Asseco Resovia Rzeszów stanęła w Ankarze przed zadaniem z gatunku niemal niemożliwych, ale nadzieje na odwrócenie losów ćwierćfinału Ligi Mistrzów żyły przynajmniej do pierwszych kluczowych fragmentów meczu. Problem w tym, że Ziraat po raz kolejny pokazał klasę, cierpliwość i bezwzględność w wykorzystywaniu błędów rywala. Po dwóch setach było już jasne, że marzenia rzeszowian o awansie definitywnie się kończą.
Pierwsze spotkanie mocno skomplikowało sytuację zespołu z Rzeszowa. Porażka 0:3 u siebie sprawiła, że w rewanżu trzeba było nie tylko wygrać na trudnym terenie, ale zrobić to w bardzo konkretnych rozmiarach. Resovia musiała zwyciężyć, oddając najwyżej jedną partię, a potem jeszcze rozstrzygnąć swoją korzyść złoty set. Już sam ten scenariusz był ekstremalnie wymagający, a dodatkowo turecka drużyna we własnej hali przegrywa w tym sezonie wyjątkowo rzadko.
Resovia ruszyła odważnie, ale nie utrzymała przewagi
Od początku było widać, że goście nie zamierzają czekać na rozwój wydarzeń. Rzeszowianie grali odważnie, podejmowali ryzyko i próbowali wywrzeć presję na rywalu. Bardzo dobrze w mecz wszedł Karol Butryn, a przy jego zagrywce polski zespół zdołał zbudować kilkupunktową przewagę. W tamtym momencie można było uwierzyć, że Resovia jest w stanie przynajmniej mocno utrudnić życie gospodarzom.
Z czasem jednak pojawiły się problemy, które w starciu z tak klasowym przeciwnikiem okazały się wyjątkowo kosztowne. Kilka drobnych pomyłek, niepotrzebnie oddane piłki i moment zawahania wystarczyły, by przewaga zaczęła topnieć. Ziraat też nie był zespołem bez skazy, bo miał swoje słabsze momenty, a jego liderzy nie kończyli wszystkiego. Mimo to gospodarze zachowali więcej spokoju, a końcówkę seta rozegrali znacznie dojrzalej.
Jeden set zmienił wszystko w ćwierćfinale Ligi Mistrzów
To właśnie końcówka pierwszej partii okazała się momentem, który najmocniej podciął skrzydła Resovii. Polski zespół długo utrzymywał kontakt, a nawet był w położeniu pozwalającym myśleć o objęciu prowadzenia. W decydującym fragmencie wróciły jednak te same kłopoty, które były widoczne już wcześniej. Zamiast wykorzystać swoją szansę, rzeszowianie oddali inicjatywę i pozwolili rywalom przejąć pełną kontrolę.
Przegranie tej partii oznaczało, że sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej napięta, ale wciąż pozostawała matematyczna nadzieja. Drugi set miał więc znaczenie fundamentalne. Początek był dość wyrównany, jednak z każdą kolejną akcją turecki zespół wyglądał pewniej. Gospodarze szybko odskoczyli na kilka punktów i od tego momentu trzymali mecz w swoich rękach. Resovia próbowała jeszcze szukać odpowiedzi, lecz poza pojedynczymi zrywami brakowało argumentów, by realnie zatrzymać przeciwnika.
Po zakończeniu drugiej partii wszystko stało się jasne. Ziraat przypieczętował awans, a dalsza część spotkania przestała mieć znaczenie w kontekście walki o półfinał. Dla rzeszowian był to bolesny moment, bo cała misja zakończyła się jeszcze przed końcem meczu.
Rezerwowi dostali szansę, ale losów meczu już nie odmienili
Na trzeci set trener Massimo Botti zdecydował się posłać na parkiet zawodników, którzy wcześniej czekali na swoją szansę. Początkowo ten ruch przyniósł nawet pozytywny efekt, bo Resovia zaczęła tę partię z dużą energią i zdołała odskoczyć na kilka punktów. Rezerwowi chcieli pokazać, że potrafią wnieść impuls i dać drużynie nową jakość.
Tyle że również po drugiej stronie pojawili się gracze głodni gry, a Ziraat nie miał zamiaru kończyć wieczoru z jakimkolwiek potknięciem. Gospodarze systematycznie odrabiali straty, aż w końcu doprowadzili do wyrównania. W końcówce znów okazali się konkretniejsi i skuteczniejsi, a bardzo ważną rolę odegrał doświadczony Dick Kooy, który w tej części meczu imponował pewnością i skutecznością. Ostatecznie także trzeci set padł łupem zespołu z Ankary.
Dlaczego Resovia odpadła z Ziraatem?
Sam wynik rewanżu tylko potwierdził obraz całego dwumeczu. Resovia nie wygrała ani jednego seta w dwóch spotkaniach, a to najlepiej pokazuje skalę przewagi tureckiej drużyny. Na tym poziomie nie wystarczy mieć dobre fragmenty, ambitne wejście w mecz czy pojedynczych zawodników utrzymujących wysoki poziom. Trzeba jeszcze wykorzystywać swoje okazje i unikać serii prostych błędów, które natychmiast są bezlitośnie karane.
Właśnie tego po stronie rzeszowian zabrakło najbardziej. Były momenty, w których można było mocniej nacisnąć rywala, ale wtedy pojawiały się niedokładności i stracone szanse. Ziraat natomiast grał dojrzale, cierpliwie i bardzo skutecznie w najważniejszych wymianach. Dlatego awansował zasłużenie, a Resovii pozostało poczucie niedosytu. Nie dlatego, że odpadła z bardzo mocnym przeciwnikiem, ale dlatego, że w całym dwumeczu nie zdołała wygrać nawet jednej partii.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY