W Formule 1 dojrzewa pomysł, który może przewrócić weekend wyścigowy do góry nogami: od sezonu 2027 sprintów ma być nawet dwa razy więcej, a w dalszej perspektywie na stole leży scenariusz, w którym piątkowe treningi przestaną być stałym elementem programu. Brzmi jak kosmetyka? Wcale nie — to może być zmiana, która wpłynie na emocje na torze, pracę zespołów i szanse młodych kierowców.
Sprinty w Formule 1 mają stać się nową normą
Władze Formuły 1 coraz mocniej skłaniają się ku temu, by od 2027 roku zwiększyć liczbę weekendów ze sprintem. Rozważany wariant zakłada skok z sześciu do dwunastu sprintów w sezonie, czyli praktycznie „podwójną dawkę” krótkich wyścigów. Kierunek jest jasny: dostarczać kibicom realną rywalizację częściej i regularniej, a nie tylko czekać na niedzielne Grand Prix.
Za takim podejściem stoi obserwacja, że tradycyjne treningi przestają być magnesem dla widzów. Owszem, dla zespołów to bezcenny czas na zbieranie danych i dopracowanie ustawień, ale dla wielu fanów piątek bywa przede wszystkim długim wstępem. Sprinty mają tę przewagę, że od razu generują stawkę, presję i konsekwencje sportowe.
Weekend F1 z emocjami przez trzy dni
Zwiększenie liczby sprintów ma w praktyce wzmocnić wrażenie, że każdy dzień na torze „coś znaczy”. W weekend sprinterski program jest bardziej skondensowany: po ograniczonej części treningowej szybko pojawiają się sesje decydujące o układzie stawki, a sobota dostarcza dodatkowej rywalizacji w formie krótkiego wyścigu, zanim dojdzie do klasycznych kwalifikacji.
Taki format, w oczach wielu decydentów, spełnia kluczowy cel: utrzymuje napięcie od pierwszego dnia i daje telewizjom oraz promotorom mocniejszy produkt do sprzedaży. Nie chodzi wyłącznie o „więcej ścigania”, ale o rytm weekendu, w którym kibic nie ma poczucia, że piątek jest tylko rozgrzewką.
Stefano Domenicali i pomysł na przebudowę piątku
Stefano Domenicali sygnalizował przy okazji zimowych wydarzeń w Bahrajnie, że prace nie kończą się na samym zwiększaniu liczby sprintów. Równolegle analizowane są zmiany także w standardowych weekendach, tak aby piątek zawierał element sportowej rywalizacji, a nie wyłącznie jazdy testowe. W jego przekazie wybrzmiewało, że oczekiwania kibiców i organizatorów idą w stronę „prawdziwej akcji” dostępnej od samego początku.
W praktyce oznacza to, że F1 rozważa formaty, w których już w piątek pojawiałaby się sesja o realnej stawce — na przykład kwalifikacje w nowej formule albo inny element wpływający na układ weekendu. Najodważniejszy scenariusz, który również się pojawia, zakłada nawet rezygnację z treningów w dotychczasowym kształcie. To byłaby rewolucja, bo zmieniłaby nie tylko plan transmisji, lecz także sposób przygotowania samochodów i strategię pracy inżynierów.
Co z debiutantami i czasem na naukę toru?
Jest jednak wyraźna przeszkoda: skracanie lub usuwanie treningów uderza najmocniej w kierowców bez doświadczenia. Weekend ze sprintem już dziś ogranicza im liczbę okrążeń, a mniejsza ilość jazdy to trudniejsza adaptacja do bolidu, opon i konkretnego obiektu. Domenicali zwracał uwagę na ten problem i sugerował, że rozwiązaniem może być specjalny bonus czasu dla mniej doświadczonych zawodników.
Jedna z koncepcji zakłada wydłużone lub dodatkowe sesje przeznaczone właśnie dla debiutantów — tak, aby sport zyskał na widowiskowości, ale jednocześnie nie zamknął drzwi przed młodymi talentami. To delikatna równowaga: F1 chce zaoferować więcej emocji „tu i teraz”, a zarazem nie może dopuścić do sytuacji, w której nowicjusze wchodzą do stawki zbyt szybko, bez warunków do nauki.
Dokąd zmierza Formuła 1 po 2027 roku?
Jeśli liczba sprintów faktycznie wzrośnie, a piątek stanie się dniem z elementem rywalizacji, zmieni się charakter całego weekendu. Zespoły będą musiały szybciej podejmować decyzje dotyczące ustawień, kierowcy częściej pojadą „na serio”, a błędy z wcześniejszej fazy imprezy mogą drożej kosztować. Dla kibiców brzmi to jak korzyść: mniej spokojnych przejazdów, więcej stawki i zwrotów akcji.
Pozostaje pytanie, jak daleko F1 odważy się pójść. Podwojenie sprintów to dopiero pierwszy krok — a dyskusja o ograniczeniu treningów pokazuje, że władze serii chcą przeprojektować całe doświadczenie kibica. I właśnie to sprawia, że zapowiadane zmiany mogą okazać się największą przebudową formatu weekendu od lat.