu na rangę nazwiska, ale też stawkę całego pojedynku. W walce z Viddalem Rileyem do zdobycia był pas mistrza Europy EBU, a sam pojedynek miał jeszcze większą wagę, bo stanowił eliminator do walki o wakujący tytuł mistrza świata federacji IBF. Dla doświadczonego Polaka była to więc jedna z tych nocy, które mogą odmienić końcówkę kariery.
Masternak w przeszłości wielokrotnie ocierał się o największe sukcesy. Bywał już mistrzem Europy i miał okazję sprawdzać się na najwyższym poziomie, ale w kluczowych momentach czegoś mu brakowało. Raz decydowały detale, innym razem przeszkadzały okoliczności niezależne od niego. Pojedynek w Londynie miał pokazać, że wciąż może wrócić do światowej czołówki i jeszcze raz zaatakować najwyższe cele.
Viddal Riley od początku narzucił swoje tempo
Już pierwsze rundy pokazały, że plan na tę walkę nie układa się po myśli Polaka. Riley od startu był bardzo aktywny, szybki i agresywny. Ruszył bez kompleksów, nie pozwalał Masternakowi spokojnie wejść w rytm i regularnie zmuszał go do cofania się oraz szukania bezpiecznej pozycji w defensywie. To był dokładnie taki styl, z którym bardziej doświadczony zawodnik miał wyraźny problem.
Największą przewagą Brytyjczyka była dynamika. Riley nie tylko szybciej wyprowadzał ciosy, ale też lepiej poruszał się na nogach i sprawniej reagował na próby ataku ze strony rywala. Masternak długo nie potrafił znaleźć odpowiedzi, a kolejne akcje kończyły się albo niecelnymi atakami, albo groźnymi kontrami ze strony przeciwnika. Widać było, że Polak nie czuje się komfortowo w takim tempie walki.
Masternak miał moment, ale nie zdołał odwrócić losów pojedynku
W kolejnych odsłonach obraz starcia właściwie się nie zmieniał. Riley nadal kontrolował dystans i regularnie punktował. Szczególnie niebezpieczne były jego kontry, po których Masternak wyraźnie odczuwał skutki przyjmowanych ciosów. Jeden z mocniejszych prawych sierpowych w środkowej fazie walki pokazał, że Brytyjczyk może nie tylko wygrywać rundy, ale też realnie naruszać przeciwnika.
Przed walką można było zakładać, że wraz z upływem czasu przewaga doświadczenia będzie działała na korzyść Polaka. Tymczasem działo się odwrotnie. Riley nie zwalniał, nie tracił energii i nie oddawał inicjatywy. Masternak przez długie fragmenty ograniczał się głównie do podwójnej gardy i przetrwania kolejnych ataków, a to było zdecydowanie za mało, by myśleć o przejęciu kontroli nad walką.
Pewna iskra nadziei pojawiła się dopiero w siódmej rundzie. Wtedy Polak zaczął szukać większej różnorodności, próbował pracować na dół i dzięki temu znalazł kilka lepszych momentów. Jednym z mocniejszych trafień potrafił nawet na chwilę zatrzymać rywala, co mogło sprawiać wrażenie, że pojedynek jeszcze nabierze nowego kierunku. Ten zryw okazał się jednak zbyt krótki, by naprawdę odmienić przebieg starcia.
Jednogłośny werdykt nie pozostawił żadnych wątpliwości
Końcówka pojedynku należała już całkowicie do Brytyjczyka. Riley zachował kontrolę, nie popełniał większych błędów i konsekwentnie budował przewagę punktową. Masternak dotrwał do ostatniego gongu, ale nie miał argumentów, które mogłyby przekonać sędziów do innej oceny. Po dwunastu rundach wynik był oczywisty, a punktacja tylko potwierdziła dominację młodszego zawodnika.
Sędziowie jednogłośnie wskazali zwycięstwo Rileya, punktując 118:110, 118:110 i 119:109. Taki werdykt dobrze oddaje przebieg całej walki, bo przewaga Brytyjczyka była wyraźna niemal od początku do końca. Masternak nie został znokautowany, ale sportowo został zdecydowanie zepchnięty do defensywy i nie potrafił narzucić rywalowi swojego stylu.
Dla Rileya to najważniejszy triumf w dotychczasowej karierze. Wygrana z tak doświadczonym przeciwnikiem daje mu mocny argument przed kolejnymi dużymi pojedynkami i potwierdza, że może realnie myśleć o rywalizacji z czołówką wagi junior ciężkiej. Dla Masternaka to z kolei bardzo bolesny sygnał, że droga do jeszcze jednej szansy na światowy tytuł właśnie mocno się oddaliła.