Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak nie zamierzają tracić czasu po występie w Indian Wells. Obaj polscy tenisiści zdecydowali się zejść na poziom ATP Challenger Tour, by utrzymać rytm meczowy i powalczyć o cenne punkty jeszcze przed kolejnym dużym turniejem. Taki ruch może zaskakiwać, zwłaszcza w przypadku Hurkacza, ale w praktyce pokazuje jedno: najbliższe dni mają być dla Polaków nie przerwą, lecz szansą na szybkie odbicie i zbudowanie lepszej pozycji przed dalszą częścią sezonu.
Dla Hurkacza będzie to sytuacja wyjątkowa, bo tak nisko w turniejowej hierarchii nie schodził od lat. Ostatni raz wystąpił w challengerze jeszcze w 2019 roku, kiedy rywalizował w Poznaniu i dotarł do półfinału. Teraz wraca na ten poziom po szybkim odpadnięciu z Indian Wells, gdzie już na otwarcie przegrał z Aleksandarem Kovaceviciem. Zamiast robić sobie wolne, postawił na dodatkowy start i wybrał turniej w Cap Cana.
Hubert Hurkacz zagra w challengerze w Cap Cana
Decyzja o występie w Dominikanie ma sportową logikę. Turniej w Cap Cana należy do najwyższej kategorii challengerów, więc stawka jest konkretna. Do zdobycia są nie tylko cenne punkty do rankingu, ale również nagroda finansowa, która na tym poziomie robi wrażenie. Nic więc dziwnego, że w obsadzie nie brakuje zawodników z czołowej setki światowego zestawienia.
Polak został rozstawiony z numerem czwartym, co oznacza, że na początek otrzymał wolny los. Swój pierwszy mecz rozegra dopiero w drugiej rundzie, a jego rywalem będzie jeden z dwóch Włochów: Francesco Maestrelli albo Mattia Bellucci. Już na starcie nie zabraknie więc wymagającego testu, bo nawet na poziomie challengera drabinka wygląda na mocno obsadzoną.
Drabinka Hurkacza daje szansę na mocny wynik
Jeśli Polak wygra pierwszy mecz, w kolejnych rundach może trafić na coraz trudniejszych przeciwników. W ćwierćfinale możliwy jest między innymi pojedynek z Raphaelem Collignonem, a w półfinale potencjalnym rywalem może być najwyżej rozstawiony Miomir Kecmanović. To pokazuje, że droga do finału nie będzie łatwa, ale jednocześnie dobry wynik w takim turnieju mógłby realnie pomóc Hurkaczowi odzyskać pewność siebie po nieudanym występie w Kalifornii.
W dolnej części drabinki znaleźli się inni groźni gracze, w tym Valentin Royer, Damir Dżumhur, Mariano Navone i Cristian Garin. Jeśli Polak dotrze aż do finału, może zmierzyć się z jednym z nich. Taki układ sprawia, że turniej w Cap Cana nie będzie tylko okazją do spokojnego rozegrania kilku spotkań, ale prawdziwym sprawdzianem formy przed kolejnym etapem sezonu.
Kamil Majchrzak również postawił na challenger
Podobną decyzję podjął Kamil Majchrzak, który po grze w Indian Wells przenosi się do Phoenix. W jego przypadku ostatni występ w dużym turnieju można ocenić znacznie lepiej, bo wygrał mecz w głównej drabince, a później potrafił urwać seta Novakowi Djokoviciowi. To był sygnał, że Polak zaczyna łapać odpowiedni rytm, dlatego dodatkowy start wydaje się naturalnym krokiem.
Majchrzak został rozstawiony z szóstką i już w pierwszej rundzie czeka go interesujące starcie z Nikołozem Basilaszwilim. To mecz, który od razu pokaże, w jakiej dyspozycji Polak znajduje się po poprzednim tygodniu. Jeśli przejdzie Gruzina, w kolejnej fazie może trafić na Jacoba Fearnleya albo Arthura Cazaux. Drabinka od początku jest więc wymagająca i nie daje wiele miejsca na spokojne wejście w turniej.
Phoenix może być ważnym testem dla Majchrzaka
W dalszej części rywalizacji Polak może wpaść na jeszcze mocniejsze nazwiska. Już ćwierćfinał może oznaczać starcie z najwyżej rozstawionym Corentinem Moutetem, a to pokazuje, że turniej w Phoenix także został obsadzony bardzo solidnie. W połówce Majchrzaka są również Nuno Borges i Marcos Giron, a w drugiej części drabinki znaleźli się między innymi Zizou Bergs, Adrian Mannarino, Terence Atmane oraz Ethan Quinn.
To wszystko sprawia, że oba challengery mają zdecydowanie wyższą jakość niż mogłaby sugerować sama nazwa cyklu. Zarówno w Cap Cana, jak i w Phoenix nie zabraknie tenisistów znanych z występów w większych imprezach. Dla Hurkacza i Majchrzaka będzie to więc nie tyle zejście poziom niżej, ile próba wykorzystania wolnego tygodnia do rozegrania kolejnych wartościowych spotkań.
Polacy chcą być gotowi na ATP Masters 1000 w Miami
Najważniejszy cel obu Polaków jest dość czytelny. Chodzi o to, by nie wypaść z rytmu i jak najlepiej przygotować się do następnego wielkiego przystanku w kalendarzu. Po turniejach w Dominikanie i Arizonie zawodnicy przeniosą się do Miami, gdzie odbędzie się kolejna prestiżowa impreza rangi ATP Masters 1000.
Dlatego najbliższe dni mogą mieć dla Hurkacza i Majchrzaka większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Jeden chce szybko zareagować po bolesnym potknięciu, drugi spróbować wykorzystać dobry moment i pójść za ciosem. W obu przypadkach challenger nie jest krokiem w tył, lecz świadomą próbą zbudowania przewagi przed kolejnym ważnym etapem sezonu.