Islandzki futbol doczekał się jednej z najbardziej nietypowych historii ostatnich lat. Vestri Ísafjördur, klub założony w 1986 roku, zdobył w tym sezonie swoje pierwsze w historii trofeum – Puchar Islandii. To osiągnięcie już samo w sobie było przełomowe, ale prawdziwą sensacją okazał się fakt, że wywalczenie tytułu zapewniło drużynie przepustkę do europejskich pucharów.
„Djúpmenn” w drodze do triumfu przeszli przez pięć rund i za każdym razem okazali się lepsi od rywali. Największe wrażenie zrobiło ich zwycięstwo w sierpniowym finale nad Valurem Reykjavik, który od lat należy do ścisłej krajowej czołówki. Jeszcze wcześniej Vestri wyeliminowało Breiðablik – aktualnego wówczas mistrza Islandii. To potwierdziło, że droga do sukcesu nie była dziełem przypadku, lecz serią imponujących występów.
Małe miasteczko w euforii
Triumf w pucharze narodowym wywołał ogromną radość w Ísafjördur, niewielkim miasteczku na północy kraju, w którym mieszka zaledwie nieco ponad cztery tysiące osób. Lokalna społeczność mogła świętować historyczne wydarzenie – klub po raz pierwszy wzbogacił swoją gablotę o trofeum, a dodatkowo otrzymał bilet do kwalifikacji Ligi Konferencji Europy.
Dla kibiców była to nagroda nie tylko za ten sezon, ale i za dekady wsparcia, gdy drużyna balansowała pomiędzy niższymi ligami. Nikt nie przypuszczał, że tak mały klub stanie przed szansą zaprezentowania się na arenie międzynarodowej.
Koniec sezonu ligowego – dramatyczny zwrot akcji
Islandzka ekstraklasa rozgrywana jest w systemie wiosna–jesień, więc zmagania ligowe już się zakończyły. Niestety, historia Vestri nie ma wyłącznie szczęśliwego finału. Choć drużyna świętowała zdobycie pucharu, w lidze radziła sobie znacznie gorzej.
Zespół prowadzony przez Davída Smáriego Lamunde zajął dziewiąte miejsce po rundzie zasadniczej w stawce 12 ekip. Taki wynik oznaczał, że aby się utrzymać, musiał jeszcze rozegrać mecze w grupie spadkowej. Tam jednak nie potrafił znaleźć formy. W pięciu spotkaniach kończących sezon zdobył tylko dwa punkty z piętnastu możliwych. Konsekwencją była degradacja i spadek na zaplecze elity.
Europejskie puchary jako drugoligowiec
Paradoksalnie, mimo relegacji, Vestri wciąż ma zagwarantowany start w eliminacjach Ligi Konferencji Europy. Takie zasady obowiązują w UEFA – triumfator pucharu krajowego zawsze otrzymuje prawo gry w kwalifikacjach do rozgrywek międzynarodowych, niezależnie od pozycji zajętej w lidze.
To oznacza, że w przyszłym roku kibice zobaczą niezwykle rzadki przypadek – drużyna z drugiego poziomu ligowego będzie reprezentować swój kraj na arenie europejskiej. Historia Vestri pokazuje, jak nieprzewidywalny bywa futbol w mniejszych ligach.
Podobieństwo do polskiego przypadku
Sytuacja ta przypomina wydarzenia sprzed kilkunastu miesięcy w Polsce. Wisła Kraków, mimo że rywalizowała wtedy na zapleczu Ekstraklasy, sięgnęła po Puchar Polski. Dzięki temu, jako przedstawiciel pierwszej ligi, wystąpiła w eliminacjach Ligi Europy. Tamten przypadek również budził duże emocje, bo rzadko zdarza się, by drużyna spoza najwyższej klasy rozgrywkowej otrzymywała możliwość gry przeciwko europejskim klubom.
Islandzki przykład Vestri jest jednak jeszcze bardziej niezwykły, bo klub zdobył historyczne, pierwsze w swojej gablocie trofeum, a zaraz potem spadł z ligi.
Vestri – klub kontrastów
Przypadek Vestri Ísafjördur to idealne odzwierciedlenie kontrastów, jakie potrafi stworzyć piłka nożna. Z jednej strony mamy drużynę, która wznosi puchar i cieszy się ze spektakularnego sukcesu. Z drugiej – ten sam zespół kończy sezon z goryczą spadku i koniecznością gry w niższej lidze.
Kibice w Ísafjördur będą więc żyć w dwóch światach jednocześnie – ligowej codzienności na zapleczu elity i europejskiej przygodzie, która dla tak małego klubu może być wydarzeniem na całe pokolenie.