Hubert Hurkacz nadal szuka momentu, który pozwoli mu odwrócić niekorzystny bieg wydarzeń. W Miami polski tenisista po raz kolejny nie znalazł sposobu na zwycięstwo i już na otwarcie turnieju pożegnał się z rywalizacją. Tym razem lepszy okazał się Ethan Quinn, który pokonał wrocławianina w dwóch setach i ponownie stanął mu na drodze.
Dla Hurkacza był to kolejny mecz rozegrany w trudnym okresie. Polak wrócił do gry po serii niepowodzeń, licząc, że występ w Miami okaże się przełomem. Wcześniej próbował odbudować formę nawet na poziomie Challengera, lecz także tam nie zdołał przerwać słabszej passy. Starcie z Quinnem miało więc duże znaczenie nie tylko sportowe, ale również mentalne.
Hurkacz znów przegrał. Miami nie przyniosło przełamania
Czwartkowy pojedynek był dla Polaka okazją do rewanżu za porażkę z tegorocznego Australian Open. Wówczas Amerykanin wygrał po trzysetowej walce, a teraz ponownie okazał się skuteczniejszy. Początek spotkania nie zapowiadał jednak tak wyraźnych problemów Hurkacza.
Obaj zawodnicy dość pewnie weszli w mecz. Najpierw swój serwis utrzymał Hurkacz, a później odpowiedział Quinn, choć potrzebował do tego więcej wysiłku. W pierwszych gemach przewaga była po stronie podających, a rywalizacja wydawała się wyrównana. Taki obraz utrzymywał się tylko do pewnego momentu.
Kluczowy moment w pierwszym secie meczu Hurkacza
Przełom nastąpił w piątym gemie. Wtedy w grze Hurkacza pojawiły się błędy, które pozwoliły Amerykaninowi przejąć inicjatywę. Quinn wykorzystał słabszy fragment Polaka, zdobył przełamanie i szybko zbudował przewagę, która ustawiła dalszą część seta.
Końcówka pierwszej partii była już wyraźnie jednostronna. Hurkacz nie potrafił wrócić do swojego rytmu, a jego przeciwnik konsekwentnie utrzymywał kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Efekt był bolesny dla polskiego tenisisty, bo set zakończył się wynikiem 2:6, a w ostatnim gemie nie zdołał zdobyć nawet punktu.
Drugi set dał nadzieję, ale końcówka znów zawiodła
W drugiej odsłonie meczu sytuacja przez dłuższy czas wyglądała stabilniej. Obaj gracze pilnowali własnego podania, a serwis długo pozostawał najpewniejszą bronią po obu stronach. Hurkacz miał momenty solidnej gry, potrafił też wygrać gema do zera, jednak wciąż brakowało mu elementu, który pozwoliłby przejąć pełną kontrolę.
Przez osiem gemów żaden z tenisistów nie zdołał nawet wypracować break pointa, co dobrze pokazuje, jak wyrównana była ta część spotkania. Kiedy wydawało się, że o losach seta mogą zdecydować detale w samej końcówce, to właśnie Hurkacz stracił koncentrację przy stanie 4:4. Quinn wykorzystał ten moment bez wahania, przełamał Polaka, a następnie zamknął mecz przy własnym serwisie.
Siódma porażka z rzędu Hurkacza
Drugi set zakończył się wynikiem 6:4 dla Amerykanina, który w kolejnej rundzie zmierzy się z Casperem Ruudem. Dla Hurkacza oznacza to natomiast kolejne rozczarowanie i dalsze pogłębienie niepokojącej serii. Wrocławianin przegrał już siódmy mecz z rzędu, a jego kryzys staje się coraz bardziej widoczny.
Z perspektywy polskiego kibica najbardziej niepokoi nie tylko sam wynik, ale też brak sygnałów świadczących o wyraźnej poprawie. Miami miało być miejscem odbudowy i szansą na odzyskanie pewności siebie, tymczasem zakończyło się następnym szybkim odpadnięciem. Teraz przed Hurkaczem kolejne trudne zadanie: odnaleźć formę, która pozwoli mu wrócić na poziom, do jakiego zdążył już przyzwyczaić swoich fanów.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY