Wokół wypłat nagród dla polskich olimpijczyków narasta coraz większe napięcie. Zawodnicy, którzy po zimowych igrzyskach w Mediolanie i Cortinie mieli otrzymać finansowe premie, w wielu przypadkach wciąż nie doczekali się przelewów. Problem dotyczy nie pojedynczych osób, lecz szerokiej grupy sportowców, a skala zaległości sięga około 1,25 mln złotych.
Nagrody dla olimpijczyków wciąż nie trafiły do sportowców
Coraz więcej wskazuje na to, że kłopoty związane z wypłatą olimpijskich premii mają znacznie większy zasięg, niż początkowo mogło się wydawać. Potwierdzono już, że żaden z medalistów nie otrzymał do tej pory pieniędzy, które miały zostać przekazane po zimowych igrzyskach. Chodzi o środki obiecane najlepszym reprezentantom Polski za miejsca wywalczone w Mediolanie i Cortinie.
Sprawa budzi duże emocje, bo wcześniej zapowiadano rekordowe nagrody. Podkreślano również, że po raz pierwszy finansowo docenieni zostaną nie tylko medaliści, ale też zawodnicy z miejsc od czwartego do ósmego. Dziś okazuje się jednak, że dla wielu sportowców te środki nadal istnieją wyłącznie w systemie i nie pojawiły się jeszcze na ich kontach bankowych.
Medaliści czekają na przelewy od wielu dni
Najbardziej niepokojące jest to, że problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych przypadków. Łącznie sami medaliści wciąż oczekują na wypłaty opiewające na 1,1 mln złotych. Władimir Semirunnij przekazał, że bardzo szybko zlecił wypłatę pieniędzy z aplikacji na swoje konto, ale do tej pory ich nie otrzymał. Na razie zachowuje spokój, bo usłyszał, że przelew powinien zostać zrealizowany do końca kwietnia.
Podobne doświadczenia ma Paweł Wąsek. Jak relacjonował, od razu po pojawieniu się środków w aplikacji złożył dyspozycję wypłaty, jednak w jego przypadku również nie przyniosło to efektu. Obaj zawodnicy czekają na przelewy po 200 tysięcy złotych. Dodatkowo 150 tysięcy złotych powinno trafić także do ich trenerów, Rolanda Cieślaka i Macieja Maciusiaka.
Największe kwoty nadal pozostają zablokowane
W szczególnie trudnym położeniu znalazł się Kacper Tomasiak, który podczas igrzysk wywalczył trzy medale. To właśnie jemu przysługuje najwyższa kwota spośród wszystkich sportowców objętych tym programem. Do wypłaty ma 550 tysięcy złotych, ale choć pieniądze widnieją w aplikacji, nadal nie trafiły na konto.
Nie wszyscy jednak wciąż pozostają bez środków. Dominika Piwkowska otrzymała już 16,6 tysiąca złotych za szóste miejsce w dwójce saneczkowej i ósme miejsce sztafety. Jak opisywała, od początku działała bardzo szybko, regularnie sprawdzała aplikację i natychmiast po pojawieniu się pieniędzy zleciła wypłatę. Choć przelew nie przyszedł od razu, ostatecznie został zrealizowany jeszcze przed Galą Olimpijską 11 kwietnia.
Kto dostał pieniądze, a kto nadal czeka?
W gronie osób, które zdołały odzyskać należne środki, znalazła się także Nikola Domowicz oraz pozostali członkowie sztafety saneczkarskiej. Łącznie do tej grupy trafiło 40 tysięcy złotych. Powody do zadowolenia mają również biathlonistki. Sztafeta kobiet 4×6 km otrzymała już 30 tysięcy złotych, a dodatkowe 10 tysięcy złotych wypłacono Kamili Żuk.
Na pieniądze nadal czeka natomiast Kaja Ziomek-Nogal. Za szóste miejsce na 500 metrów przysługuje jej 30 tysięcy złotych. Łyżwiarka przyznała, że po igrzyskach miała wiele spraw poza sportem i później zajęła się zakładaniem konta. Z jej wiedzy wynika, że szybciej wypłacano niższe kwoty, dlatego wciąż liczy, że przelew ostatecznie dotrze.
Damian Żurek w najtrudniejszym położeniu
Szczególnie poważnie wygląda sytuacja Damiana Żurka, który dwukrotnie zajął czwarte miejsce. Nagroda finansowa miała być dla niego ważnym wsparciem po powrocie z igrzysk bez medalu. Żurek kupił już mieszkanie, zakładając, że otrzymane pieniądze pozwolą mu pokryć wkład własny. W maju czekają go kolejne płatności, a bez 100 tysięcy złotych może mieć problem z wywiązaniem się ze zobowiązań.
Zawodnik opisywał, że w aplikacji od wielu dni widzi jedynie informację, iż środki są w trakcie transferu. Usłyszał zapewnienie, że pieniądze powinny pojawić się na koncie do końca kwietnia. Dla niego to kluczowe, bo brak przelewu oznaczałby bardzo poważne konsekwencje finansowe.
Wartość środków stopniała nawet bez wypłaty
Ciekawy przypadek dotyczy Mateusza Sochowicza, który za ósme miejsce w sztafecie miał otrzymać 1,6 tysiąca złotych. Postanowił nie wypłacać pieniędzy od razu i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Efekt okazał się niekorzystny, bo w ciągu kilkunastu dni wartość tokenów spadła z około 1,6 tysiąca do mniej więcej 600 złotych.
Łącznie do wypłaty dla olimpijczyków przewidziano 1,38 mln złotych. Obecnie wiadomo już, że nie przekazano co najmniej 1,25 mln złotych. Im dłużej trwa oczekiwanie, tym większe stają się obawy sportowców, którzy zamiast cieszyć się z nagród za sukcesy, muszą zastanawiać się, czy i kiedy zobaczą obiecane pieniądze.