Florian Haxha miał zimą opuścić Motor Lublin, ale ostatecznie wciąż pozostaje zawodnikiem klubu. Problem w tym, że jego sytuacja wcale się nie poprawiła. W pierwszym zespole nadal nie ma dla niego miejsca, dlatego musi szukać minut tam, gdzie jeszcze może je dostać. Najnowszy rozdział tej historii dopisał się w rezerwach, gdzie zaliczył już oficjalny występ w rundzie wiosennej.
Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że rozstanie między Motorem a kosowskim piłkarzem jest tylko kwestią czasu. Zawodnik trafił na listę transferową, a w klubie jasno dawano do zrozumienia, że nie widzą dla niego większej roli w dalszej części sezonu. Plan zakładał wypożyczenie albo definitywne zakończenie współpracy, jednak żaden z tych scenariuszy nie został zrealizowany.
W efekcie mamy marzec, a Haxha nadal jest związany z Motorem. Formalnie pozostaje częścią kadry, na co dzień pracuje z pierwszym zespołem, ale nie przekłada się to na miejsce w kadrze meczowej. To sprawia, że jego pozycja jest dość specyficzna: zawodnik nie odszedł, lecz jednocześnie nie zdołał przebić się do realnej rywalizacji o minuty na poziomie pierwszej drużyny.
Florian Haxha poza planami Motoru Lublin
Gdy Haxha trafiał do Lublina, oczekiwania były zdecydowanie większe. Klub liczył, że zawodnik po udanym sezonie w Kapfenbergu wniesie do ofensywy jakość, dynamikę i konkretne liczby. Jego wcześniejsze statystyki mogły robić wrażenie, dlatego można było sądzić, że z czasem stanie się ważnym elementem układanki.
Rzeczywistość okazała się jednak dużo mniej korzystna dla samego piłkarza. Nie zdołał wypracować sobie pozycji, która dawałaby mu regularne szanse, a rywalizacja o miejsce w składzie potoczyła się na jego niekorzyść. W klubie uznano, że na tej pozycji są inni zawodnicy, którzy dają więcej, dlatego zimą zapadła decyzja o wystawieniu go na listę transferową.
Rezerwy zamiast pierwszego zespołu
Skoro nie udało się doprowadzić do odejścia, naturalną konsekwencją stało się przesunięcie zawodnika tam, gdzie może utrzymać rytm meczowy. Haxha zaczął pojawiać się w rezerwach Motoru, występujących na poziomie czwartoligowym. To wyraźny sygnał, że na dziś jego droga do regularnej gry w pierwszym zespole jest bardzo daleka.
W niedzielę Kosowianin zaliczył oficjalny występ w pierwszym meczu rundy wiosennej rezerw. Motor zremisował na wyjeździe z Lewartem Lubartów 1:1, a 23-latek spędził na boisku pełne 90 minut. Nie zdołał jednak wpisać się na listę strzelców, więc trudno mówić o mocnym sygnale wysłanym w stronę sztabu pierwszej drużyny.
Trudna sytuacja piłkarza z Kosowa
Dla Haxhy obecny moment jest z pewnością daleki od oczekiwań, z którymi przyjeżdżał do Polski. Zamiast walki o skład w ambitnym projekcie, musi odbudowywać swoją pozycję na niższym szczeblu. To zawsze trudne położenie dla zawodnika, który jeszcze niedawno miał opinię piłkarza z potencjałem do dawania konkretów w ofensywie.
Jednocześnie sam fakt, że wciąż trenuje z pierwszą drużyną, pokazuje, iż temat nie został całkowicie zamknięty. Problem polega jednak na tym, że między treningiem a realną szansą meczową wciąż jest duża różnica. Jeśli sytuacja się nie zmieni, kolejne tygodnie mogą wyglądać podobnie: praca z seniorską kadrą i występy tam, gdzie da się złapać minuty.
Na razie trudno wskazać, by niedzielny mecz w rezerwach stał się przełomem. Bardziej wygląda to na próbę utrzymania zawodnika w grze niż na początek jego powrotu do szerszych planów pierwszego zespołu. Klub już wcześniej jasno sugerował, że widzi dla niego ograniczoną rolę, a od tego czasu niewiele się zmieniło.
Dla samego piłkarza najbliższy okres może być kluczowy. Jeśli chce jeszcze odwrócić swoją sytuację w Motorze, musi wykorzystać każdą okazję do pokazania się z lepszej strony. Na dziś jednak obraz jest dość klarowny: zamiast walczyć o ważną rolę w pierwszej drużynie, Florian Haxha musi szukać odbudowy w rezerwach i czekać, aż pojawi się nowa szansa.