Mecz Fogo Unii Leszno z Orlen Oil Motorem Lublin zaczął się od scen, których nikt nie chciał oglądać. Już w trzecim biegu bardzo groźnie upadł Fredrik Lindgren. Szwed długo leżał na torze, był opatrywany przez medyków, a następnie został przewieziony do szpitala. Pierwsze informacje mówiły o problemach ze stopą i barkiem.
Lindgren upadł w trzecim biegu
Niedzielne spotkanie w Lesznie zapowiadało się jako jeden z najciekawszych meczów kolejki PGE Ekstraligi. Niepokonany Orlen Oil Motor Lublin przyjechał na tor Fogo Unii, która jako beniaminek chciała sprawdzić się na tle jednego z najmocniejszych zespołów ligi. Początek rzeczywiście był obiecujący dla gospodarzy, bo po dwóch pierwszych biegach prowadzili 7:5.
Do dramatycznej sytuacji doszło w trzecim wyścigu. Pod taśmą stanęli Bartosz Zmarzlik, Piotr Pawlicki, Fredrik Lindgren i Keynan Rew. Szwed źle ruszył spod taśmy, ale szybko zaczął odrabiać straty. Na przeciwległej prostej, przy wejściu w drugie okrążenie, napędzał się po zewnętrznej stronie toru i próbował zaatakować jadącego przed nim Rewa.
Zabrakło miejsca przy bandzie
Keynan Rew lekko poszerzył tor jazdy, chcąc zamknąć przestrzeń rozpędzonemu rywalowi. Lindgren mimo to próbował jeszcze zmieścić się przy bandzie, ale miejsca było zbyt mało. Zawodnik Motoru zahaczył o ogrodzenie, a jego upadek wyglądał bardzo niebezpiecznie. Najpierw uderzył motocyklem w płot, a później przeleciał przez kierownicę.
Na tor natychmiast ruszyli medycy. Przerwa trwała długo, bo Szwed wymagał dokładnego zabezpieczenia przed transportem. Ostatecznie został zniesiony na noszach i przewieziony karetką do szpitala. Według pierwszych informacji miał problemy z lewą stopą, którą długo stabilizowano, oraz z barkiem.
Motor stracił ważnego zawodnika na początku meczu
Dla Orlen Oil Motoru Lublin to bardzo trudna sytuacja, bo Lindgren należy do najważniejszych zawodników zespołu. Jego upadek już na początku spotkania oznaczał nie tylko sportowe osłabienie, lecz przede wszystkim ogromny niepokój o zdrowie.
Na pełną diagnozę trzeba poczekać po badaniach w szpitalu. Najważniejsze jest teraz to, by urazy nie okazały się tak poważne, jak sugerowały pierwsze obrazki z toru w Lesznie.