Roland Garros stracił kolejną wysoko notowaną tenisistkę, a turniejowa drabinka znów mocno się zatrzęsła. Jasmine Paolini prowadziła z Solaną Sierrą i wydawało się, że kontroluje mecz, lecz Argentynka odwróciła spotkanie, pokazując odporność, odwagę i tenis bez kompleksów.
Jasmine Paolini zaczęła zgodnie z planem
Jasmine Paolini przystępowała do meczu z Solaną Sierrą w roli faworytki. W pierwszej rundzie Włoszka poradziła sobie z Dajaną Jastremską, natomiast Argentynka wyeliminowała Emmę Raducanu. Już ten wynik pokazywał, że Sierra nie przyjechała do Paryża wyłącznie po doświadczenie, ale przed starciem z Paolini to finalistka poprzednich wielkich turniejów miała więcej argumentów po swojej stronie.
Początek spotkania był wyrównany i długo nie przynosił przełamań. Obie tenisistki pilnowały własnego podania, a returnujące nie potrafiły stworzyć realnej okazji do odskoczenia. Kluczowy moment pierwszego seta nadszedł przy stanie 4:3 dla Paolini. Włoszka wreszcie dobrała się do serwisu rywalki, przełamała ją, a po chwili zamknęła partię przy pierwszej piłce setowej.
Sierra nie pękła po słabym początku drugiego seta
Drugi set również zaczął się po myśli Paolini. Włoszka szybko zdobyła przewagę przełamania i prowadziła 2:0, co mogło sugerować, że mecz zmierza w przewidywalnym kierunku. Sierra nie pozwoliła jednak, by wynik odebrał jej pewność. Z każdym kolejnym gemem grała odważniej, coraz lepiej czytała wymiany i zaczęła spychać faworytkę do obrony.
Przełom nastąpił w końcówce partii. Argentynka najpierw doprowadziła do remisu 4:4, a później nie zatrzymała się ani na moment. Wygrała cztery gemy z rzędu, dwukrotnie przełamując Paolini, i doprowadziła do trzeciego seta. To był fragment, który zmienił dynamikę całego spotkania.
Sensacja w Paryżu stała się faktem
Decydująca partia pokazała, że Sierra złapała rytm w idealnym momencie. Argentynka szybko przełamała Paolini i odskoczyła na 3:0. Włoszka próbowała wrócić do meczu, odpowiedziała przełamaniem w piątym gemie, ale nie zdołała utrzymać serwisu chwilę później. To dało Sierrze przewagę, której już nie oddała.
Końcówka była nerwowa, bo Paolini walczyła do ostatnich piłek. Sierra potrzebowała trzech piłek meczowych, lecz ostatecznie dopięła swego i wygrała 3:6, 6:4, 6:3. Dla Argentynki to jeden z najważniejszych wyników w karierze, a dla Włoszki bolesne pożegnanie z turniejem znacznie wcześniej, niż można było zakładać.
Roland Garros traci kolejną faworytkę
Porażka Paolini wpisuje się w serię zaskoczeń w kobiecej drabince Roland Garros. Wcześniej z turniejem pożegnały się między innymi Jessica Pegula i Jelena Rybakina, więc lista znanych nazwisk odpadających na wczesnym etapie robi się coraz dłuższa.
Sierra wykorzystała swoją szansę i pokazała, że w Paryżu nie ma miejsca na grę z założeniem, że ranking wygra mecz za zawodniczkę. Paolini miała przewagę, wygrała pierwszego seta i dobrze rozpoczęła drugiego, ale Argentynka przetrwała najtrudniejszy moment. Potem to ona narzuciła warunki, a Roland Garros dostał kolejną historię, która przypomina, jak szybko faworytki mogą stracić kontrolę.