W Radomiu po meczu Radomiaka z GKS-em Katowice zrobiło się głośno nie z powodu wyniku, lecz wydarzeń poza boiskiem. W centrum zamieszania znaleźli się Goncalo Feio i radny Dariusz Wójcik, który przedstawił własną wersję zajścia i przekonuje, że to on czuje się osobą poszkodowaną. Sprawa może znaleźć finał w sądzie, a emocje po tym incydencie wciąż są bardzo duże.
Do nieprzyjemnej sytuacji doszło po zakończeniu spotkania Radomiaka Radom z GKS-em Katowice. Według relacji Dariusza Wójcika całe zajście miało być efektem napiętej atmosfery i wcześniejszych pretensji dotyczących stanu murawy. Radny zaznacza jednak, że nie odpowiada za przygotowanie boiska, ponieważ obiekt pozostaje w gestii miejskiej jednostki, a nie samego klubu.
Dariusz Wójcik zabrał głos po incydencie z Goncalo Feio
Wójcik opisał, że po meczu przypadkowo spotkał szkoleniowca w budynku klubowym. Jak twierdzi, trener miał zwrócić się do niego w bardzo agresywny sposób i użyć obraźliwych słów. Radny podkreśla, że ta sytuacja była dla niego ogromnym wstrząsem, a zachowanie Portugalczyka odebrał jako przekroczenie wszelkich granic.
Z jego relacji wynika, że po pierwszym spięciu próbował oddalić się z miejsca zdarzenia. Później, gdy ponownie doszło do spotkania na korytarzu, miał zwrócić uwagę trenerowi, że nie zgadza się na taki sposób traktowania. To właśnie wtedy sytuacja miała się zaognić jeszcze bardziej i przerodzić w bezpośrednią konfrontację.
Radny Radomiaka twierdzi, że działał odruchowo
Dariusz Wójcik zapewnia, że w kluczowym momencie nie zamierzał nikogo atakować. Według jego opisu Goncalo Feio podszedł bardzo blisko i zachowywał się w sposób, który wzbudził w nim poczucie zagrożenia. W reakcji miał instynktownie unieść rękę, by osłonić twarz, i właśnie wtedy doszło do kontaktu z trenerem.
Radny zaznacza, że nie była to świadoma próba uderzenia, lecz odruch obronny. Po zdarzeniu został przesłuchany przez policję, złożył wyjaśnienia i przeszedł badanie alkomatem, które nie wykazało obecności alkoholu. W jego ocenie to właśnie on powinien być postrzegany jako osoba pokrzywdzona, a nie sprawca całego zamieszania.
Sprawa po meczu Radomiaka może trafić do sądu
Wójcik przekonuje, że ma świadków, którzy mogą potwierdzić jego wersję wydarzeń. Jak podkreśla, na korytarzu znajdowało się więcej osób, a część z nich miała słyszeć słowa kierowane pod jego adresem. Zapowiada również, że w przypadku postępowania sądowego będzie chciał powołać te osoby, by przedstawić pełny obraz sytuacji.
Radny sugeruje także, że nie był to odosobniony przypadek trudnego zachowania trenera. W jego opinii podobne sytuacje miały zdarzać się wcześniej, a część osób z otoczenia klubu mogła już wcześniej odczuwać dyskomfort w kontaktach ze szkoleniowcem. To właśnie dlatego zamierza kontaktować się z ludźmi, którzy jego zdaniem również mogli mieć podobne doświadczenia.
Przeprosiny dla Radomiaka i mocne słowa o całym zajściu
Mimo że Wójcik uważa się za ofiarę, nie ukrywa, że żałuje samego przebiegu zdarzeń. Podkreśla, że cała sytuacja nie powinna była się wydarzyć i kieruje przeprosiny do władz klubu oraz środowiska Radomiaka. Jednocześnie zaznacza, że nie wycofuje się ze swojej oceny tego incydentu i nadal stoi na stanowisku, iż został potraktowany w sposób niedopuszczalny.
Radny przyznaje też, że po wszystkim próbował przeprosić trenera, gdy obaj znaleźli się jeszcze w budynku w obecności policjantów. Z jego opisu wynika jednak, że nie doczekał się odpowiedzi. Teraz wszystko wskazuje na to, że sprawa będzie miała dalszy ciąg. Emocje po zajściu nadal nie opadły, a konflikt między obiema stronami może zakończyć się dopiero na sali sądowej.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY