FC Barcelona szuka piłkarza, który doda ofensywie szybkości, odwagi i jakości w pojedynkach jeden na jednego. Anthony Gordon pozostaje jednym z najgłośniejszych nazwisk na liście, ale jego transfer może okazać się zbyt drogi. Dlatego Deco rozgląda się szerzej, a kandydatów do gry na lewym skrzydle jest już kilku.
Anthony Gordon kusi Barcelonę, ale cena odstrasza
Barcelona od pewnego czasu analizuje rynek lewoskrzydłowych. W klubie chcą zawodnika dynamicznego, zdolnego do gry przy linii, schodzenia do środka i ewentualnego występu bliżej napastnika. Do takiego profilu pasuje Anthony Gordon z Newcastle United.
Anglik jest wysoko oceniany przez działaczy z Camp Nou, ale jego sprowadzenie byłoby bardzo trudne. Newcastle United oczekuje około 85 milionów euro, a to kwota, która przy obecnych realiach finansowych Barcelony stanowi ogromną barierę. Dodatkowo mocno o zawodnika zabiega Bayern Monachium, który miał już przedstawić mu propozycję pięcioletniego kontraktu.
Mika Godts zachwycił skauta Barcelony
Z tego powodu Deco przygotował alternatywy. Jedną z nich jest Mika Godts z Ajaksu Amsterdam. 20-letni Belg uchodzi za piłkarza o dużej fantazji, świetnym dryblingu i naturalnej skłonności do brania odpowiedzialności za akcje ofensywne.
Barcelona miała okazję obejrzeć go z bliska podczas meczu Ajaksu z PSV. Godts zdobył w nim bramkę i zanotował asystę, co tylko wzmocniło zainteresowanie. Jego wartość szacuje się na około 25 milionów euro, więc byłby znacznie tańszą opcją od Gordona.
Andreas Schjelderup też jest na liście
Kolejnym kandydatem jest Andreas Schjelderup z Benfiki. Norweg ma 21 lat i za sobą bardzo solidny sezon. W 41 spotkaniach zdobył dziesięć bramek oraz dołożył sześć asyst.
W jego kontrakcie znajduje się klauzula odstępnego wynosząca 100 milionów euro, ale w praktyce transfer mógłby kosztować znacznie mniej. Portugalski klub może zgodzić się na negocjacje, a cena mogłaby spaść nawet do poziomu atrakcyjnego dla Barcelony. To sprawia, że Schjelderup pozostaje realną opcją, jeśli klub uzna, że warto postawić na piłkarza rozwijającego się poza LaLigą.
Barcelona patrzy też na rynek hiszpański
Na liście znajduje się również Victor Muñoz z Osasuny. To ciekawy przypadek, bo 22-latek w przeszłości był związany z La Masią, później trafił jednak do akademii Realu Madryt, a następnie do Pampeluny.
Jego transfer byłby skomplikowany z powodów formalnych i finansowych. Real Madryt zachował 50 procent kwoty z kolejnej sprzedaży, a także możliwość odkupienia zawodnika za ustaloną sumę. Osasuna wycenia Muñoza na około 40 milionów euro, więc Barcelona musiałaby zaakceptować nie tylko wysoki koszt, lecz także fakt, że część pieniędzy mogłaby pośrednio trafić do największego rywala.
Jan Virgili wróci na Camp Nou?
Innym nazwiskiem jest Jan Virgili. 19-latek rozwija się w Mallorce, do której przeniósł się z Barcelony niespełna rok temu. Wcześniej występował w rezerwach katalońskiego klubu i miał udział w zdobyciu UEFA Youth League.
Na Balearach Virgili notuje obiecujący sezon. W 30 meczach zdobył dwie bramki i zaliczył sześć asyst. Barcelona wciąż posiada 40 procent jego praw ekonomicznych, więc ewentualny powrót wymagałby wykupienia pozostałej części. Taki ruch mógłby być tańszy niż transfer piłkarza bez wcześniejszych związków z klubem.
Abde Ezzalzouli znów w grze
Ostatnim z wymienianych kandydatów jest Abde Ezzalzouli. Marokańczyk odszedł z Barcelony do Realu Betis w 2023 roku, ale kataloński klub nadal ma 20 procent jego praw ekonomicznych.
24-krotny reprezentant Maroka rozgrywa bardzo dobry sezon. W 39 występach zdobył 13 bramek i zanotował 13 asyst. Takie liczby sprawiają, że jego nazwisko wraca w kontekście Camp Nou. Barcelona zna tego zawodnika, wie, czego może się po nim spodziewać, a dodatkowo posiada mechanizm obniżający realny koszt ewentualnej operacji.
Deco musi wybrać między talentem a ceną
Lista kandydatów pokazuje, że Barcelona nie ogranicza się do jednego scenariusza. Gordon byłby najgłośniejszym ruchem, ale jego cena i konkurencja Bayernu sprawiają, że transfer wygląda na bardzo wymagający.
Godts, Schjelderup, Muñoz, Virgili i Ezzalzouli dają różne możliwości. Jedni kuszą potencjałem, inni znajomością ligi albo wcześniejszym związkiem z Barceloną. Najbliższe tygodnie pokażą, czy Deco postawi na duże nazwisko, czy wybierze bardziej ekonomiczne rozwiązanie, które pozwoli wzmocnić skrzydło bez ryzykowania budżetu.