Czwartkowe rewanże w Lidze Europy i Lidze Konferencji przyniosły ważne rozstrzygnięcia nie tylko dla klubów walczących o trofea, ale też dla polskich kibiców śledzących występy rodaków w europejskich pucharach. Po zakończeniu ćwierćfinałów stało się jasne, że w grze o końcowy triumf pozostało już tylko dwóch Polaków. Dla części naszych zawodników ten wieczór oznaczał bolesne pożegnanie z marzeniami o sukcesie na międzynarodowej scenie.
Wcześniej poznaliśmy już półfinalistów Ligi Mistrzów, a teraz przyszła pora na ustalenie składu najlepszej czwórki w dwóch kolejnych europejskich rozgrywkach. Szczególne emocje budziły mecze drużyn, w których występują polscy piłkarze, bo to właśnie ich sytuacja była dla krajowych kibiców najważniejsza.
Polacy tracili szanse na awans w Lidze Europy
Najwięcej uwagi przyciągał rewanżowy mecz FC Porto z Nottingham Forest. Portugalski zespół był obserwowany z dużym zainteresowaniem, ponieważ regularnie występują w nim Jan Bednarek i Jakub Kiwior. W kadrze na europejskie rozgrywki nie znalazł się natomiast Oskar Pietuszewski, dlatego mógł śledzić spotkanie jedynie spoza boiska.
Dla FC Porto ten wieczór zakończył się jednak rozczarowaniem. Drużyna nie zdołała odrobić strat ani odwrócić losów rywalizacji, a duży wpływ na przebieg meczu miało to, co wydarzyło się już na początku spotkania. Jan Bednarek obejrzał czerwoną kartkę w ósmej minucie po ostrym wejściu w przeciwnika, przez co jego zespół musiał przez niemal całe spotkanie grać w osłabieniu.
FC Porto odpadło, a Bednarek miał pechowy wieczór
Gra w dziesiątkę szybko odbiła się na sytuacji portugalskiej drużyny. Nottingham Forest wykorzystało przewagę liczebną, zdobyło bramkę i objęło kontrolę nad wydarzeniami na boisku. FC Porto nie zdołało już odpowiedzieć w sposób, który pozwoliłby choćby doprowadzić do dogrywki.
W efekcie zarówno Bednarek, jak i Kiwior pożegnali się z Ligą Europy na etapie ćwierćfinału. To oznacza, że grono Polaków walczących o końcowy triumf w tych rozgrywkach wyraźnie się skurczyło. Po tym spotkaniu stało się jasne, że dalsza rywalizacja odbędzie się już bez udziału portugalskiego zespołu.
Bezpośredni pojedynek Polaków wyłonił jednego półfinalistę
W innym ćwierćfinale doszło do meczu, który dla polskich kibiców miał szczególny wymiar. Bologna Łukasza Skorupskiego zmierzyła się z Aston Villą, w której występuje Matty Cash. Oznaczało to, że jeden z Polaków na pewno awansuje do półfinału, ale drugi zakończy udział w rozgrywkach.
Rywalizacja w tej parze okazała się jednak jednostronna. Znacznie lepiej zaprezentowała się Aston Villa, która wyraźnie zdominowała włoski zespół i bez większych problemów wywalczyła awans. Tym samym to Matty Cash zachował szansę na zdobycie trofeum, podczas gdy Łukasz Skorupski musiał pogodzić się z odpadnięciem z rozgrywek.
Tylko dwóch Polaków zostało w grze o europejskie trofea
Po zakończeniu czwartkowych spotkań bilans dla polskich zawodników nie wygląda szczególnie korzystnie. Z grona naszych przedstawicieli występujących w Lidze Europy w walce o końcowy sukces pozostał już tylko jeden piłkarz. To efekt zarówno porażki FC Porto, jak i bezpośredniego starcia dwóch drużyn z Polakami w składach.
Półfinałowy układ w tych rozgrywkach jest już znany. O finał zagrają:
- SC Braga ze SC Freiburgiem,
- Nottingham Forest z Aston Villą.
Zwycięzcy tych dwumeczów spotkają się później w meczu o trofeum. Dla polskich kibiców najważniejsze jest jednak to, że po ćwierćfinałach pole manewru mocno się zawęziło. Czwartkowy wieczór przyniósł kilka bolesnych rozstrzygnięć, a europejskie marzenia części naszych zawodników dobiegły końca szybciej, niż można było liczyć. Teraz uwaga skupi się już na tych nielicznych, którzy wciąż mają szansę zaznaczyć swoją obecność w decydującej fazie sezonu.