Filip Pieczonka był o krok od zwycięstwa w debiucie w Roland Garros, ale po meczu zamiast radości została złość. Polsko-czeski duet przegrał po zwrocie, który zaczął się od spornej decyzji arbitra. Ten uznał, że Polak przeszkodził rywalom, choć tenisista twierdzi, że krzyk dobiegł z trybun.
Filip Pieczonka przegrał po dramatycznym zwrocie
Filip Pieczonka i Vit Kopriva rozpoczęli występ w grze podwójnej Roland Garros od meczu z Edouardem Rogerem-Vasselinem i Hugo Nysem. Polsko-czeska para świetnie weszła w spotkanie, wygrała pierwszego seta 6:2 i w drugiej partii była bardzo blisko zamknięcia rywalizacji. Wszystko zmieniło się w dziewiątym gemie.
Przy wyniku 30:30 doszło do sytuacji, która wywołała protest Pieczonki. Po zagraniu po linii arbiter uznał, że Polak krzyknął, zanim rywale zdążyli dobiec do piłki. Sędzia potraktował to jako przeszkadzanie w grze i przyznał punkt Rogerowi-Vasselinowi oraz Nysowi. Zamiast piłki meczowej dla Pieczonki i Koprivy pojawił się break point dla przeciwników.
Dlaczego Pieczonka złożył protest?
Pieczonka natychmiast ruszył do sędziego i nie zgodził się z decyzją. Według jego wersji krzyk nie należał do niego, lecz do osoby siedzącej na trybunach. Arbiter nie zmienił jednak zdania, a od tej decyzji nie było skutecznej drogi odwoławczej w trakcie meczu.
Rywali wykorzystali prezent i przełamali polsko-czeski duet. Zamiast prowadzenia 6:3 zrobiło się 5:4, a później spotkanie całkowicie odwróciło się na ich korzyść. Drugi set zakończył się tie-breakiem wygranym przez Rogera-Vasselina i Nysa 7:5, a w trzeciej partii faworyci dominowali już wyraźnie, zwyciężając 6:1.
Pieczonka domaga się konsekwencji dla arbitra
Po spotkaniu Pieczonka nie ukrywał rozgoryczenia. Podkreślał, że decyzja przyszła w wyjątkowo bolesnym momencie, bo mógł wygrać swój pierwszy mecz w Roland Garros. Zgłosił sprawę supervisorowi i złożył oficjalny raport, oczekując, że arbiter poniesie konsekwencje za błąd.
Tenisista zwracał uwagę, że zawodnicy są karani za przewinienia, dlatego podobna odpowiedzialność powinna dotyczyć sędziów. Jego zdaniem pomyłki tej wagi nie mogą przechodzić bez reakcji, zwłaszcza podczas turnieju wielkoszlemowego. Pieczonka twierdził również, że przeciwnicy widzieli, iż to nie on krzyknął.
Wynik zostaje, niesmak też
Mimo protestu rezultat meczu nie zostanie zmieniony. Roger-Vasselin i Nys awansowali dalej po zwycięstwie 2:6, 7:6(5), 6:1, a Pieczonka i Kopriva zakończyli udział w turnieju po pierwszej rundzie. Dla Polaka to wyjątkowo gorzki scenariusz, bo debiut w Paryżu przez długi czas układał się znakomicie.
Roland Garros potrwa do kolejnej niedzieli, ale ta historia jeszcze może wracać przy dyskusjach o pracy sędziów. Pieczonka nie odzyska już wygranego meczu, jednak jego protest pokazuje, jak jedna decyzja potrafi zmienić nie tylko wynik gema, ale też przebieg całego spotkania.