Damian Knyba odniósł najważniejsze zwycięstwo w zawodowej karierze. Polski pięściarz w Newark pokonał byłego mistrza świata Andy’ego Ruiza Jr., choć przed pojedynkiem niewiele przemawiało na jego korzyść. Knyba nie tylko poradził sobie z dużo bardziej utytułowanym przeciwnikiem, ale przez znaczną część walki kontrolował wydarzenia w ringu i w siódmej rundzie posłał Amerykanina na deski. Werdykt sędziów przyniósł jednak sporo kontrowersji.
Ruiz przystępował do starcia jako zdecydowany faworyt. W przeszłości zdobywał mistrzowskie pasy IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej, a największym osiągnięciem w jego karierze było sensacyjne zwycięstwo nad Anthonym Joshuą. Knyba znajdował się w zupełnie innym położeniu. Polak miał za sobą porażkę z Agitem Kabayelem, a jego wcześniejsze pojedynki z Kostiantynem Dobyszczenką i Marcinem Siwym również nie dawały podstaw, aby oczekiwać tak efektownego występu przeciwko Ruizowi.
Damian Knyba zaskoczył Andy’ego Ruiza Jr.
Od pierwszych rund obraz pojedynku nie odpowiadał jednak przedmeczowym przewidywaniom. Knyba dobrze poruszał się po ringu, utrudniając Ruizowi skracanie dystansu, a przy tym regularnie trafiał celniejszymi uderzeniami. Były mistrz świata nie potrafił narzucić Polakowi swojego stylu i z czasem zaczął znacznie ostrożniej podchodzić do kolejnych ataków.
Maciej Miszkiń oceniał po walce, że jednym z najważniejszych elementów sukcesu była właśnie mobilność Knyby. Były pięściarz zwrócił uwagę, że Polak skutecznie kontrował przeciwnika i szybko sprawił, że Ruiz nabrał respektu do jego siły. Znaczenie mogła mieć również długa przerwa Amerykanina, który przed występem w Newark nie pojawiał się w zawodowym ringu przez ponad dwa lata.
Ruiz na deskach. Czy walka powinna zostać przerwana?
Najbardziej dramatyczne wydarzenia miały miejsce pod koniec siódmej rundy. Knyba mocno trafił rywala i posłał go na deski. Ruiz zdołał się podnieść, ale wyglądał na wyraźnie zamroczonego. Sędzia David Franciosi pozwolił jednak kontynuować pojedynek i Amerykanin dotrwał do końca rundy.
Zdaniem Miszkinia arbiter powinien wówczas zakończyć starcie. Były pięściarz uważał, że Ruiz przez dłuższą chwilę nie był gotowy do dalszej rywalizacji, a sędzia dał mu wyjątkowo dużo czasu na dojście do siebie. Ostatecznie Knyba nie zakończył pojedynku przed czasem i o jego największym sukcesie musieli zdecydować sędziowie punktowi.
Kontrowersyjna punktacja po walce Knyby
Wszyscy trzej arbitrzy wskazali zwycięstwo Polaka, ale dwie karty wzbudziły zdziwienie. Dwukrotnie pojawił się wynik 114:113 dla Knyby, podczas gdy trzeci sędzia punktował zdecydowanie szerzej – 117:110. To właśnie ta ostatnia punktacja znacznie lepiej odpowiadała przewadze, którą Polak prezentował przez większość starcia.
Miszkiń również uznał wynik 117:110 za najbardziej wiarygodny. W jego ocenie dwóch pozostałych arbitrów zbyt korzystnie oceniało rundy Ruiza, a kluczowe znaczenie dla ostatecznego werdyktu miał nokdaun z siódmej odsłony. Bez niego końcowa punktacja mogła stworzyć Knybie jeszcze większe problemy mimo bardzo dobrego występu.
Piotr Wilczewski miał plan na byłego mistrza świata
Duża część sukcesu przypadła również trenerowi Piotrowi Wilczewskiemu. Knyba konsekwentnie realizował przygotowaną taktykę, nie wdawał się bez potrzeby w wymiany odpowiadające Ruizowi i wykorzystywał swoją przewagę w poruszaniu się po ringu. Wskazówki przekazywane między rundami były krótkie i konkretne, a Polak przez cały pojedynek trzymał się ustalonego planu.
Zwycięstwo może całkowicie zmienić pozycję Knyby w światowej wadze ciężkiej. Pokonanie byłego mistrza świata otwiera drogę do znacznie większych pojedynków oraz zdecydowanie wyższych wypłat. Jeszcze przed starciem w Newark trudno było umieszczać Polaka w gronie pięściarzy mogących walczyć z czołówką kategorii ciężkiej. Po występie przeciwko Ruizowi jego nazwisko nabrało zupełnie innego znaczenia.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z grą bez podatku!
PRZEJDŹ DO OFERTY