Transfer Darko Czurlinowa do Pogoni Szczecin wywołał otwarty konflikt pomiędzy przedstawicielami „Dumy Pomorza” i Widzewa Łódź. Reprezentant Macedonii Północnej przeszedł testy medyczne w Łodzi i przebywał w hotelu opłaconym przez Widzew, ale w nocy wyjechał do Szczecina, gdzie podpisał kontrakt z Pogonią. Alex Haditaghi odpowiedział na zarzuty Roberta Dobrzyckiego, używając przy tym wymownego porównania do kolacji i małżeństwa.
Kulisy niedoszłego transferu jako pierwszy szerzej opisał Rafał Gikiewicz. Doświadczony bramkarz ujawnił, że Czurlinow był już bardzo blisko dołączenia do Widzewa. Zawodnik miał przejść badania, zamieszkać w łódzkim hotelu i oczekiwać na finalizację rozmów. Kiedy przedstawiciele klubu pojechali po niego, okazało się jednak, że Macedończyka nie ma już na miejscu.
Czurlinow wyjechał z Łodzi w nocy
Według relacji Gikiewicza piłkarz nie poinformował Widzewa o zmianie decyzji i po prostu opuścił hotel. Niedługo później potwierdziły się informacje, że obrał kierunek na Szczecin. Pogoń wysłała po niego samochód, którym zawodnik wraz z żoną dotarł na Pomorze Zachodnie około trzeciej nad ranem. Następnie przeszedł ostatnie formalności i został oficjalnie zaprezentowany jako nowy gracz zespołu. Cała operacja miała zostać przeprowadzona w ciągu kilku godzin, gdy transfer do Łodzi wydawał się niemal przesądzony.
Haditaghi przedstawił wersję Pogoni
Właściciel Pogoni podkreślił, że klub nie przekonał Czurlinowa wyższą pensją. Według jego relacji oferta finansowa szczecinian była nawet niższa od tej, którą zawodnik otrzymał w Widzewie. Ostatecznie decydujące miały być rozmowy dotyczące projektu sportowego, roli piłkarza w drużynie oraz dalszego rozwoju kariery. Haditaghi zaznaczył, że wspólnie z Tanem Keslerem i pozostałymi członkami pionu sportowego przez kilka godzin przekonywał Macedończyka, że Pogoń będzie dla niego lepszym wyborem.
Kanadyjski biznesmen odniósł się również do pogłosek, według których klub miał zorganizować dla piłkarza prywatny samolot. Zaprzeczył tym informacjom i wyjaśnił, że do Łodzi wysłano zwykły samochód. Nie zmieniło to jednak odbioru całej sytuacji, ponieważ pojazd odebrał Czurlinowa z hotelu opłaconego przez konkurencyjny klub.
Dobrzycki wypomniał koszt hotelu
Robert Dobrzycki skomentował wpis właściciela Pogoni, zwracając uwagę właśnie na miejsce, z którego zabrano zawodnika. Sternik Widzewa podkreślił, że Czurlinow został odebrany z łódzkiego hotelu Puro, za który wcześniej zapłacił Widzew. Jego krótka odpowiedź sugerowała, że zachowanie Pogoni przekroczyło przyjęte w futbolu granice i wykorzystało pracę wykonaną wcześniej przez inny klub.
Dla łodzian szczególnie bolesny był fakt, że znajdowali się już na bardzo zaawansowanym etapie negocjacji. Przeprowadzenie testów medycznych i organizacja pobytu zwykle oznaczają, że do podpisania umowy pozostają jedynie ostatnie formalności. W tym przypadku brak zawartego kontraktu pozwolił jednak zawodnikowi wycofać się z ustaleń i przyjąć propozycję Pogoni.
Właściciel Pogoni odpowiedział porównaniem
Haditaghi nie pozostawił komentarza Dobrzyckiego bez reakcji. Przyznał, że jego klub rzeczywiście odebrał piłkarza i jego żonę z hotelu opłaconego przez Widzew, ale zaznaczył, że pokrycie kosztów noclegu nie zobowiązywało Czurlinowa do podpisania kontraktu. Porównał sytuację do zaproszenia kobiety na kolację, które nie oznacza jeszcze obowiązku zawarcia małżeństwa. Dodał również, że osoba płacąca za posiłek nie powinna później domagać się zwrotu pieniędzy od jej przyszłego męża.
Właściciel Pogoni określił rezerwację hotelową jako gest gościnności, a nie prawnie wiążącą umowę czy przejęcie kontroli nad przyszłością zawodnika. Jednocześnie zapowiedział, że przy najbliższym przyjeździe pierwszego zespołu Widzewa do Szczecina osobiście pokryje koszty zakwaterowania łódzkiej drużyny. W jego ocenie miałoby to zamknąć całą sprawę, choć ton publicznej wymiany zdań wskazuje, że relacje pomiędzy klubami jeszcze długo pozostaną napięte.