Dubaj miał być dla Huberta Hurkacza kolejnym krokiem w stronę odzyskania rytmu po urazie, ale już na starcie turnieju trafił na rywala, który potrafi zamieniać pojedyncze okazje w cały wygrany mecz. Z pozoru drobne detale zadecydowały o wszystkim – i właśnie one najlepiej pokazują, gdzie dziś jest Polak, a gdzie coraz śmielej zmierza Jakub Mensik.
Hurkacz przyleciał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich po okresie, w którym forma falowała. Po niezłych sygnałach w United Cup nie zdołał pójść za ciosem ani w Australian Open, ani w kolejnych startach, a do Dubaju przywiózł serię trzech porażek z Ethanem Quinnem, Martinem Dammem i Aleksandrem Bublikiem.
Hurkacz w Dubaju: próba odbudowy formy po kontuzji
Losowanie nie zostawiło wiele marginesu na spokojne wejście w turniej. Notowany obecnie na 71. miejscu w rankingu ATP Hurkacz zagrał z rozstawionym z numerem szóstym Mensikiem, czyli zawodnikiem, który w ostatnich tygodniach zebrał sporo pewności siebie. Czech był świeżo po głośnym zwycięstwie nad Jannikiem Sinnerem w ćwierćfinale w Dosze, choć dzień później odpadł w półfinale z Arthurem Filsem i nie dostał szansy na hitowe starcie w tym samym tygodniu.
Z perspektywy Polaka można było szukać argumentów, że to rywal „do ugryzienia”. Hurkacz wcześniej dwa razy znalazł sposób na Mensika – w Australian Open 2024 oraz w Rzymie w 2025. Do tego Dubaj bywał dla niego szczęśliwy: w czterech z sześciu ostatnich edycji docierał co najmniej do ćwierćfinału. Z kolei Mensik mógł pochwalić się serią 10 wygranych z rzędu z tenisistami spoza czołowej „50”, co w praktyce mówiło jedno: jeśli Czech złapie prowadzenie, rzadko wypuszcza je z rąk.
Mensik wykorzystał jedną lukę i zamknął pierwszego seta
Początek meczu długo wyglądał jak klasyczna wymiana ciosów serwisem. Przez 11 gemów wygrywał podający, a obaj zawodnicy pilnowali swoich schematów i unikali ryzyka w kluczowych momentach. Hurkacz starał się budować akcje spokojnie, Mensik cierpliwie czekał na moment, w którym pojawi się choćby minimalna rysa w ustawieniu Polaka.
Taka rysa pojawiła się dokładnie wtedy, gdy stawka była najwyższa. W 12. gemie, przy serwisie Hurkacza, Czech zagrał bezbłędnie: nie oddał ani jednego punktu i przełamał w najgorszym możliwym momencie dla rywala. Efekt? 6:4 i poczucie, że Mensik kontroluje nie tylko wynik, ale też nerwy w decydujących sekwencjach.
Tie-break w stylu Hurkacza, ale mocniejsza końcówka Czecha
Druga partia przyniosła podobny układ sił, choć tym razem Polak był czujniejszy, gdy Mensik próbował powtórzyć manewr z końcówki pierwszego seta. Hurkacz lepiej reagował na przyspieszenia, częściej utrzymywał intensywność wymian i nie pozwolił, by jeden słabszy fragment ustawił cały set. Gemy mijały szybko, a wynik rósł równolegle – aż do 6:6.
O zwycięstwie znów przesądził tie-break, czyli element, z którym Hurkacz bywa kojarzony od lat. Tym razem jednak to Mensik okazał się minimalnie pewniejszy w najważniejszych piłkach. Czech wygrał rozstrzygającą rozgrywkę 8:6, a mecz zakończył efektownie – asem serwisowym. Całość zamknęła się wynikiem 6:4, 7:6(6) i awansem Czecha do kolejnej rundy.
W następnym etapie turnieju ATP w Dubaju Mensik zagra o awans do ćwierćfinału z Alexeiem Popyrinem. Australijczyk we wtorek pokonał Kamila Majchrzaka, więc stawka kolejnego meczu dla Czecha będzie rosła – podobnie jak oczekiwania wobec jego coraz głośniejszej obecności w tourze.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY