Lechia Gdańsk jechała do Niecieczy z prostym zadaniem: wygrać i ocalić miejsce w PKO Ekstraklasie. Zamiast ratunku przyszedł kolejny cios. Bruk-Bet Termalica Nieciecza wygrała 3:2 i po Arce Gdynia odesłała do pierwszej ligi także Biało-Zielonych.
Lechia Gdańsk nie wykorzystała ostatniej szansy
Przed ostatnią kolejką sytuacja Lechii Gdańsk była jasna. Drużyna Johna Carvera musiała pokonać Bruk-Bet Termalicę Nieciecza, aby nie oglądać się na inne wyniki i utrzymać się w PKO Ekstraklasie. Presja była ogromna, bo gdańszczanie od kilku tygodni coraz szybciej osuwali się w tabeli.
Jeszcze niedawno Lechia uchodziła za jeden z najbardziej widowiskowych zespołów ligi. Potrafiła strzelać dużo goli, grała odważnie i często tworzyła mecze pełne emocji. Problemem była defensywa, ale przez pewien czas ofensywa przykrywała błędy z tyłu. Końcówka sezonu brutalnie obnażyła jednak słabości drużyny.
Fatalna seria zakończona spadkiem
Od 10 kwietnia, czyli od spotkania z Wisłą Płock, Lechia Gdańsk nie wygrała żadnego meczu. W sześciu kolejnych występach zdobyła tylko jeden punkt. Tak słaba seria w najważniejszej części sezonu sprawiła, że Biało-Zieloni znaleźli się na krawędzi.
W Niecieczy mieli jeszcze szansę wszystko naprawić, ale już pierwsza połowa pokazała, jak trudne będzie to zadanie. Gospodarze byli skuteczniejsi i schodzili do szatni z prowadzeniem 2:0. Najpierw po rzucie rożnym trafił Artem Putiwcew, a później przewagę Słoni powiększył Rafał Kurzawa.
Termalica znów uderzyła w klub z Trójmiasta
Bruk-Bet Termalica Nieciecza kilka dni wcześniej wygrała z Arką Gdynia i przesądziła o spadku tego zespołu. W ostatniej kolejce Słonie zrobiły to samo z Lechią Gdańsk. Choć były już pogodzone z degradacją, nie odpuściły i zakończyły sezon w sposób wyjątkowo bolesny dla rywali z Trójmiasta.
Po przerwie Lechia próbowała wrócić do gry. Tomáš Bobček szybko zdobył bramkę kontaktową i dał drużynie nadzieję. Gdańszczanie potrzebowali jednak kolejnych trafień, a zamiast tego ponownie zostali ukarani. Kamil Zapolnik wykorzystał świetne podanie Jesúsa Jiméneza, minął sytuacyjnie Szymona Weiraucha i skierował piłkę do pustej bramki.
Bobček strzelał, ale nie uratował Lechii
Bobček mógł jeszcze mocniej rozpalić nadzieje Lechii, gdy stanął przed szansą z rzutu karnego. Napastnik uderzył jednak w poprzeczkę. To był moment, który dobrze oddawał końcówkę sezonu w wykonaniu Biało-Zielonych: okazje były, ale brakowało skuteczności, spokoju i zimnej krwi.
Słowak trafił po raz drugi dopiero w doliczonym czasie gry. Bramka zmniejszyła straty, ale nie mogła już zmienić losu Lechii Gdańsk. Na osłodę Bobčekowi pozostaje tytuł króla strzelców, choć w dniu spadku trudno traktować go jak powód do radości.
Gdańsk czeka trudne rozliczenie
Lechia Gdańsk opuszcza PKO Ekstraklasę po dwóch sezonach. To ogromne rozczarowanie, zwłaszcza że przez część rozgrywek wydawało się, że drużyna ma dość jakości, by spokojnie utrzymać się w elicie. Końcówka sezonu całkowicie zmieniła obraz zespołu.
Po spadku w klubie trudno będzie uniknąć pytań o odpowiedzialność. Rządy Paolo Urfera już wcześniej budziły duże emocje, a po degradacji krytyka jeszcze się nasili. Kibice w trakcie meczu jasno dawali do zrozumienia, jak oceniają sytuację. Teraz Lechię Gdańsk czeka nie tylko walka o powrót do Ekstraklasy, ale też odbudowa zaufania, które zostało mocno nadszarpnięte.