Jagiellonia nie czekała do ostatniego dnia okna i sięgnęła po napastnika, który ma dać drużynie nową energię w ataku. Transfer wygląda na przemyślany, ale ma też w sobie spory znak zapytania: czy zawodnik, który w Hiszpanii utknął na ławce, w Białymstoku odpali od razu?
Samed Bazdar nowym napastnikiem Jagiellonii Białystok
W Białymstoku ostatnie dni upływają pod znakiem transferów. Po wzmocnieniu lewej strony defensywy klub dopiął ruch do przodu i ogłosił pozyskanie Sameda Bazdara. To środkowy napastnik, który trafia do Jagiellonii na zasadzie wypożyczenia z Realu Saragossa do końca sezonu 2025/26. W porozumieniu między klubami zapisano też możliwość wykupu zawodnika po zakończeniu wypożyczenia.
Wokół tej transakcji pojawiły się konkretne liczby. Mówi się, że sama operacja wypożyczenia ma kosztować Jagiellonię 100 tysięcy euro, a cena potencjalnego transferu definitywnego została ustalona na poziomie dwóch milionów euro. To stawka, która w realiach polskiej ligi od razu wywołuje dyskusję: z jednej strony pokazuje skalę ambicji, z drugiej – wymusza oczekiwanie szybkiego efektu na boisku.
Kim jest Bazdar: ścieżka reprezentacyjna i piłkarskie korzenie
Nowy napastnik Jagiellonii urodził się w Serbii i tam przechodził młodzieżowe szczeble reprezentacyjne. W seniorskim futbolu zdecydował jednak, że będzie grał dla Bośni i Hercegowiny. Taki zwrot w karierze nie jest dziś rzadkością, ale zawsze dodaje piłkarzowi dodatkowego „kontekstu” – presję oczekiwań, porównania, a czasem też łatkę zawodnika, który wciąż szuka miejsca, gdzie w pełni rozwinie potencjał.
Do Hiszpanii Bazdar przeniósł się latem 2024 roku z Partizana Belgrad za kwotę około trzech milionów euro. Saragossa widziała w nim inwestycję, ale ten rozdział nie potoczył się tak, jak zakładano. W 40 występach uzbierał 5 bramek i 5 asyst – dorobek poprawny jak na piłkarza rotacji, jednak zdecydowanie poniżej oczekiwań wobec napastnika sprowadzanego za takie pieniądze. W praktyce nie stał się twarzą projektu ani kimś, na kim konsekwentnie buduje się atak.
Dlaczego potrzebował zmiany: mało minut i długa przerwa
Najbardziej wymowny jest fakt, że Bazdar od dłuższego czasu nie łapał rytmu meczowego. Ostatni raz zagrał 2 listopada, a w obecnym sezonie uzbierał zaledwie dziewięć występów (w lidze i krajowym pucharze). To jasny sygnał, że nie był pierwszym wyborem trenera. Dla Jagiellonii może to być jednocześnie ryzyko i okazja: zawodnik z „głodem grania” bywa dużo bardziej zdeterminowany niż ktoś, kto ma pewne miejsce w składzie.
Ruch po nowego napastnika nie bierze się znikąd. Dyrektor sportowy Łukasz Masłowski w ostatnim czasie dawał do zrozumienia, że gdyby miał pewność pozostania Afimico Pululu do końca sezonu, nie byłoby potrzeby szukania kolejnej „dziewiątki”. Skoro jednak klub finalizuje wypożyczenie Bazdara, można wnioskować, że w tle wciąż toczą się rozmowy i scenariusze, które mogą zmienić układ sił w ofensywie.
Bazdar w PKO Ekstraklasie: szansa na „restart” w Białymstoku
Dla Jagiellonii to transfer z potencjałem na natychmiastową korzyść, ale też projekt do zbudowania. Jeśli Bazdar szybko złapie formę, może dać drużynie coś, co najtrudniej kupić na rynku: spokój w polu karnym, lepsze utrzymanie piłki przodem do bramki i realne liczby. Jeśli jednak zabraknie rytmu i pewności siebie po miesiącach bez regularnej gry, klub zostanie z kosztowną inwestycją i pytaniem, czy warto włączać opcję wykupu. Jedno jest pewne: wiosna w Białymstoku zapowiada się ciekawiej, bo w ataku pojawił się człowiek, który ma coś do udowodnienia.