Wypożyczenie miało być dla Filipa Szymczaka czymś w rodzaju sportowego resetu i trampoliny do odbudowy. Zamiast przełomu pojawił się jednak scenariusz, którego w Poznaniu nikt nie chciał: w Belgii zabrakło liczb, zabrakło minut, a teraz coraz głośniej mówi się o przedwczesnym zakończeniu całej operacji. Pytanie brzmi nie tylko „czy wróci”, ale też: co Lech zrobi dalej z napastnikiem, w którego rozwój inwestował latami.
Filip Szymczak w Charleroi: wypożyczenie bez efektu
23-latek miał złapać rytm w RSC Charleroi i udowodnić, że potrafi być realną opcją na „dziewiątce” w mocniejszym środowisku. To właśnie dlatego wypożyczenie było dla niego tak ważne – tym bardziej że w umowie zapisano możliwość wykupu. Dziś wygląda na to, że ta klauzula pozostanie tylko formalnością, bo po stronie Belgów nie ma ani sportowych argumentów, ani chęci, by iść w kierunku transferu definitywnego.
Jesienią Szymczak pojawił się na belgijskich boiskach 11 razy, ale ani razu nie wyszedł w podstawowej jedenastce. Łącznie uzbierał niewiele ponad 190 minut, nie zdobył bramki i nie dołożył momentu, który mógłby zmienić jego pozycję w hierarchii. Co więcej, w dwóch ostatnich kolejkach nie było go nawet w kadrze meczowej – i nie wynikało to z problemów zdrowotnych. To mocny sygnał, że klub przestał traktować go jako realną opcję.
Charleroi szuka nowego napastnika i chce rozwiązać problem
W Charleroi rośnie presja na wzmocnienie ataku. Antoine Colassin nie daje gwarancji jakości, jakiej oczekuje się od klasycznej „dziewiątki”, a Szymczak nie jest postrzegany jako odpowiedź na te braki. W praktyce Belgowie chcą jednocześnie dwóch rzeczy: sprowadzić nowego snajpera i zamknąć temat polskiego wypożyczenia możliwie szybko – najlepiej jeszcze w styczniu, jeśli uda się dopiąć wcześniejsze rozstanie.
W Poznaniu od dawna nie było już narracji o „sprzedaży za wielkie pieniądze”. Lech dał Szymczakowi ogromną liczbę szans, budował go sezonami i wpuścił do pierwszej drużyny na ponad 110 występów. Były przebłyski, były mecze, po których wydawało się, że to może być ten moment… ale nie przyszła stabilizacja formy, której klub oczekiwał. Wypożyczenie do Belgii miało pomóc – na razie wygląda, jakby tylko uwypukliło problem.
Kontrakt do 2027 i dylemat: co dalej z wychowankiem
Umowa Szymczaka z „Kolejorzem” obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, ale coraz trudniej zakładać, że zostanie wypełniona bez kolejnych zakrętów. Jeśli Charleroi rzeczywiście będzie naciskało na skrócenie wypożyczenia, Lech musi przygotować plan awaryjny: czy próbować kolejnego wypożyczenia, szukać definitywnego transferu, czy może – w zależności od sytuacji kadrowej – włączyć go z powrotem do zespołu.
W tle jest też kwestia formalna: w jednym sezonie zawodnik może być zarejestrowany w ograniczonej liczbie klubów, a w oficjalnych meczach może występować tylko dla dwóch zespołów. Szymczak na początku rozgrywek zagrał już kilka spotkań dla Lecha, później przeniósł się do Charleroi. To oznacza, że pole manewru – jeśli chodzi o „kolejny klub i kolejne minuty” w tej samej kampanii – robi się wąskie i wymaga ostrożnego planowania.
Czy da się przerwać wypożyczenie? Tu zaczynają się schody
Choć z punktu widzenia Charleroi najprostszy byłby szybki powrót piłkarza do Polski, nie wszystko musi być takie łatwe od strony zapisów umowy. W Poznaniu najwidoczniej brano pod uwagę, że scenariusz „nie zaskoczy”, ale jednocześnie pojawiają się głosy, że formalnie możliwość jednostronnego zerwania wypożyczenia może nie być oczywista. A to oznacza, że temat może się przeciągać i wymagać negocjacji, a nie prostego ogłoszenia decyzji.
Jeśli ta historia ma mieć jeszcze pozytywny zwrot, Szymczak potrzebuje przede wszystkim jednego: miejsca, w którym dostanie realne minuty i jasną rolę. Bez tego nawet najlepiej brzmiące wypożyczenie pozostanie tylko kolejnym rozdziałem, który kończy się szybciej, niż powinien.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY