Maja Chwalińska jest o krok od kolejnego ważnego sukcesu w karierze. Polka znakomicie spisała się w półfinale turnieju WTA 125 w Oeiras i w bardzo pewnym stylu pokonała Robin Montgomery 6:2, 6:0. Jeśli w niedzielę sięgnie po tytuł, nie tylko dopisze do dorobku trzecie takie trofeum, ale także poprawi swoje miejsce w światowym rankingu.
W półfinale Chwalińska od początku narzuciła swój rytm. Grała spokojnie, dokładnie i bardzo konsekwentnie, a Amerykanka miała duże problemy, by znaleźć sposób na regularność Polki. Szczególnie widoczne było to przy własnym serwisie Montgomery, który w tym meczu nie dawał jej większej przewagi. Chwalińska często przejmowała inicjatywę już od pierwszych uderzeń i systematycznie budowała przewagę.
Spotkanie zakończyło się efektowną akcją przy siatce. W ostatnim gemie Polka popisała się precyzyjnym lobem, którym zamknęła mecz i przypieczętowała awans do finału. Wynik 6:2, 6:0 dobrze oddaje przebieg rywalizacji, bo Chwalińska przez niemal całe spotkanie kontrolowała wydarzenia na korcie i pozwoliła rywalce tylko na krótki moment oddechu.
Maja Chwalińska imponuje formą w Oeiras
Turniej w Portugalii układa się dla 24-letniej tenisistki znakomicie. Półfinał był już trzecim kolejnym meczem, w którym Chwalińska wygrała jednego seta do zera. Wcześniej dokonała tego również w starciach z Beatriz Haddad Maią oraz Simoną Waltert, czyli zawodniczkami notowanymi w pierwszej setce rankingu. To pokazuje, że dobra dyspozycja Polki nie jest przypadkiem, lecz efektem bardzo równej gry na przestrzeni całego turnieju.
W meczu z Montgomery Chwalińska potwierdziła, że potrafi udźwignąć także rolę faworytki. Tym razem mierzyła się z przeciwniczką plasującą się znacznie niżej w rankingu i nie dopuściła do żadnej niespodzianki. Punktowała dzięki regularności, czystym uderzeniom i cierpliwości w długich wymianach, a przy tym popełniała niewiele niewymuszonych błędów.
Jak wyglądał półfinał z Robin Montgomery?
Polka dobrze weszła w spotkanie i już od pierwszych gemów pokazywała dużą pewność przy własnym podaniu. Choć na początku Robin Montgomery zdołała jeszcze obronić się przed stratą serwisu, w czwartym gemie nie miała już nic do powiedzenia. Chwalińska przełamała ją bez straty punktu i objęła prowadzenie 3:1, przejmując pełną kontrolę nad setem.
Później przewaga Polki tylko rosła. Dołożyła następne przełamanie i była coraz bliżej wygrania pierwszej partii. Amerykanka zdołała jeszcze przedłużyć walkę, broniąc piłkę setową i zmniejszając straty, ale końcówka należała do Chwalińskiej. Trzecie przełamanie w secie dało jej zwycięstwo 6:2.
Druga odsłona była już popisem Polki. Chwalińska bardzo pewnie utrzymywała własne podanie, a przy returnie nie dawała rywalce chwili spokoju. Każdy gem serwisowy Montgomery kończył się podobnie – Polka wykorzystywała pierwszą okazję do przełamania i błyskawicznie budowała przewagę. Set zakończył się wynikiem 6:0 i nie pozostawił żadnych wątpliwości, która tenisistka była tego dnia lepsza.
Finał w Oeiras i szansa na ważny krok w rankingu
W niedzielę Maja Chwalińska zagra o trzeci w karierze tytuł rangi WTA 125. Wcześniej triumfowała już we Florianópolis w 2024 roku oraz w Montreux w 2025 roku. Teraz stanie przed kolejną okazją, by potwierdzić, że należy do tenisistek coraz mocniej zaznaczających swoją pozycję na zapleczu głównego cyklu.
Rywalką Polki w finale będzie Sinja Kraus. Austriaczka awansowała do decydującego meczu po trzysetowym zwycięstwie nad Petrą Marcinko, rozstawioną z numerem trzecim. Chwalińska ma jednak za sobą bardzo mocną drogę do finału, bo po drodze wyeliminowała najwyżej rozstawioną Beatriz Haddad Maię oraz turniejową piątkę Simonę Waltert.
Niedzielny finał będzie więc dla Polki stawką nie tylko o trofeum, lecz także o poprawienie pozycji w rankingu. Już sam awans do finału przybliżył ją do rekordowego miejsca, a zwycięstwo może sprawić, że osiągnie najlepszy wynik w dotychczasowej karierze. W Oeiras Chwalińska pokazała już, że jest w formie, która pozwala myśleć o naprawdę dużym sukcesie.