Marcin Listkowski rozpoczyna kolejny etap kariery. Napastnik po nieudanej rundzie w GKS-ie Tychy przenosi się do Stali Rzeszów, gdzie spróbuje odbudować formę i przypomnieć o potencjale, który przed laty dawał mu miejsce wśród ciekawszych nazwisk polskiej piłki.
Listkowski w lutym skończył 28 lat i wciąż szuka stabilizacji, która pozwoliłaby mu wrócić na właściwe tory. Szerzej dał się poznać w Pogoni Szczecin, skąd w 2020 roku wyjechał do Lecce. Transfer do Włoch miał być dla niego krokiem w stronę większej kariery, ale nie przyniósł oczekiwanego przełomu.
We Włoszech napastnik nie zdołał zbudować mocnej pozycji. Wystąpił łącznie w sześciu meczach Serie A oraz 61 spotkaniach Serie B. Z czasem jego sytuacja stawała się coraz trudniejsza, dlatego w 2024 roku wrócił do Polski i podpisał kontrakt z Jagiellonią Białystok.
Marcin Listkowski piłkarzem Stali Rzeszów
Po powrocie do kraju Listkowski nie zagrzał długo miejsca w jednym klubie. Z Jagiellonii trafił do Zagłębia Lubin, później wrócił do Białegostoku, ale nie odgrywał tam istotnej roli. Zimą szansą na odbudowę miał być transfer do GKS-u Tychy.
Ten ruch również nie przyniósł oczekiwanego efektu. Wiosną napastnik rozegrał w Betclic 1. Lidze jedenaście spotkań, spędzając na boisku 564 minuty. Cały zespół z Tychów rozczarował, a Listkowski nie zdołał stać się jednym z liderów drużyny.
Stal Rzeszów daje mu nową szansę
Nowy sezon Listkowski spędzi na zapleczu Ekstraklasy. Napastnik podpisał ze Stalą Rzeszów dwuletni kontrakt, w którym znalazła się opcja przedłużenia współpracy.
Dla Stali to transfer zawodnika z doświadczeniem w polskiej lidze, we Włoszech oraz na poziomie reprezentacji młodzieżowych. Dla Listkowskiego to natomiast okazja, by zatrzymać serię nieudanych rozdziałów i wreszcie złapać regularność.
Czy Listkowski odbuduje się w Rzeszowie?
Stal Rzeszów może być dla niego dobrym miejscem do restartu kariery. Napastnik potrzebuje minut, zaufania i roli, która pozwoli mu pokazać więcej niż w ostatnich klubach.
Potencjał wciąż jest, ale czas na kolejne obietnice powoli się kończy. Jeśli Listkowski chce wrócić do gry na wyższym poziomie, pobyt w Rzeszowie musi być czymś więcej niż następnym krótkim przystankiem.