AKTUALNOśCI

Oficjalnie: Polak znokautował rywala w 28 sekund podczas gali UFC!

To był nokaut, który błyskawicznie obiegł świat MMA. Iwo Baraniewski podczas gali UFC w Londynie potrzebował zaledwie kilkudziesięciu sekund, by rozbić Austena Lane’a i po raz kolejny potwierdzić, że w największej organizacji świata nie zamierza być tylko tłem. Polak znów wszedł do klatki z wielką pewnością siebie, ale tym razem zrobił coś jeszcze mocniejszego — zakończył walkę tak szybko, że rywal praktycznie nie zdążył na dobre rozpocząć pojedynku.

Dla 27-latka z Warszawy był to trzeci występ w UFC i jednocześnie trzecie zwycięstwo odniesione jeszcze w pierwszej rundzie. Taki bilans robi ogromne wrażenie, szczególnie że Baraniewski nie tylko wygrywa, ale robi to w efektownym stylu. Gala w Londynie miała być kolejnym ważnym testem, a zamieniła się w pokaz siły i skuteczności Polaka.

Iwo Baraniewski rozbił Austena Lane’a w 28 sekund

Od pierwszych chwil było widać, że Baraniewski wszedł do oktagonu niezwykle skoncentrowany. Nie badał długo przeciwnika, nie czekał na rozwój wydarzeń i od razu ruszył do ataku. Decydujący moment nadszedł błyskawicznie. Polak trafił mocnym prawym na szczękę Amerykanina, a chwilę później dołożył jeszcze kolejne uderzenie lewą ręką.

Lane po tej kombinacji wyraźnie stracił kontrolę nad sytuacją i runął na matę. Baraniewski natychmiast ruszył za akcją, nie zostawiając przeciwnikowi przestrzeni na dojście do siebie. Sędzia Łukasz Bosacki szybko zareagował i przerwał pojedynek, widząc, że dalsza walka nie ma sensu. Wszystko zakończyło się po zaledwie 28 sekundach.

Polak znów zrobił show w UFC

To zwycięstwo było ważne nie tylko ze względu na sam wynik, ale też na sposób, w jaki zostało odniesione. Baraniewski po raz kolejny pokazał, że potrafi połączyć widowiskowość z maksymalną skutecznością. W UFC takie wejście do organizacji zawsze zwraca uwagę, bo kibice i eksperci szczególnie cenią zawodników, którzy kończą walki przed czasem i nie pozostawiają wątpliwości, kto był lepszy.

Po zakończeniu pojedynku warszawianin dawał do zrozumienia, że był przygotowany również na pełen dystans i nie nastawiał się wyłącznie na błyskawiczne rozstrzygnięcie. Jednocześnie nie ukrywał satysfakcji z tego, że znów udało się wygrać przed czasem. W rozmowie po walce zaznaczał także, że ma do pokazania znacznie więcej w ofensywie i chciałby prezentować kibicom szerszy wachlarz swoich umiejętności, między innymi elementy oparte na judo.

Trzecia walka, trzecie zwycięstwo w pierwszej rundzie

Takie liczby budują pozycję zawodnika szybciej niż długie zapowiedzi. Trzy występy w UFC i trzy wygrane jeszcze w pierwszej odsłonie to wynik, obok którego trudno przejść obojętnie. Baraniewski udowadnia, że potrafi odnaleźć się na najwyższym poziomie i nie pęka pod presją wielkiej sceny. Co więcej, jego styl walki sprawia, że naturalnie zaczyna być postacią, którą kibice chcą oglądać częściej.

Bilans całej kariery Polaka także prezentuje się imponująco. Po londyńskiej gali dopisał do swojego rekordu ósme zwycięstwo i nadal pozostaje niepokonany. To sygnał, że mamy do czynienia z zawodnikiem, który nie tylko dobrze wszedł do UFC, ale może realnie myśleć o coraz poważniejszych wyzwaniach.

Kibice z Polski znów dali o sobie znać

Po walce Baraniewski nie zapomniał o tych, którzy wspierali go z trybun. Podkreślał, że polskich fanów było słychać bardzo wyraźnie i właśnie za to chciał im podziękować. Taki akcent tylko dopełnił wyjątkowy wieczór w Londynie, bo zwycięstwo przyszło szybko, efektownie i przy mocnym wsparciu kibiców.

Dla samego zawodnika to kolejny sygnał, że jego nazwisko coraz mocniej pracuje na rozpoznawalność. Gdy ktoś wchodzi do UFC i seryjnie kończy walki w pierwszej rundzie, natychmiast staje się jednym z ciekawszych nazwisk do obserwowania. Baraniewski właśnie zrobił następny duży krok, a po takim nokaucie trudno nie odnieść wrażenia, że apetyt na więcej będzie tylko rósł.

Twój typ na ten mecz?

Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.

PRZEJDŹ DO OFERTY
PODOBNE WPISY