Polski dart dostaje mocny zastrzyk optymizmu na sezon 2026. Wszystko wskazuje na to, że w darterskiej elicie zobaczymy co najmniej czterech naszych reprezentantów, a największą niespodziankę sprawił zawodnik, po którym mało kto spodziewał się tak szybkiego przełomu. Filip Bereza już pierwszego dnia decydującej fazy Q-Schoolu wywalczył kartę PDC i zapewnił sobie miejsce w gronie zawodowców na kolejne dwa lata. To sukces, który może realnie zmienić układ sił w polskim darta na dłużej niż tylko jeden sezon.
Filip Bereza z kartą PDC: sensacja na starcie Q-Schoolu
W Q-Schoolu rywalizuje ponad setka zawodników, a walka o przepustkę do świata PDC zwykle jest brutalna: jedno potknięcie może przekreślić tygodnie przygotowań. Tym bardziej zaskakuje fakt, że to właśnie Polak już w pierwszym dniu przeszedł całą ścieżkę do sukcesu. Bereza wygrał sześć kolejnych spotkań, a wisienką na torcie był decydujący pojedynek, w którym zdołał odwrócić bardzo niekorzystny przebieg meczu. Przegrywał już wyraźnie, a mimo to wrócił do gry, doprowadził do nerwowej końcówki i finalnie domknął zwycięstwo. Efekt jest konkretny: karta PDC na lata 2026–2027.
Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w światowym rankingu pozostaje Krzysztof Ratajski. Po udanym występie na mistrzostwach świata i dotarciu do ćwierćfinału zajmuje 28. miejsce w zestawieniu PDC, co zapewnia mu stabilną pozycję wśród zawodników z czołówki. W darcie ranking jest kluczowy, bo to on decyduje nie tylko o prestiżu, ale też o dostępie do najważniejszych turniejów, rozstawieniach i możliwościach zarobkowych.
Kto utrzymuje się w grze, a kto musi walczyć od zera?
W rozgrywkach na kolejny rok automatycznie zostaje 64 najlepszych zawodników rankingu. Jest jednak ważny szczegół: gracze posiadający kartę dopiero od roku są objęci pewnym „buforem bezpieczeństwa”, bo standardowo kartę wywalcza się na minimum dwa sezony. W takiej sytuacji znajdują się Sebastian Białecki oraz Tytus Kanik – ich status zawodowca jest zabezpieczony na kolejny rok niezależnie od rankingowych zawirowań.
Inaczej wygląda sprawa w przypadku Radosława Szagańskiego. On z grona zawodowców wypadł i teraz próbuje wrócić na szczyt właśnie przez Q-School, czyli najtrudniejszą możliwą drogę: przez serię turniejów, gdzie liczy się forma dnia, odporność mentalna i regularność na wysokich średnich.
Q-School 2026: ile kart jest do zdobycia i jak działa system?
W decydującej fazie europejskiej Q-Schoolu do rozdania jest 16 kart PDC. Połowa trafia do finalistów kolejnych turniejów rozgrywanych w dniach 8–11 stycznia (czyli ośmiu zawodników). Druga połowa przypada najlepszym w rankingu zbiorczym z całego cyklu (kolejnych ośmiu). To rozwiązanie premiuje zarówno jednorazowy „strzał” w idealnym momencie, jak i konsekwencję przez kilka dni intensywnego grania.
Kolejni Polacy w walce: kto jeszcze może dołączyć do elity?
Sukces Berezy nie zamyka tematu – wręcz przeciwnie, może dodać wiary pozostałym. W kolejnych dniach o karty PDC walczą jeszcze m.in. Radek Szagański, a także Łukasz Karcz, Maciej Łuczak, Mirosław Grudziecki i Sebastian Steyer. Każdy z nich ma inną historię i inne atuty, ale cel jest wspólny: dobić do zawodowego poziomu, na którym otwierają się drzwi do największych turniejów.
Najważniejsze jest to, że mówimy nie o jednorazowym sukcesie, tylko o przepustce do regularnego grania w strukturach PDC. A regularność to w darcie waluta najcenniejsza: pozwala zbierać doświadczenie na scenie, budować ranking, uczyć się gry pod presją i krok po kroku podnosić poziom. Jeśli pozostali Polacy dołożą kolejne dobre wyniki, sezon 2026 może stać się jednym z najlepszych okresów dla naszej reprezentacji w historii.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY