Paris Saint-Germain znów udowodniło, że potrafi wygrywać nawet wtedy, gdy wszystko wymyka się spod kontroli. W meczu o Superpuchar Francji paryżanie jeszcze w doliczonym czasie gry byli o krok od porażki z Olympique Marsylia, a mimo to doprowadzili do dogrywki emocji i sięgnęli po trofeum po rzutach karnych. Spotkanie miało zwroty akcji, bramkarskie popisy, kosztowny błąd i końcówkę, która kibicom OM śni się po nocach.
Superpuchar Francji w Kuwejcie: PSG kontra Marsylia w nietypowej scenerii
Tegoroczny pojedynek o Superpuchar rozegrano w Kuwejcie, co już na starcie dodało mu „egzotycznego” klimatu. PSG przystępowało do spotkania jako zespół, który w poprzednim sezonie zgarnął krajowy dublet i zgłaszał ambicje dominacji w każdym możliwym aspekcie. Marsylia, jako wicemistrz, miała szansę uderzyć w najczulszy punkt rywala: pokazać, że w bezpośrednim starciu da się ich złamać.
OM mogło otworzyć wynik już bardzo szybko. W pierwszych minutach groźną sytuację stworzył Balerdí, ale bramkarz PSG popisał się znakomitą obroną, ratując zespół przed stratą gola. To był sygnał, że tego wieczoru golkiper paryżan będzie jedną z kluczowych postaci.
Gol dla PSG po błędzie rywali: szybka akcja i skuteczność Dembele
Mimo dobrego startu Marsylii, to PSG jako pierwsze trafiło do siatki. OM pogubiło się we własnym rozegraniu, piłka błyskawicznie trafiła do Vitinhi, a ten uruchomił Dembele. Skrzydłowy wykorzystał sytuację idealnie, kapitalnie reagując na dalekie wyjście bramkarza Marsylii i dając paryżanom prowadzenie.
Później golkiper OM próbował się zrehabilitować, broniąc trudne uderzenie Nuno Mendesa. Z drugiej strony znów odpowiedział bramkarz PSG, który zatrzymał Emersona. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, ale mecz wyraźnie nabierał temperatury.
Druga połowa: PSG na linach, bramkarz trzyma wynik
Po zmianie stron Marsylia zaczęła mocniej dociskać, a bramkarz PSG miał pełne ręce roboty. W krótkim odstępie czasu kilkukrotnie ratował zespół, broniąc groźne próby i utrzymując prowadzenie. W jednej z serii sytuacji rywale nie zdołali go pokonać mimo bardzo dobrych okazji, co tylko zwiększało napięcie — bo w futbolu niewykorzystane szanse często wracają jak bumerang.
W końcu PSG nie wytrzymało naporu bez konsekwencji. Doszło do sytuacji w polu karnym, w której bramkarz paryżan popełnił kosztowny błąd, faulując Greenwooda. Sędzia wskazał na „jedenastkę”, a sam poszkodowany podszedł do piłki i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Marsylia dostała to, na co pracowała: wyrównanie i nową energię.
Samobój i 1:2: Marsylia była o krok od trofeum
Gdy wydawało się, że PSG mimo wszystko opanuje sytuację, nadszedł moment, który mógł przesądzić o pucharze. Po dośrodkowaniu z lewej strony doszło do niefortunnej interwencji w obronie PSG — piłka wpadła do własnej bramki, a Marsylia objęła prowadzenie 2:1. W 87. minucie kibice OM byli już niemal pewni, że ich drużyna dowiezie wynik.
Tyle że zespół Luisa Enrique nie odpuścił. W doliczonym czasie gry akcja poszła lewą stroną, gdzie Barcola znalazł przestrzeń i dograł w pole karne. Gonçalo Ramos zachował zimną krew i doprowadził do 2:2, zamieniając końcówkę w dramatyczny zwrot akcji. Marsylia była sekundy od triumfu — i straciła go na finiszu.
Rzuty karne: PSG skuteczniejsze, bramkarz bohaterem serii
W serii jedenastek PSG wykazało się większym spokojem. Swoje próby wykorzystali m.in. Ramos, Vitinha, Nuno Mendes i Doué. Kluczową rolę odegrał bramkarz PSG, który obronił dwa strzały przeciwników, stając się bohaterem wieczoru i domykając comeback, o którym będzie się długo mówić.
Ten Superpuchar to opowieść o drużynie, która przetrwała najgorszy moment, odrobiła straty w ostatnich sekundach i wytrzymała presję w karnych. Marsylia może mieć poczucie, że trofeum wymknęło się z rąk w najbardziej bolesny sposób, ale PSG pokazało cechę mistrzów: umiejętność ratowania meczu wtedy, gdy inni już się poddają.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY