FC Barcelona Femení zameldowała się w półfinale Pucharu Królowej w stylu, który trudno pomylić z przypadkiem. W starciu z Realem Madryt Katalonki wygrały 4:0, a najgłośniejszą bohaterką wieczoru znów była Ewa Pajor. Polka ustrzeliła dublet i raz jeszcze pokazała, że w meczach z „Królewskimi” potrafi wchodzić na absolutnie najwyższe obroty.
Barcelona Femení – Real Madryt w Pucharze Królowej: jednostronny ćwierćfinał
To miało być spotkanie o dużej stawce, ale na boisku szybko było widać, która drużyna lepiej czuje rytm takich meczów. FC Barcelona Femení od początku narzuciła tempo, dłużej utrzymywała się przy piłce i konsekwentnie przenosiła grę pod bramkę Realu Madryt. „Królewskie” próbowały odpowiadać, jednak w miarę upływu czasu coraz wyraźniej cofały się pod naporem rywalek.
Decydujące było to, że Barcelona nie tylko atakowała, ale robiła to z planem: w odpowiednich momentach przyspieszała, a gdy trzeba było, cierpliwie budowała akcje, wyciągając defensywę Realu z ustawienia.
Gol do szatni? Nie tym razem – szybkie prowadzenie Barcelony
Pierwszy cios padł już w 21. minucie. Po zagraniu od Caroline Graham Hansen w polu karnym najlepiej odnalazła się Alexia Putellas i to ona otworzyła wynik. Ten gol uspokoił gospodynie i jeszcze bardziej ustawił mecz pod ich kontrolę: Barcelona mogła grać szerzej, mocniej dociskać skrzydłami i szukać kolejnych okazji bez nerwów.
Real Madryt miał moment, w którym mógł wrócić do gry jeszcze przed przerwą. Piłka wpadła do siatki, ale po analizie VAR trafienie nie zostało uznane. Zamiast wyrównania i nowego otwarcia, „Królewskie” schodziły do szatni z poczuciem, że tego dnia nic nie będzie przychodzić łatwo.
Dublet Ewy Pajor i koncert po przerwie
Po zmianie stron Barcelona Femení weszła na poziom, który wyglądał jak demonstracja siły. Katalonki zaczęły grać z luzem, a jednocześnie z bezwzględną skutecznością. Na tym tle znakomicie odnalazła się Ewa Pajor, która dołożyła dwie bramki i była stałym problemem dla obrony Realu.
W 67. minucie Polka podwyższyła prowadzenie po podaniu Patri Guijarro. Akcja zaczęła się niewinnie, ale w jej wykonaniu zamieniła się w pokaz pewności siebie: Pajor wzięła na siebie odpowiedzialność, minęła rywalki i uderzyła tak, że Misa, bramkarka Realu, nie zdołała skutecznie zareagować. Było 2:0 i robiło się bardzo trudno.
Paralluelo dokłada swoje, Guijarro rozdaje karty
Sześć minut później Barcelona dołożyła trzecią bramkę. Tym razem na listę strzelczyń wpisała się Salma Paralluelo, a przy golu ponownie ważną rolę odegrała Guijarro, notując kolejne kluczowe zagranie. To był moment, w którym tempo meczu w zasadzie zgasło dla Realu — przy 0:3 trzeba było atakować, ale jednocześnie każdy błąd groził kolejnym ciosem.
Barcelona wyglądała jak drużyna, która dokładnie wie, kiedy przyspieszyć i kiedy wbić szpilkę. Real natomiast tracił płynność i coraz częściej był zmuszany do reagowania zamiast budowania własnych akcji.
Ostatnie słowo Pajor: „Królewskie” znów bez odpowiedzi
W 81. minucie było już po wszystkim. Paralluelo zagrała do niekrytej Ewy Pajor, która wbiegła w pole karne i wykończyła akcję z bliska, ustalając wynik na 4:0. Ten dublet nie jest jedynie ładną statystyką — to kolejny sygnał, że Polka wyjątkowo dobrze czuje mecze z Realem Madryt. W tym sezonie już wcześniej potrafiła strzelić „Królewskim” dwa gole, a teraz powtórzyła to w spotkaniu, które dało Barcelonie awans.
Co oznacza ten wynik dla Barcelony i Ewy Pajor?
Zwycięstwo 4:0 to nie tylko bilet do półfinału Pucharu Królowej, ale też jasna deklaracja: FC Barcelona Femení jest w fazie, w której potrafi rozstrzygać wielkie mecze bez dreszczowca i bez oglądania się na rywalki. Dla Ewy Pajor to kolejny krok w budowaniu pozycji w jednym z najmocniejszych zespołów świata — i dowód, że w spotkaniach o wysoką stawkę nie znika, tylko rośnie.
Jeśli ktoś szukał odpowiedzi, czy Polka jest gotowa na rolę pierwszoplanową w najgorętszych meczach sezonu, to w tym ćwierćfinale dostał ją w najprostszej możliwej formie: dwie bramki, ogromny wpływ na przebieg gry i Real Madryt znów bez sposobu na jej ruch oraz wykończenie.