Leicester City znalazło się w położeniu, które może zaważyć na całym sezonie. Klub przegrał najważniejszą batalię poza boiskiem, a decyzja organu odwoławczego oznacza, że kara punktowa pozostaje w mocy. Dla „Lisów” to cios w najgorszym możliwym momencie, bo końcówka rozgrywek zapowiada się jako desperacka walka o uniknięcie spadku.
Choć władze Leicester City próbowały odwrócić niekorzystny werdykt i broniły swojego stanowiska przed odpowiednimi instytucjami, nie udało się doprowadzić do zmiany rozstrzygnięcia. Niezależna Komisja Odwoławcza ostatecznie podtrzymała wcześniejszą sankcję, przez co klub musi pogodzić się z odjęciem sześciu punktów.
Sprawa dotyczyła naruszenia zasad rentowności i zrównoważonego rozwoju. W praktyce chodziło o rozliczenie finansowe za okres zakończony w czerwcu 2024 roku oraz o spór dotyczący tego, jaki limit strat powinien zostać uznany za obowiązujący w przypadku Leicester.
Leicester City nie uniknęło kary punktowej
Klub próbował przekonywać, że dopuszczalny próg strat powinien wynosić 105 milionów funtów. Organ rozpatrujący sprawę nie podzielił jednak tej argumentacji i pozostał przy niższym limicie ustalonym na poziomie 83 milionów funtów. To właśnie ta rozbieżność okazała się kluczowa dla końcowego rozstrzygnięcia.
W efekcie uznano, że Leicester przekroczyło dozwolony pułap deficytu o niemal 21 milionów funtów. Taki wynik oznaczał naruszenie przepisów, a tym samym utrzymanie wcześniej nałożonej sankcji. Dla klubu to potwierdzenie, że droga odwoławcza nie przyniosła oczekiwanego rezultatu.
Spór o finanse zakończył się porażką „Lisów”
Co prawda w toku postępowania dostrzeżono poprawę w obszarze finansów i zwrócono uwagę na korzystniejszy trend, ale nie wystarczyło to do całkowitego złagodzenia kary. Ten element wpłynął jedynie na kosmetyczną korektę, bo pierwotnie rozważano odjęcie siedmiu punktów, a finalnie skończyło się na sześciu.
Najważniejsze ustalenia w tej sprawie są następujące:
- kara sześciu punktów została utrzymana,
- sprawa dotyczyła okresu rozliczeniowego do czerwca 2024 roku,
- klub chciał uznania limitu strat na poziomie 105 milionów funtów,
- komisja przyjęła próg 83 milionów funtów,
- przekroczenie dopuszczalnego deficytu oszacowano na blisko 21 milionów funtów.
To oznacza, że Leicester nie może już liczyć na poprawę sytuacji dzięki decyzjom przy zielonym stoliku. Od tej chwili wszystko musi rozstrzygnąć się na boisku.
Championship stawia Leicester pod ścianą
Utrzymanie kary sprawia, że położenie drużyny w tabeli pozostaje bardzo trudne. Zespół prowadzony przez Gary’ego Rowetta zajmuje obecnie 22. miejsce w Championship, czyli najwyższą pozycję w strefie spadkowej. Taki układ sprawia, że każdy kolejny mecz urasta do rangi spotkania o ogromnym ciężarze.
Sytuacja jest tym bardziej napięta, że strata do bezpiecznej lokaty wynosi tylko jeden punkt. Problem polega jednak na tym, że Portsmouth, które znajduje się tuż nad zagrożoną strefą, ma jeszcze jeden zaległy mecz. To dodatkowo komplikuje położenie Leicester, bo margines błędu staje się właściwie minimalny.
Końcówka sezonu zdecyduje o losie klubu
Do końca sezonu pozostało już tylko pięć kolejek, a więc czasu na odrabianie strat jest coraz mniej. W klubie nie zamierzają już wracać do zakończonej sprawy dyscyplinarnej i chcą całkowicie skupić się na walce sportowej. Taki przekaz popłynął również z oficjalnego stanowiska, w którym zaznaczono, że temat został zamknięty.
Dla kibiców Leicester to jednak marne pocieszenie. Mistrz Anglii z 2016 roku stanął przed realnym zagrożeniem dalszego osuwania się w dół, a utrzymanie w Championship wcale nie jest dziś pewne. Najbliższe tygodnie pokażą, czy zespół zdoła odpowiedzieć na ten cios w najlepszy możliwy sposób i uratować sezon tam, gdzie nie pomoże już żadna komisja.