Mateusz Gamrot wrócił do oktagonu w sposób, który nie zostawił wątpliwości. W Miami Polak nie tylko odniósł efektowne zwycięstwo, ale też wysłał mocny sygnał do całej czołówki kategorii lekkiej. Po miesiącach przerwy i po trudnych doświadczeniach z poprzednich występów pokazał, że nadal ma argumenty, by liczyć się w grze o najwyższe cele.
Mateusz Gamrot znów wygrał w UFC i przypomniał o swoich ambicjach
Gala w Miami była dla Mateusza Gamrota bardzo ważnym momentem. Polak pojawił się w klatce po 168 dniach przerwy, a jego powrót śledzono z dużą uwagą. Nie chodziło wyłącznie o sam wynik, lecz przede wszystkim o odpowiedź na pytanie, czy wciąż jest w stanie odgrywać znaczącą rolę w ścisłej czołówce wagi lekkiej UFC.
W ostatnim czasie jego pozycja została osłabiona przez porażki z Charlesem Oliveirą i Danem Hookerem. Między tymi pojedynkami zapisał na koncie wygraną z Ludovitem Kleinem, ale przed starciem z Estebanem Ribovicsem nadal musiał udowodnić, że pozostaje zawodnikiem, z którym trzeba się liczyć. Do walki przystępował z ósmego miejsca w rankingu, podczas gdy Argentyńczyk dopiero próbował wedrzeć się do grona piętnastu najlepszych.
Jak wyglądała walka Gamrota z Ribovicsem?
Od początku było jasne, że obaj zawodnicy będą chcieli narzucić swoje największe atuty. Ribovics próbował budować przewagę w stójce, wykorzystując szerokie uderzenia i kopnięcia. Gamrot zachowywał jednak spokój, dobrze kontrolował dystans i nie dawał się łatwo zaskoczyć.
Po niespełna minucie Polak przeszedł do swojego firmowego planu, czyli zapasów. Zaatakował nogę przeciwnika i skutecznie sprowadził walkę do parteru. Szybko znalazł się w korzystnym położeniu, przejął kontrolę i zaczął systematycznie rozbijać Argentyńczyka. Gdy rywal odsłonił plecy, Gamrot jeszcze mocniej zaznaczył przewagę, dokładając kolejne uderzenia i nie pozwalając mu wrócić do stójki do końca rundy.
Dominacja Polaka w parterze przesądziła o wyniku
Druga odsłona rozpoczęła się bardzo podobnie. Ribovics znów szukał swoich szans w stójce, a Gamrot cierpliwie czekał na okazję do obalenia. Pierwsza próba nie przyniosła efektu, ale przy kolejnej Polak był już skuteczny. Ponownie przeniósł pojedynek na matę i od tego momentu coraz wyraźniej przejmował pełną kontrolę.
Argentyńczyk jeszcze próbował się ratować i na moment wydostał się z trudnego położenia, lecz Gamrot błyskawicznie wrócił do pressingu. Oprócz prób poddania regularnie zadawał też krótkie, celne ciosy, które odbierały przeciwnikowi kolejne siły. W końcówce drugiej rundy Polak zapiął technikę kończącą i nie wypuścił już przewagi z rąk.
Wygrana przez poddanie i ważny sygnał dla rankingu UFC
Ribovics nie zdołał uciec z pułapki i musiał uznać wyższość Polaka jeszcze przed końcem rundy. Do zakończenia tej części walki pozostawało 40 sekund, gdy Argentyńczyk odklepał, a Gamrot mógł świętować cenne zwycięstwo przez poddanie.
Dla Polaka była to 26. wygrana w zawodowej karierze i dziewiąty triumf pod szyldem UFC. Równie ważne jak sam bilans było jednak to, w jakim stylu odniósł to zwycięstwo. Gamrot pokazał, że jego zapasy, kontrola w parterze i konsekwencja taktyczna nadal mogą stanowić ogromny problem dla rywali z najwyższej półki. Taki występ sprawia, że ponownie może być poważnie traktowany w kontekście kolejnych dużych walk w kategorii lekkiej.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY