Marcin Tybura przez moment mógł wierzyć, że dopisał do swojego rekordu kolejne zwycięstwo w UFC. W oktagonie usłyszał bowiem, że to jego nazwisko wskazano jako zwycięskie. Radość nie trwała jednak długo, bo po chwili okazało się, że doszło do kompromitującej pomyłki, a końcowy werdykt w rzeczywistości był dla Polaka wyjątkowo bolesny.
Do zamieszania doszło podczas gali UFC Fight Night 271 w Seattle, gdzie rywalem Tybury był Tyrell Fortune. Walka od początku nie układała się po myśli Polaka, bo Amerykanin szybko narzucił swoje warunki i sprawił, że zawodnik z Polski musiał przede wszystkim reagować na wydarzenia w klatce, zamiast samemu przejmować inicjatywę.
Marcin Tybura usłyszał błędny werdykt po walce w UFC
Już w pierwszej rundzie Fortune wywierał dużą presję i po kilkudziesięciu sekundach skutecznie przeniósł pojedynek do parteru. Tam kontrolował sytuację i zbierał cenne punkty. Druga odsłona również bardziej sprzyjała Amerykaninowi, który dobrze poruszał się na nogach, utrzymywał bezpieczny dystans i nie pozwalał Tyburze na rozwinięcie ataku.
W trzeciej rundzie scenariusz w dużej mierze się powtórzył. Fortune zaliczył kolejne obalenie, a Tybura dopiero pod koniec starał się odwrócić losy starcia i poszukać mocniejszego uderzenia, które mogłoby zmienić obraz pojedynku. Ta próba nie przyniosła jednak efektu, dlatego po zakończeniu walki można było się spodziewać, że to Amerykanin zostanie wskazany jako lepszy przez sędziów.
Sędziowie wskazali Fortune’a, ale w oktagonie zapanował chaos
Punktacja arbitrów nie pozostawiła większych wątpliwości. Werdykt był jednogłośny i wszystkie karty sędziowskie przemawiały na korzyść Tyrella Fortune’a. Mimo to w klatce doszło do ogromnego nieporozumienia, bo podczas oficjalnego ogłoszenia zwycięzcy padło nazwisko Marcina Tybury.
Ta chwila wywołała natychmiastowe zdziwienie. Sam Polak przyjął decyzję z szerokim uśmiechem, choć jednocześnie można było odnieść wrażenie, że również nie był do końca przekonany, czy rzeczywiście wygrał ten pojedynek. Wokół oktagonu pojawiło się zamieszanie, a reakcje obecnych zdradzały, że coś się nie zgadza.
Chwila radości szybko zamieniła się w rozczarowanie
Przez moment Tybura odbierał gratulacje i próbował oswoić się z tym, co właśnie usłyszał. Sytuacja była jednak na tyle niejasna, że bardzo szybko organizatorzy musieli wrócić do sprawy. Po krótkiej chwili konferansjer ponownie pojawił się w oktagonie, a do klatki przywołano także Fortune’a, który zdążył już opuścić miejsce walki i nie krył rozgoryczenia całym zamieszaniem.
Wtedy ogłoszono, że doszło do pomyłki i należy skorygować decyzję. Przy drugim odczytaniu werdyktu ręka powędrowała już w górę zgodnie z punktacją sędziowską, czyli na korzyść amerykańskiego zawodnika. Dla Fortune’a był to moment ulgi, choć okoliczności odebrały tej chwili część sportowej satysfakcji.
Bolesny finał i niezręczna scena po walce
Dla Tybury taka sytuacja musiała być szczególnie trudna. Najpierw usłyszał, że wygrał, a już po chwili odebrano mu ten moment triumfu. Kontrast między pierwszą reakcją Polaka a jego późniejszym wyrazem twarzy mówił właściwie wszystko. Początkowa radość błyskawicznie ustąpiła miejsca rozczarowaniu i konsternacji.
Najważniejsze fakty po walce wyglądały następująco:
- Marcin Tybura zmierzył się z Tyrellem Fortune’em na gali UFC Fight Night 271 w Seattle,
- Amerykanin od początku walki narzucał presję i skutecznie punktował,
- sędziowie jednogłośnie wskazali zwycięstwo Fortune’a,
- w oktagonie najpierw błędnie ogłoszono wygraną Polaka,
- po chwili werdykt został poprawiony,
- ostatecznie triumfatorem pojedynku został Tyrell Fortune.
Całe zajście sprawiło, że o tej walce mówi się nie tylko z powodów sportowych. Sam przebieg starcia wskazywał na przewagę Fortune’a, ale to pomyłka przy ogłoszeniu wyniku stała się najmocniej komentowanym momentem. Dla Tybury był to wieczór, który na kilka sekund dał powód do radości, by zaraz potem zamienić ją w wyjątkowo gorzki finał.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY