W Oberstdorfie biało-czerwoni nie byli w stanie włączyć się do walki o czołowe lokaty, a konkurs drużynowy na mistrzostwach świata w lotach zakończyli na 8. miejscu. Złoto zdobyli Japończycy, którzy w ostatniej chwili wyrwali wygraną Austriakom, a całe zawody i tak najbardziej będą wspominane przez nieprawdopodobny chaos z udziałem Domena Prevca — sytuację, która zmieniła układ tabeli i wywołała burzę pod skocznią.
Polska drużyna poza walką o czołówkę w konkursie drużynowym
Od samego początku Polacy znaleźli się w położeniu, które nie dawało komfortu. Pierwszą próbę w ekipie oddał Aleksander Zniszczoł, lądując na 175. metrze. Po otwarciu rywalizacji biało-czerwoni plasowali się w okolicach ósmej pozycji, a ton konkursowi nadawali Austriacy — ich start wyglądał jak mocny sygnał, że celują w złoto.
W kolejnych skokach nie udało się zrobić kroku do przodu. Dawid Kubacki wylądował na 170. metrze, a Kamil Stoch doleciał do 181. metra. To były wyniki przyzwoite, jednak na tle najlepszych ekip brakowało „tego jednego” uderzenia, które w lotach potrafi przesunąć drużynę o kilka miejsc. W tym czasie rywale dokładali kolejne mocne odległości: Japonia, Słowenia i Austria budowały przewagę, a Polacy kręcili się w dolnej części klasyfikacji.
Skok Piotra Żyły i moment, który przeszedł do historii
Najdłuższy polski akcent w pierwszej serii dał Piotr Żyła, który uzyskał 204 metry. To właśnie po jego próbie wydarzyło się coś, czego w takim konkursie właściwie nikt się nie spodziewał. Gdy Marius Lindvik szykował się do startu, na rozbiegu pojawiła się… samotna narta. Zamieszanie miało źródło w sytuacji z Domenem Prevcem, który na górze skoczni nie dopilnował sprzętu podczas procedur kontrolnych.
Efekt był natychmiastowy: Słowenia w praktyce została pozbawiona jednego skoku w serii. Prevc próbował ratować sytuację, organizując drugi komplet nart i deklarując gotowość do startu, ale decyzje techniczne i sędziowskie okazały się bezlitosne — próba nie została dopuszczona. W konsekwencji Słoweńcom zaliczono tylko trzy skoki, a ich pozycja runęła w dół. Polska, korzystając na tej nietypowej historii, na moment przesunęła się wyżej, choć wcale nie wynikało to ze sportowego przełomu.
Druga seria: spadek Polaków i brak odpowiedzi na tempo rywali
Po przerwie obraz nie uległ poprawie. Zniszczoł tym razem wylądował bardzo krótko — na 137. metrze — i to natychmiast zepchnęło Polskę w dół zestawienia. Kubacki również nie zbliżył się do rezultatów, które pozwalałyby myśleć o odrabianiu strat, osiągając 164,5 metra. Stoch utrzymał podobny poziom co wcześniej (180 metrów), a Żyła ponownie doleciał do 204 metrów, lecz w drużynówce liczy się suma — a ta nie dawała argumentów, by uciec od ósmego miejsca.
Japonia mistrzem świata, Austria przegrywa na finiszu
Największa historia rozegrała się jednak na szczycie klasyfikacji. Austriacy długo wyglądali jak zespół, który kontroluje przebieg konkursu, ale Japonia dokręcała śrubę skok po skoku. Przed finałową grupą różnice były minimalne, a presja rosła z każdym metrem. Japoński finisz okazał się mocniejszy: ich ostatni skok dał przewagę, której Austria nie zdołała już odrobić. Kluczowy moment wydarzył się na samym końcu — austriacka odpowiedź nie była wystarczająco daleka, by utrzymać złoto. Trzecie miejsce przypadło Norwegii.
Dla polskiej drużyny był to dzień bez fajerwerków — loty nie ułożyły się na tyle, by realnie zaatakować czołówkę. Jednocześnie konkurs będzie wspominany głównie przez kuriozalny incydent z Domenem Prevcem, bo rzadko zdarza się, by na imprezie tej rangi o kolejności decydowało nie tylko latanie, ale też sprzętowy chaos na rozbiegu. W Oberstdorfie sport mieszał się z absurdem — a biało-czerwoni, mimo chwilowego „awansu” po zamieszaniu, finalnie wrócili na ósme miejsce, które od początku było ich realnym punktem odniesienia.