Powrót po tak długiej przerwie zwykle oznacza niewiadomą, ale w przypadku Laury Grzyb szybko okazało się, że obawy były niepotrzebne. Polka weszła między liny bez śladów ringowej rdzy, kontrolowała wydarzenia od pierwszych sekund i zakończyła wieczór z pasem mistrzyni świata IBO w wadze superkoguciej. To zwycięstwo może mieć znaczenie nie tylko dla jej pozycji w boksie, lecz także dla dalszej kariery w sportach walki.
Jeszcze niedawno wiele wskazywało na to, że zawodowa przygoda Laury Grzyb z boksem została odłożona na dalszy plan. Po wcześniejszych sukcesach, w tym zdobyciu pasa mistrzyni Europy EBU, Polka znalazła się w momencie, w którym brakowało jej perspektywy na największe pojedynki. Właśnie wtedy zdecydowała się na zmianę otoczenia i przeniosła uwagę na MMA, podpisując kontrakt z KSW.
Ten ruch nie oznaczał jednak sportowego zastoju. W nowej formule Grzyb radziła sobie solidnie i w 2025 roku wygrała dwa starcia. Równolegle narastało też zainteresowanie jej konfliktem z Wiktorią Czyżewską. W efekcie nazwisko pięściarki zaczęło pojawiać się nie tylko w kontekście boksu, ale również jednego z potencjalnie najgłośniejszych zestawień w polskim MMA.
Laura Grzyb wróciła do boksu i od razu sięgnęła po pas
Zanim jednak dojdzie do ewentualnego starcia w klatce, Grzyb postanowiła wrócić do swojej pierwotnej dyscypliny. Sam fakt powrotu po ponad półtorarocznej przerwie wzbudził duże emocje, ale jeszcze większe zrobiła informacja, że od razu otrzyma szansę walki o mistrzostwo świata IBO w kategorii superkoguciej. Jej rywalką została Simamkele Tuntsheni z Republiki Południowej Afryki, która miała za sobą solidny bilans i ambicję, by wykorzystać moment zawahania po stronie Polki.
Pojedynek wieczoru gali Knockout Boxing Night 44 w Jastrzębiu-Zdroju od początku układał się jednak po myśli reprezentantki Polski. Grzyb narzuciła własne tempo, boksowała pewnie i rozsądnie, a przede wszystkim wyglądała tak, jakby wcale nie miała za sobą długiej przerwy od zawodowego ringu. Była szybsza, dokładniejsza i wyraźnie lepiej odnajdywała się w dystansie.
Rywalka próbowała odpowiadać, ale trudno było dostrzec u niej realny sposób na odwrócenie losów walki. Tuntsheni nie potrafiła przejąć inicjatywy, a kolejne rundy pokazywały przewagę Polki w najważniejszych elementach. Grzyb punktowała regularnie, korzystała z mobilności i dobrze kontrolowała przebieg starcia, nie pozwalając przeciwniczce rozwinąć skrzydeł.
Dominacja Polki i jednogłośny werdykt sędziów
Choć walka nie zakończyła się przed czasem, przewaga Polki była bardzo wyraźna. Grzyb nie rozbiła rywalki pojedynczym ciosem, ale systematycznie budowała przewagę na kartach punktowych. To właśnie powtarzalność, precyzja i konsekwencja okazały się jej największymi atutami. Po dziesięciu rundach werdykt mógł być tylko jeden.
Sędziowie jednomyślnie wskazali Laurę Grzyb jako zwyciężczynię, punktując walkę 99:91, 99:91 oraz 100:90. Taki wynik najlepiej oddaje obraz całego pojedynku. Polka nie tylko wróciła do boksu, ale zrobiła to w sposób, który natychmiast przywrócił ją do poważnej rozmowy o ważnych walkach w tej kategorii wagowej.
Tytuł IBO nie jest co prawda uznawany za najważniejsze trofeum w światowym zawodowym boksie, jednak z perspektywy polskiego pięściarstwa to osiągnięcie ma swoją wagę. W realiach, w których o wielkie sukcesy na międzynarodowej scenie nie jest łatwo, każdy taki wynik wzmacnia pozycję zawodniczki i może otworzyć jej drzwi do kolejnych szans.
Zdobycie pasa może okazać się dla Grzyb przepustką do jeszcze mocniejszych nazwisk i bardziej prestiżowych organizacji. Jeśli utrzyma dyspozycję z Jastrzębia-Zdroju, jej nazwisko może zacząć pojawiać się przy kolejnych istotnych zestawieniach w wadze superkoguciej. Powrót po długiej przerwie już sam w sobie robi wrażenie, a triumf w walce mistrzowskiej tylko podnosi stawkę.
Nie można też zapominać, że Grzyb nadal pozostaje zawodniczką KSW. To sprawia, że jej sukces bokserski automatycznie zwiększa temperaturę wokół potencjalnego pojedynku z Wiktorią Czyżewską. Taka walka miałaby dziś jeszcze większy ciężar sportowy i medialny, bo naprzeciw siebie mogłyby stanąć zawodniczki z mocnym zapleczem emocji, rozpoznawalnością i realnym argumentem do przyciągnięcia ogromnej uwagi kibiców.