Magdalena Fręch zaczęła turniej WTA 500 w Meridzie od zwycięstwa, ale awans do drugiej rundy nie przyszedł łatwo. Polka wygrała w dwóch setach z Marią Timofiejewą, a choć wynik 6:4, 7:6 może wyglądać solidnie, na korcie długo pachniało trzecią partią i prawdziwym testem nerwów.
Na drugi dzień rywalizacji w Meridzie w planie gier znalazły się mecze dwóch Polek, a Fręch pojawiła się na korcie później. Jej pierwszą przeciwniczką była kwalifikantka Timofiejewa, urodzona w Rosji, lecz występująca pod flagą Uzbekistanu, która od początku pokazała, że nie zamierza oddawać inicjatywy bez walki.
WTA Merida 500: Fręch w drugiej rundzie po ciężkim meczu
Spotkanie miało wiele zwrotów akcji, a kluczowe okazały się momenty, w których Fręch potrafiła wracać do gry natychmiast po stracie serwisu. To właśnie ta umiejętność „gaszenia pożaru” pozwoliła jej zamknąć pojedynek bez oddawania seta, mimo że w drugiej odsłonie musiała bronić piłek setowych.
Ostatecznie Polka dopięła swego, wygrywając 6:4, 7:6, co oznacza awans do kolejnej rundy i ważny start w turnieju rangi WTA 500. Dla Fręch to także sygnał, że nawet przy chwilowych zawirowaniach potrafi utrzymać poziom i dowieźć wynik.
Pierwszy set: mocny start, kontra rywalki i lepsza końcówka
Fręch weszła w mecz bardzo dobrze: po trzech gemach prowadziła 3:0, mając już przełamanie na koncie. Timofiejewa szybko jednak podniosła tempo, odrobiła straty do 3:3, a chwilę później ponownie odebrała serwis Polce, wychodząc na 4:3 i budując przewagę psychologiczną.
Ważne było to, że reprezentantka Polski nie pozwoliła rywalce odjechać. Błyskawicznie odrobiła stratę, a w dziesiątym gemie doprowadziła do sytuacji, w której presja była po stronie kwalifikantki. Fręch wypracowała trzy piłki setowe przy podaniu przeciwniczki i wykorzystała pierwszą, zamykając partię 6:4.
Drugi set i tie-break: obrona piłek setowych oraz gra na żyletki
Druga odsłona rozpoczęła się od przełamania na korzyść Timofiejewy, ale Polka natychmiast odpowiedziała tym samym. Przez dłuższy czas obie zawodniczki miały kłopoty z utrzymaniem własnego serwisu, a decydujące okazały się detale: w czwartym gemie Fręch nie wykorzystała szansy na przełamanie, a po chwili sama straciła podanie i znalazła się pod coraz większą presją.
Timofiejewa wyszła na 5:3 i była o krok od doprowadzenia do trzeciego seta. Wypracowała piłki setowe, a potem dołożyła kolejne, jednak żadnej nie zamknęła. Niewykorzystane okazje zemściły się błyskawicznie: Fręch wróciła do gry, doprowadziła do wyrównania 5:5, a mimo kolejnego przełamania zdołała jeszcze wywalczyć tie-break.
Wynik meczu Fręch w Meridzie i co może być kluczowe dalej
W decydującej rozgrywce emocji nie brakowało: przewagi zmieniały się, a gra momentami przypominała przeciąganie liny. Polka zdobyła ważny punkt przy serwisie rywalki, wyszła na 4:3, później musiała gonić wynik, ale w końcówce zachowała więcej spokoju. Najpierw wywalczyła piłki meczowe, a następnie domknęła spotkanie przy podaniu przeciwniczki, wygrywając tie-break 8:6.
Końcowy rezultat to 6:4, 7:6, czyli awans bez straty seta, choć scenariusz mógł potoczyć się w obie strony. Jeśli Fręch ma myśleć o dłuższym marszu w turnieju, cennym wnioskiem z tego meczu może być jedno: gdy serwis nie daje pełnego komfortu, kluczowe stają się natychmiastowe odpowiedzi po przełamaniu i odporność w momentach, w których rywalka ma piłkę na wagę seta.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY