Sobotnie Grand Prix we Wrocławiu miało być wielkim żużlowym świętem, ale turniej od początku układa się dramatycznie. W siódmym wyścigu doszło do bardzo groźnego karambolu z udziałem Kacpra Woryny, Jasona Doyle’a i Jacka Holdera. Dwóch zawodników nie było w stanie kontynuować jazdy i trafiło do szpitala.
Koszmarny upadek w Grand Prix we Wrocławiu
Do groźnej sytuacji doszło na pierwszym łuku siódmego biegu. Zawodnicy jechali bardzo blisko siebie, zrobiło się ciasno i po chwili na torze znaleźli się Woryna, Doyle oraz Holder.
Najmocniej w bandę uderzył Holder. Siła kontaktu była tak duża, że uszkodzona została dmuchana banda, a na tor natychmiast ruszyły służby medyczne.
Dwie karetki na torze i w parku maszyn
Woryna szybko podniósł się z nawierzchni. Po chwili do parku maszyn wrócił również Doyle, ale jego stan wzbudził duży niepokój. Australijczyk był oszołomiony, dlatego podstawiono mu krzesło i wezwano drugą karetkę.
Pomoc była potrzebna także Holderowi, do którego medycy wyjechali bezpośrednio na tor. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie, a przerwa w zawodach była nieunikniona.
Doyle i Holder nie pojadą dalej
Doyle miał nie pozwalać się dotykać, jakby od razu czuł, gdzie pojawił się problem. Ostatecznie założono mu kołnierz ortopedyczny.
U Holdera pojawiły się natomiast kłopoty z ręką i podejrzenie złamania. Obaj zawodnicy zostali przetransportowani do szpitala na szczegółowe badania.
Rezerwowi zastąpią poszkodowanych
Doyle i Holder są niezdolni do dalszej jazdy, dlatego w kolejnych biegach zastąpią ich rezerwowi. To ogromny cios dla turnieju, który już wcześniej miał trudny przebieg z powodu pogody.
Po takim zdarzeniu wynik sportowy schodzi na dalszy plan. Najważniejsze są teraz dokładne diagnozy i stan zdrowia zawodników po jednym z najgroźniejszych momentów sobotniego Grand Prix.
Sprawdź aktualne kursy i obstawiaj w ETOTO z bonusem bez ryzyka.
PRZEJDŹ DO OFERTY